Alicya w Krainie Słów


Drogę gubią ci, którzy obracają się za siebie


Koniec nie nadejdzie


HIT lub KIT, czyli film tygodnia


Polecamy


Czytam, bo lubię grozę


150 twarzy zła

Słowem wstępu,

gdyby złe intencje zawsze były wypisane na twarzy, wiele nieszczęść nigdy nie miałoby miejsca. Niestety to, co drapieżne i okrutne, często wygląda niewinnie, a ci, którzy rozsmakowują się w krzywdzie innych, potrafią doskonale dopasować maskę do sytuacji. Dobitnie pokazują to przykłady znanych seryjnych morderców, którzy latami ukrywali swoje prawdziwe oblicze.

Ted Bundy uchodził za charyzmatycznego, uprzejmego studenta prawa i bez trudu zdobywał zaufanie kobiet, podczas gdy w rzeczywistości był brutalnym zabójcą. Rodney Alcala, znany jako „Zabójca z randki w ciemno”, czarował urodą i inteligencją – do tego stopnia, że wystąpił w telewizyjnym programie randkowym, choć równocześnie popełniał kolejne zbrodnie. Podobnie Jeffrey Dahmer, który sprawiał wrażenie cichego, nieśmiałego chłopaka; nikt nie podejrzewał, że stoi za tak okrutnymi morderstwami. Edmund Kemper, sympatyczny olbrzym, kilkukrotnie został zbagatelizowany przez policję właśnie dlatego, że wydawał się „zbyt normalny i nieszkodliwy”. Natomiast Nanny Doss, znana jako Chichocząca Babcia, postrzegana była jako serdeczna, ciepła i pogodna kobieta, co przez lata skutecznie skrywało jej zbrodnie.

Te zaledwie kilka przykładów wyraźnie pokazuje, że groźne niebezpieczeństwo bardzo często kryje się pod niewinną fasadą.

Przy okazji podobnych publikacji warto pamiętać, że ich celem nie jest pogłębianie fascynacji sprawcami i ich zbrodniami. Ofiary i ich bliscy zasługują na szacunek oraz świadomość, że to właśnie z myślą o nich powinniśmy próbować zrozumieć istotę zła – po to, by potrafić je w porę rozpoznawać i powstrzymywać, a nie by się nim zachwycać. Poznawanie takich historii nie ma prowadzić do podziwu, lecz do refleksji nad tym, co może kierować człowiekiem w jego najciemniejszej odsłonie i jakie mechanizmy pozwalają mu działać w sposób tak skrajnie wynaturzony.

*

Dokładna liczba ludzi winnych seryjnych zbrodni pozostaje tajemnicą, bo wiele spraw nigdy nie zostaje rozwiązanych, a część przestępców wciąż pozostaje na wolności. Do tej pory jednak w bazie danych Radford/FGCU zidentyfikowano około 5 752 seryjnych morderców na całym świecie, z czego prawie 3 690, czyli blisko 64%, pochodzi ze Stanów Zjednoczonych. Ta liczba – mrożąca krew w żyłach – pokazuje, że chociaż zjawisko ma charakter globalny, bo odnotowano sprawców w co najmniej 115 krajach, to jego epicentrum znajduje się głównie w jednym miejscu. Mimo to, trzeba mieć świadomość, że nawet jeśli USA przoduje w ilości, to groza zjawiska rozlewa się daleko poza granice tego kraju, stawiając poważne wyzwania przed tymi, którzy próbują je powstrzymać.

Jack Rosewood i Rebecca Lo wzięli na tapet 150 profili seryjnych morderców. W ich „Wielkiej księdze…” znajdziemy zwyrodnialców, których „znamy” już bardzo dobrze (np. Kuba Rozpruwacz, Ed Gein, Ted Bundy, Zodiak)  i tych, o których mało kto słyszał (np. Billy Gohl, Delfina i Maria de Jesus Gonzalez – do których nawiązał Jack Ketchum w „Przeprawie”-, Louise Peetie, Aleksander Jurjewicz Pieczuszkin, Teodor Kaczynski).

O każdym z opisanych sprawców dostajemy porcję najważniejszych informacji: ogólny kontekst, chronologię zbrodni, listę ofiar, krótki opis aresztowania i procesu oraz preferowane metody zabijania. Całość uzupełniają cytaty z rozpraw i przesłuchań, a także liczne, nierzadko zaskakujące ciekawostki. Dowiadujemy się na przykład, że Rodney Alcala pozywał administrację więzienną za brak diety niskotłuszczowej, a Marie Besnard – mimo oskarżeń i kilku procesów – nigdy nie została skazana z powodu niewystarczających dowodów, choć dziś, w świetle współczesnej wiedzy, prawdopodobnie uznalibyśmy ją za seryjną trucicielkę odpowiedzialną za około dwanaście zgonów. Pierwszy mąż Nanny Doss, jedyny spośród pięciu, który przeżył, twierdził z kolei, że odszedł, bo żona go zwyczajnie przerażała. Larry Eyler, który zabił dwadzieścia jeden lub dwadzieścia trzy osoby, mieszkał pod jednym dachem ze swoim partnerem, jego żoną i trójką ich dzieci. A Peter Lundin podczas kolejnych pobytów w więzieniu… aż trzykrotnie się ożenił. Dzięki takim szczegółom książka zyskuje inną dynamikę i pokazuje, że za każdym nazwiskiem kryje się nie tylko statystyka, lecz także złożona – czasem absurdalna, czasem bezczelna, a niekiedy przewrotna – historia.

Po zapoznaniu się ze wszystkimi opisanymi sprawcami, na końcu encyklopedii dostajemy jeszcze kilka stron poświęconych sygnałom ostrzegawczym, które mogą wskazywać na skłonności psychopatyczne – i wyjaśnieniom, na co warto zwracać szczególną uwagę. Krótko poruszone zostają też wątki psychiatryczne, tłumaczące, jak współczesna nauka interpretuje określone zaburzenia. Pojawiają się też odpowiedzi na częste pytania: jak to właściwie jest z inteligencją seryjnych morderców? Co najbardziej sprzyja powstawaniu takich skłonności – wrodzona predyspozycja czy przemoc doświadczona w dzieciństwie? Nie są to akademickie wykłady, lecz krótkie, przystępne podsumowania – coś na kształt wskazówek czy drogowskazów. Kto zechce, skorzysta z nich i ruszy szukać dalej rzetelnych i bardziej szczegółowych informacji. Warto bowiem pamiętać, że zagadnienie jest znacznie bardziej złożone, niż mogłoby się wydawać. Duża część naszej potocznej wiedzy pochodzi z popkultury, która przedstawia je tak, by było jak najbardziej atrakcyjne i szokujące – niekoniecznie jednak zgodnie z faktami.

*

Lektura „Wielkiej księgi seryjnych morderców” stała się dla mnie impulsem do dalszych poszukiwań, których rezultaty chciałabym wam teraz przedstawić.

Badania paleoantropologiczne potwierdzają w całej rozciągłości to, co tak trudno nam przełknąć: ludzie mordowali się od zawsze. Archeolog Steven LeBlanc i antropolog Lawrence H. Keeley są zgodni, że dobry, pokojowo nastawiony dzikus nigdy nie istniał. I nie dość, że ludzie zabijali, to jeszcze robili to na potęgę – ze znacznie większą zaciętością niż my obecnie. Ginęło nawet 20% populacji, nie oszczędzano nikogo, nawet dzieci, a na „łaskę” mogły liczyć jedynie kobiety w wieku reprodukcyjnym, o ile akurat wpisywało się to w potrzeby sprawców. Na szczęście jako gatunek wyraźnie złagodnieliśmy, gdybyśmy zabijali się wciąż z takim samym zapamiętaniem globalna populacja byłaby wielokrotnie mniejsza, a rozwój społeczny i technologiczny zostałby zahamowany przez permanentną spiralę przemocy.

David Buss (profesor psychologii ewolucyjnej) na podstawie swoich licznych badań postawił odważną tezę, że potencjalne skłonności do zabijania tkwią w każdym z nas. A wszystkiemu winna jest biologia i wieki ewolucji: morderstwo wyewoluowało jako jedna z wielu sytuacyjnie uruchamianych strategii rozwiązywania problemów adaptacyjnych, związanych z rywalizacją o przetrwanie i sukces reprodukcyjny. Te strategie mogą być aktywizowane i deaktywizowane, niczym zestaw biologicznych przełączników. Buss nie daje jednak jednoznacznych odpowiedzi, co dokładnie je „odpala” i „gasi”. Zamiast tego rzuca garść praktycznych, choć mrocznych rad: bądź świadomy, jak realne jest niebezpieczeństwo zabójstwa – zwłaszcza z rąk tych, których znasz i kochasz. Strzeż się mężczyzny, który choćby o sekundę za długo wpatruje się w ciebie pożądliwym wzrokiem. Zwracaj uwagę na rywali, którzy siedzą cicho i niepozornie – cisza bywa najgroźniejszą strategią. Mordercy czekają, obserwują, a w ewolucyjnym ujęciu nie są wyjątkiem, lecz potencjalną częścią ludzkiej natury, zawsze gdzieś w cieniu naszej codzienności.

Gdy czytałam te słowa włączyła mi się lekka paranoja. Trudno po takich rewelacjach ufnie przyglądać się przechodniom. Jednak kraj w którym statystyki są najbardziej zatrważające to Stany Zjednoczone. W Europie możemy czuć się względnie bezpieczniej. Niektórzy socjologowie tłumaczą to tym, że za sprawą Hollywood, przemoc przestaje być częścią prywatnego imaginarium, ale staje się jednym z kodów kultury i komunikacji społecznej. Trudo mi w to szczerze mówiąc uwierzyć. Teza, że Hollywood kształtuje społeczne postawy wobec przemocy, opiera się na badaniach nad Media Violence Effect, desensitization, Social Learning Theory i zjawisku mean world syndrome, które sugerują, że oglądanie przemocy może zwiększać agresję, zmniejszać wrażliwość na cierpienie innych i utrwalać pewne wzorce zachowań jako kulturowe „skrypty”. Ekspozycja na brutalne obrazy może wpływać na percepcję świata i normalizować agresję w codziennym życiu, choć nie oznacza, że każdy widz stanie się sprawcą poważnych przestępstw. Krytycy tej teorii wskazują, że efekt jest niewielki, często zależny od indywidualnych cech i kontekstu społecznego, a badania pokazują jedynie „korelacje, a nie przyczynowość”. Ponadto, kraje o dużej konsumpcji przemocy medialnej, jak Japonia czy kraje skandynawskie, mają niskie wskaźniki przestępczości, co podważa prostą zależność między filmami a realną przemocą. W efekcie Hollywood może kształtować pewne normy i wyobrażenia, ale jego wpływ na poważną przestępczość jest umiarkowany i mocno ograniczony.

Według najnowszego Global Study on Homicide (UNODC, 2023), w 2021 roku było ok. 458 000 ofiar morderstw. W Europie jest to 2,2 morderstwa na 100 000 mieszkańców, w obu Amerykach 15 osób na 100 000 mieszkańców, w Azji 2,3, a w Afryce 12,7. Globalna stopa morderstw wynosi 5,8. Trudno określić, ile z tych osób zginęło z rąk seryjnych morderców, ponieważ mamy różne definicje tych zbrodni, a poza tym wiele spraw pozostaje nierozwiązanych – w efekcie część zbrodni może nigdy nie zostać powiązana z konkretnym sprawcą.

*

Wielu ludzi z natury jest złych – tego już ustalać nie trzeba. Przeglądając „Wielką księgę seryjnych morderców”, łatwo odnieść wrażenie, że nasze otoczenie może okazać się pełne osób nie tylko niebezpiecznych, ale i poważnie zaburzonych psychicznie (żeby nie użyć mocniejszych słów). Nikt tutaj nie pada ofiarą nadprzyrodzonych sił, nie grożą mu duchy ani tajemnicze stwory, nie mierzy się z czymś nienaturalnym czy niemożliwym do wytłumaczenia. Jedyną bestią, z którą spotykają się ofiary, jest człowiek i jego instynkty. Dlatego takie publikacje poruszają, obrzydzają i prowokują – zagrożenie w nich przedstawione jest realne, namacalnie prawdziwe. Nie próbują nas pocieszać, nie klepią czule po ramieniu, nie upiększają rzeczywistości; bez ceregieli spychają czytelnika w emocjonalną przepaść, pokazując, jak wiele może kosztować przypadkowe, pechowe spotkanie.

To jedna z tych książek, które, gdybym jej jeszcze nie miała, z pewnością ucieszyłaby mnie, gdybym znalazła ją pod choinką. Jeśli więc wciąż szukacie pomysłu na prezent, warto po nią sięgnąć. To znakomity wybór nie tylko dla miłośników kryminalistyki, ale także dla pisarzy kryminałów i thrillerów, którzy szukają inspiracji i chcą poznać fakty stojące za najbardziej wstrząsającymi zbrodniami.

Pamiętajcie jednak, że to nie jest ani łatwa, ani przyjemna lektura – boleśnie uświadamia bowiem skalę niepowstrzymanego zła, które otacza nas na co dzień.

[współpraca reklamowa barter]

Tłumaczenie: Jarosław Irzykowski

Zobacz również:

COPYRIGHT © 2026 ALICYA.PL

STRONY INTERNETOWE I REKLAMA:Distort Studioswww.distortstudios.com