Zawsze chadzają własnymi drogami
Trąci banałem, wiem, ale nie mam zamiaru się z tym powstrzymywać. Najwyraźniej to porównanie będzie do mnie wracać za każdym razem, gdy wezmę do ręki zbiór opowiadań. Antologie są dla mnie bowiem – ni mniej, ni więcej – jak bombonierki. Zawsze trafi się w nich coś, w czym trudno się rozsmakować; coś, co okaże się odkryciem, bo wcześniej nawet nie przyszło nam do głowy, że idealnie do nas pasuje; coś, co podgryziemy z grzeczności; coś zbyt udziwnionego by spokojnie to przełknąć; oraz coś tak pysznego, że chcielibyśmy to żreć bez umiaru i bez cienia wstydu – na okrętkę.
Zatem tak, powtórzę się: każdy zbiór opowiadań jest jak pudełko pralin. Dla każdego znajdzie się w nim coś co dopieści jego kubki smakowe lub wywoła grymas szczerego „fuj”. Trzeba tylko cierpliwie spróbować wszystkiego, by na koniec móc ocenić, co w tej mieszance przeważyło. I co istotne – dla każdego te proporcje będą zupełnie inne.
Dokładnie tak miałam z „Kiciusiami, kotami, sierściuchami” od Wydawnictwa Mięta. Trafiłam na kilka tekstów, które nie wywołały niestety oczekiwanych fajerwerków na podniebieniu, ale jak na literackiego żarłoka przystało i tak pochłonęłam je w całości, chociażby tylko po to, by utwierdzić się w przekonaniu, że to jednak nie moje smaki. Oprócz tych nielicznych wyjątków, resztę wciągnęłam z przyjemnością, a do kilku chętnie bym wróciła, bo zrobiły na mnie naprawdę dobre wrażenie.
Żeby nie było, że próbuję wszystko wrzucić do jednego wora – ten zbiór oczywiście wyróżnia się na tle innych. Bo jakże mogłoby być inaczej skoro został poświęcony istotom wyjątkowym, które przez wieki nie zapomniały, że kiedyś traktowano je jak bogów i chętnie przywróciłyby dawny, zapominany porządek. A więc mamy tutaj pewną wyjątkowość – każdy zawarty tutaj tekst-bonbon ma w sobie bonusowy kłaczek, dodany w ramach programu lojalnościowego dla wybranych. Kto mieszka z sierściuchem, ten wie, że to bardzo wszędobylski standard wyposażenia. A jeśli ktoś twierdzi, że nigdy nie pił kawy z sierścią… no to brawo, gratulujemy życia w bajce perfekcyjnej pani domu. Najpewniej bez zwierzaków domowych.
Na omawianie „Kiciusie, koty, sierścicuhy”, składa się jedenaście opowiadań. Stanowią one ciekawy miks gatunkowy, więc każdy kapryśny kot i jego opiekun mogą tu znaleźć coś dla siebie. Mamy zatem nieco grozy, fantastyki, komedię na tripie (a jakże!), dramaty oraz porcję słowiańskiego vibu. Obok tajemnic i lęków pojawia się tu także współczesny ból istnienia, echa przeszłości, samotność, strata, wyrównywanie rachunków, półprawdy, głębokie pokłady emocji oraz elegancka ucieczka w makabrę z petardą (nie tylko w przenośni). Autorzy z zaskakującą lekkością zbudowali z popkulturowych, opatrzonych już, klocków zupełnie nowe konstrukcje – mikroświaty pełne symboli, mrugnięć okiem i ukrytych smaczków, które aż proszą, by ruszyć za nimi w pościg, jak za wypchaną kocimiętką nakręcaną myszką.
*
A oto parę słów, o każdym opowiadaniu:
Tomasz Betcher „Nieszczęścia chodzą trójkami”
Lekko humorystyczna, paradoksalnie niepokojąco-uspakajająca historia o serii pechowych zdarzeń, które zaczynają się wraz z pojawieniem się w życiu bohaterów czarnego kota. Opowiada o tym, jak to za każdą silną kobietą stoi…oddany jej kot i dlaczego lepiej z takim duetem nie zadzierać. Każda poczciwa dusza zasługuje na takiego obrońcę.
Karolina Głogowska „Kot wiedźmy”
Nastrojowa opowieść z elementami magii, rozgrywająca się jakby na granicy światów. Klimatyczne, nieco mroczne o potrzebie uświadomienia sobie własnych win. Bez tego nie ma mowy o tym by ruszyć w „nie-życiu życiu” dalej.
Magdalena Kruszewska „Księżniczka w butach”
Współczesna bajka z biznesem w tle, o tym, że czasami warto wyrwać się ze szponów stereotypów i zamiast ulegać walce płci, postawić na siebie. Ciekawa intryga, fajna puenta, ale tutaj w sumie nie ma kota, jako kota. Samo opowiadanie bardzo mi się podobało, ale nie jestem przekonana czy pasuje do zbioru. To już każdy musi ocenić sam – byle niezbyt surowo, bo tak jak napisałam, to naprawdę fajny, wart uwagi, tekst.
S.J. Lorenc „Poltergeist”
Jedno z opowiadań, które pozwala nam podziwiać świat oczami kota – za to już spory plus. Wraz z przybiciem kolejnego kociego domownika, w mieszkaniu zaczynają dziać się dziwne rzeczy i wbrew temu, co myślą sobie ludzie – winny temu „duch” nie ma wcale futra. Ludzie to jednak niestety ograniczone istoty – niewiele rozumieją i niewiele widzą. Ciekawie poprowadzony element paranormalny, sprawił mi sporo radochy. Bo jak inaczej teraz patrzę na zniszczenia dokonane przez moje prywatne mruczusie. Chociaż kto wie, może nie są wcale niczemu winne.
Ewa Małecki „Electro Maestro & Melody”
Opis nocnej wycieczki po mieście na totalnej fazie, wielkiego we własnym mniemaniu Electro Maestro. Wyszedł z tego całkiem ciekawy eksperyment z pazurem, więc chociaż kota jak na lekarstwo i to nie do końca moje klimaty, to musze przyznać, że wyszło dobrze.
Katarzyna Berenika Miszczuk „Raz, dwa, trzy”
Jak wiadomo, oliwa sprawiedliwa, a z kotami lepiej nie mieć na pieńku. Uwielbiam motyw wyrównywania rachunków i przypisywania kotom niezwykłych mocy, więc odświeżona wersja futrzastego mściciela trafiła w mój gust. Słowiański vibe z pewnością dodał fabule pazura.
Joan Neumann „Strażnik Dusz”
Mroczniejsza, bardziej mistyczna i wypełniona bezbrzeżnym smutkiem bezradności opowieść. Kot pełni tu funkcję przewodnika między światami, strażnika granicy, której człowiek nie potrafi zobaczyć, a zarazem ostatecznego lustra dla ludzkich sumień.
Aga Sana – Pso(ko)tek
Lekka, humorystyczna historia o wyjątkowym zwierzaku, który łączy cechy psa i kota. Ciekawy sposób na pokazanie motywu inności, wyobcowania, szukania własnej drogi, a także pogodna historia o tym, że każdy ma prawo być sobą. Sporo tutaj powiedzonek i przysłów z kotami i psami w rolach głównych, które dla nas pospolite i całkowicie zrozumiałe, interpretowane przez szczeniakokocię nabierają nowego, często żartobliwego charakteru.
Wojciech Wojnicz „Rudzik”
Wzruszająca opowieść o tym, co rodzic jest w stanie poświęcić dla dobra dziecka, trudnej przeszłości, nieporozumieniach i wybaczaniu – także sobie. Piękne, chociaż gorzkie przesłanie sprawia, że zatyka nas momentami w dołku i w sumie nie wiemy czy mamy być na kogoś źli, a jeśli tak, to na kogo. Niestety ludzie często nieświadomie komplikują sobie życie, a potem żałują. Rola kota jest tutaj raczej symboliczna, ale stanowi ona znaczące tło dla tej ludzkiej na wskroś historii.
Marek Zychla „Lepki”
Marek w formie i pełnej krasie. Zychla jak zwykle serwuje trochę absurdu i groteski, czyli historię z pogranicza humoru, dziwności i horroru, o zamianie ciał równie osobliwej jak tytuł. Na myśl o dziwnej ścianie i o tym do czego zdolne są wypaczone umysły aż mi się przewraca w żołądku. Kot górą i dobrze.
Izabela Żukowska „Gorzki gigant Racucha”
Kto nie widział nigdy ogłoszeń o zaginionym kocie i nie spotkał ludzi, którzy uparcie, całymi tygodniami szukają swoich zgub, nie zrozumie, że można się z tym zwracać nawet do wróżbitów i organizować się w poszukiwawcze grupy wsparcia. Ciekawe przesłanie o tym, że dla tych, którzy są dla nas ważni, potrafimy zrezygnować z własnego komfortu. A tak na marginesie, aż zachciało mi się nazwać jakieś stworzonko Racuchem – bardzo fajne imię.
*
Podsumowując: „Kiciusie, koty, sierściuchy” to zbiór, który może i nie zawsze drapie idealnie tam, gdzie trzeba, ale kiedy już trafi pazurkiem w czuły punkt, to nie ma przebacz. Zdecydowana większość tekstów współgra z moim czytelniczym gustem, więc chociaż gdzieniegdzie zaplątał się zbłąkany futrzasty farfocel, to muszę przyznać, że w ogólnym rozrachunku oceniam całość na plus. Jeśli ktoś szuka zestawu różnorodnych historii, które potrafią jednocześnie mruczeć, przycupnąć na kolanach i obudzić instynkt łowcy – ta bombonierka zdecydowanie jest warta otwarcia.
To antologia, zasłużyła na miano udanej nie tylko dzięki pomysłowości autorów, lecz także starannemu i przemyślanemu wydaniu – od okładki po typografię, wszystko zostało zaprojektowane w godnym podziwu wyczuciem. Marcie Róży Żak należy się za to spore uznanie. Chapeau bas.
Po lekturze, niczym kot po dobrze zbilansowanym posiłku, mogę jedynie oblizać wąsy i stwierdzić, że chętnie sięgnę po więcej, choćby tylko po to, by dać się zaskoczyć kolejnym historiom i poznać nietuzinkowe wcielenia wszechpotężnych lwów kanapowych.
[współpraca reklamowa barter]













