Alicya w Krainie Słów


Drogę gubią ci, którzy obracają się za siebie


Koniec nie nadejdzie


HIT lub KIT, czyli film tygodnia


Polecamy


Czytam, bo lubię grozę


60. Groza dla dzieci i młodzieży. Cerodziejka światów

Po raz trzeci zanurzyłam się w świat, który z jednej strony emanuje surowym, lodowatym pięknem, a z drugiej – wciąż pulsuje nadzieją i wiarą w to, że dobro, choć przygniecione ciężarem przeważającego zła, nigdy się nie podda. Trzeci tom „Cieni” utwierdził mnie w przekonaniu, że Timo Parvela stworzył opowieść, która już na zawsze wpisze się do mojego osobistego kanonu literatury godnej polecenia młodzieży, bo przede wszystkim – mądrej i poruszającej. Literatury, która pokazuje, że swoje stereotypowe wyobrażenie o fantastyce skierowanej do młodszych czytelników, możemy spokojnie wsadzić do kieszeni.

*

W finałowej części trylogii „Cieni” macki zła sięgają już bardzo daleko. Armia Cieni niemal całkowicie podporządkowała sobie Aurorię – świat, który niegdyś tętnił barwną magią, teraz staje się pogorzeliskiem pustki i strachu. Niedobitki – ostatni wolni – szykują się do walki, choć nie liczą już na żaden cud. To, do czego są jeszcze tylko zdolni, przypomina raczej desperacki opór niż realną ofensywę. Tymczasem Krampus coraz silniej przenika do świata ludzi, rozsiewając strach i ciemność, które niszczą wszystko, co zawiera choćby iskrę dobra. Bohaterowie są przytłoczeni. Zmuszeni do ukrywania się, do bezradnego obserwowania, jak rozpada się świat – oba światy. Ponadto muszą mierzyć się nie tylko z realnym zagrożeniem, ale i z rosnącym w sercach zwątpieniem. Bo czy w ogóle mają jeszcze jakiekolwiek szanse powstrzymać rozszalałe zło, które błyskawicznie pożera całe piękno i szczęście?

„Krampus” to tom, w którym mrok sięga najgłębiej, ale też ten, w którym najmocniej wybrzmiewa dojrzałość całej opowieści. Nawet w najbardziej lodowatych momentach nie gaśnie w nim iskra nadziei.

*

W tej części granice między dobrem a złem stają się coraz bardziej wyraziste. To drugie przestaje kryć się za subtelnościami, zaczyna atakować otwarcie – wszelkimi możliwymi sposobami. Po raz kolejny uświadamiamy sobie, jak wiele zależy od jednej decyzji. Od jednej istoty, która może przechylić szalę losu. Od tego, co jeszcze tli się głęboko w sercach, mimo panującego dookoła mroku. Tym razem autor również nie traktuje odbiorcy pobłażliwie. Wręcz przeciwnie – znów serwuje mu historię, która wymaga zaangażowania, nie ucieka od trudnych tematów i nie próbuje wybielać rzeczywistości. Znów doświadczamy tu pełnego wachlarzu emocji: od lęku i niepewności, przez bunt i bezsilność, po odwagę, współczucie i siłę, jaką daje przyjaźń. I jak zwykle – ta siła okazuje się potężniejsza niż najpotężniejsza magia.

Choć akcja nie zwalnia nawet na moment, Parvela nie pozwala nam zapomnieć, co naprawdę jest w tej opowieści najważniejsze. Znów pod powierzchnią fantastycznych wydarzeń przemyca refleksje o świecie, w którym żyjemy – o podziałach, uprzedzeniach, ślepym (dosłownie i w przenośni) pragnieniu władzy i nieufności wobec inności. I znów robi to z ogromnym wyczuciem, dając jednocześnie czytelnikowi przestrzeń do własnych interpretacji. Dziecko bezbłędnie wyłapie, co w tym świecie jest głęboko nie w porządku. Dorosły – odbierze przekaz z jeszcze większą siłą, jako powtórkę z historii. Historii, która raz wprawiona w ruch, staje się niemal niemożliwa do zatrzymania. Potrzeba bowiem wielkiej siły i istot dobrej woli, by ją zatrzymać. A tych z chwili na chwilę jest coraz mniej.

Trylogia nie unika trudnych tematów: samotności, straty, winy, odpowiedzialności, odwagi, przebaczenia. Ta część jednak bardziej niż poprzednie, skupia się na problemach społecznych. Zło karmiąc się naszą słabością nakręca spiralę nienawiści. Wykorzystuje ksenofobię, lęk przed tym, co nieznane i różne od nas, by wprowadzać zamęt pod płaszczykiem fałszywej troski o „swoich”. Bo jeśli jeszcze nie postradałeś swojego cienia, jesteś obcy. Musisz zostać odseparowany, wykluczony. Segregacja. Izolacja. Mur. Te pojęcia, znów stają się niepokojąco aktualne, dlatego ich obecność w powieści jest szczególnie wymowna.

Z tej książki wyłania się także jeszcze jedno ważne przesłanie: że, dziecko może myśleć inaczej niż jego rodzice. Dorośli, nawet ci najbliżsi, mogą się mylić, dać się zmanipulować i nie dostrzegać prawdy. Czasami bycie nieposłusznym staje się jedyną drogą do tego, by ich ocalić. Ale skąd mieć pewność, że racja leży po mojej stronie? Że to nie rodzice ani dorośli się mylą, tylko ja? Warto zawsze mieć z tyłu głowy wątpliwość i pytanie: gdzie jest granica, przekroczenie której zrodzi krzywdę. Dopiero wtedy pojawia się jasność.

*

Fabuła jest dynamiczna, pełna niebezpieczeństw i niespodziewanych zwrotów akcji, ale autor – podobnie jak w poprzednich częściach – dba o równowagę. Obok dramatycznych wydarzeń, łapanek i przygotowań do wielkiej bitwy, pojawiają się momenty wyciszenia, pozwalające czytelnikowi na złapanie oddechu i lepsze zrozumienie sensu powieści. Pięknym tego przykładem jest wędrówka (śmiałka, po którym nikt wcześniej nie spodziewałby się bohaterskich czynów) przez czas, w głąb historii świata. A ta na okazuje się nie być tak linearna, jak się na pierwszy rzut oka wydaje. Odkrycie dlaczego tak jest, ma dla bohaterów ogromne znaczenie.

Podczas lektury „Cieni” nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że dostrzegam w nich przebłyski „Opowieści z Narni”. I to nie tylko ze względu na zatarte granice realizmu czy fakt, że dobro wydaje się przegrywać w starciu z bezlitosnym uzurpatorem, stopniowo tracąc siły. To także kwestia wszechobecnej zimy – mroźnej, surowej, nieprzyjaznej. Choć autor posługuje się oszczędnymi środkami wyrazu, snuje swoją opowieść tak sugestywnie, że niemal czujemy szczypiący policzki mróz i słyszymy śnieg skrzypiący pod stopami. To historia, którą miejscami przenika dotkliwy chłód – szczególnie tam, gdzie świat zostaje poraniony przez złowrogą magię. Na szczęście, dla równowagi, trylogia otula nas też ciepłem baśniowego uroku. Bo nadzieja wciąż się tli. Dla obu światów.

Gdybym miała wskazać jeszcze jedno literackie porównanie, byłyby to „Władca Pierścieni” (tak Krampus przypomina mi Saurona). Bo „Cienie” to historia, która dorównuje największym – nie tylko atmosferą, ale też głębią i uniwersalnością przesłania.

*

Ilustracje Pasi Pitkänen, jak zawsze, stanowią integralną część opowieści – balansując pomiędzy niepokojem a baśniowym urokiem, budują niepowtarzalny klimat. Nasączone melancholią i podszyte złowieszczością, dopełniają narracji, nadając jej głębi i emocjonalny wymiar. To nie tylko graficzne uzupełnienie tekstu, ale też osobna warstwa opowiadania, która od pierwszych stron wciąga czytelnika bez reszty, wzmacniając atmosferę tajemnicy, napięcia i piękna.

Timo Parvela nie zawodzi. Czuję wdzięczność za tę literacką podróż – za świat, do którego mogłam wejść, za bohaterów z krwi i kości, i za nadzieję, która – choć mocno poturbowana – wciąż nie zgasła. „Cienie” to zdecydowanie coś więcej niż przygodowa opowieść z nutką grozy. To pełna znaczeń, metafor, emocji i uniwersalnych prawd historia, która zostaje z czytelnikiem na długo po zamknięciu książki.

Niełatwo żegnać  się z opowieścią, która od pierwszego tomu poruszyła we mnie wszystkie właściwe struny, z bohaterami, którzy dojrzewali na moich oczach i z baśniową krainą, która – choć na wskroś przesiąknięta mrokiem – okazała się miejscem tak bardzo prawdziwym, że możemy się w nim przeglądać, jak w zwierciadle.

Będę do niej wracała. Z dzwoneczkiem w ręku. Na wszelki wypadek.

A jak się to wszystko zaczęło:

Tom I, „Dzwoneczek”

Głównym bohaterem „Dzwoneczka” jest Pete, chłopiec, który w przeciwieństwie do innych, nie czeka na święta z radością. Jego przyjaciółka umiera a lekarze nie potrafią jej pomóc. Chociaż nie wierzy już w Świętego Mikołaja, postanawia złapać się ostatniej deski ratunku i poprosić o cud. Zniechęcony, bezradny i załamany, nie spodziewa się, jakie jego prośba będzie miała konsekwencje. W myśl starej zasady bowiem: uważaj, czego sobie życzysz, bo nie wiesz, kto akurat słucha. Gdy Pete powoli odnajduje się w nowej rzeczywistości i zaczyna rozumieć, jak brzemienny w skutki okazał się jego układ z paskudnym krasnalem, gdzieś w odrębnym świecie cerodziejka Novit próbuje dostać się do Konfraterni Krasnalskiej – bez powodzenia. Zamiast wymarzonego uznania Rady, zostaje poddana brutalnej próbie i dostaje niebezpieczną misję do wykonania: musi sprawdzić czy stało się to, czego wszyscy się obawiają. Nocami pojawia się bowiem zbyt wiele bestii i cieni, by naiwnie wierzyć, że z Przenajstarszym opiekunem krainy wszystko w porządku.

Tom II, „Auroria”

Drugi tom to bezpośrednia kontynuacja przygód dwójki przyjaciół, którzy muszą uciekać z naszej rzeczywistości, przed ścigającymi ich złowrogimi Cieniami. Na szczęście, w ostatnim momencie, uzbrojeni w magiczne dzwoneczki – z pomocą dwójki dziwnych, ale sympatycznych, stworów – przedostają się do magicznej krainy, Aurorii. Tam stają się świadkami spustoszenia, jakie sieje wokoło rosnący w siłę Krampus, czyli TEN który zajął miejsce poczciwego Przenajstarszego (i tak, to Święty Mikołaj). Co gorsza, jego moc sięga daleko poza granice jednego świata. O tym, jak do tego doszło dowiadujemy się dzięki cerodziejce, która niewątpliwie stała się główną bohaterką tej części. Na pierwszy plan wysuwają się bowiem jej rozterki, wewnętrzna przemiana i prześladujące ją od zawsze nieszczęście, które, jak się okazało, bardzo mocno splata się z historią upadku krainy. Wiele widać może zależeć, od jednej, niepozornej istoty. I jej igły.

[współpraca reklamowa barter]

Zobacz również:

COPYRIGHT © 2026 ALICYA.PL

STRONY INTERNETOWE I REKLAMA:Distort Studioswww.distortstudios.com