Alicya w Krainie Słów

Trwają prace techniczne nad stroną. Niektóre funkcję mogą nie działać poprawnie. Przepraszamy za utrudnienia.


Czytanie rzeczy różnorodnych sprawia największą przyjemność


Drogę gu­bią ci, którzy oglądają się za siebie


Nigdy niekończąca się groza...


Bler. Człowiek ze Światła! Poznaj POLSKIEGO SUPERBOHATERA!


Zapraszamy w pełną grozy podróż z mapą cieni


Czytam, bo lubię grozę


VHS – źródło wszelkiego zła

Cóż takiego może się nam przytrafić podczas opiekowania się dziećmi przyjaciółki? Oprócz kilku kłótni o pilota, przepychanek między rodzeństwem, to właściwie nic szczególnego. No chyba, że ta opieka przypada na wieczór Halloween – to już zupełna insza inszość. Niech więc film będzie przestrogą (podobnie jak pierwsza część Halloween Carpentera), dla wszystkich przyszłych halloweenowych opiekunek. Kolejna sprawa na, którą należy zwrócić uwagę to kasety video. Widzieliście RingVHS? Chociażby Klątwę Jessabelle? Więc niech Wam się nawet nie śni, że bez przykrych konsekwencji obejrzycie kasetę, która przypadkowo wpadła w wasze ręce! Z połączenia tego konkretnego wieczoru, w trakcie którego zacierają się granice między światami żywych i umarłych, z pojawieniem się w torbie z cukierkami tajemniczej kasety VHS, nie wyjdzie nic dobrego. Tylko – na szczęście (?) – dla nieuważnych „bohaterów” wieczoru oczywiście.

Niestety Sarah (Katie Maguire) nikt nie ostrzegał – nie miała tyle szczęścia. Jej podopieczny Timmy, kończąc obchód po okolicznych sąsiedzkich domach przytaszczył wraz ze słodyczami wspomnianą kasetę. I cóż najlepszego zrobiła Sarah? Oczywiście zgodziła się ją włączyć. Pierwsza historia, którą ogląda wraz z dziećmi opowiada historię dziewczyny, która zostaje uprowadzona z dworca przez dziwnego klauna do podziemnego świata, który zamieszkują przeróżne zdeformowane i paskudne istoty (przed oczami miałam wciąż potwory z Silent Hill). Mutanty (czy co to tam jest) najwyraźniej żywią się ludzkim mięsem. Klaustrofobiczna atmosfera tuneli/kanałów w których zamykają swoje ofiary, udziela się widzowi. Podziwiamy więc początkowo odwagę dziewczyny, która chcąc się ratować, dobrowolnie zapuszcza się w labirynt korytarzy. Gdy dochodzi do punktu kulminacyjnego wstrzymujemy oddech – nic dziwnego, że Sarah wyłączyła taśmę i wygnała dzieci do łóżek. Zżerała ją jednak ciekawość, więc uzbrojona w kieliszek wina, postanowiła oglądać dalej. Tym razem przyszło jej obserwować kobietę, która spędzając samotnie wieczór w domu zostaje zaatakowana, przez krwiożerczego UFOka. Zapewne gdybym się znalazła z takim sam na sam, umierałabym ze strachu i nie stawiałabym tak dzielnie oporu, ale na ekranie obcy robił komiczne wrażenie. Trzecia historia, którą ogląda opiekunka znów każe jej być świadkiem zmagań samotnej kobiety. Tym razem bohaterka będąc świadkiem morderstwa, ucieka przed znanym nam już klaunem, który najwyraźniej lubuje się w ćwiartowaniu, piłowaniu i gdy już sobie kogoś upatrzy, to nie odpuszcza. Po ostatnim seansie, gdy lęk Sarah sięga zenitu okazuje się, że kasety nie da się wyłączyć. A to co wyświetla się na ekranie może przyprawić o zawał: bohaterką następnego filmu jest własnie Sarah, a towarzyszy jej dobrze nam już znany, potworny klaun.

Trzy opowiastki zgrabnie wplecione w czwartą łączą w sobie bezwzględność z absurdem. Śmierć przychodzi tu nagle i dla nikogo nie ma taryfy ulgowej. Kolejne sceny i wydarzenia są jednak przerysowane. Wszelkie sztuczności i niedoskonałości są celowo uwypuklone: istoty należące do podziemnej sekty (?) są maksymalnie kiczowate, obcy jest karykaturą samego siebie, a demoniczny klaun to po prostu mistrzostwo ekstremum nakręconego za parę złociszy – piła ręczna rządzi. Pierwsza i trzecia historia obfitują w sceny gore. Druga za to miała nas hipnotyzować napięciem, ale zabrakło w niej czegoś, co by nas tak naprawdę sparaliżowało i wywołało lęk lub obrzydzenie. Produkcja All Hallows’Eve to ewidentnie hołd złożony produkcjom kina klasy B wiodących prym w latach osiemdziesiątych. Nawet aktorzy grają pod tym względem wzorowo, czyli dosyć przesadnie. Takie ujęcie tematu, jak dla mnie idealnie wpasowuje się w charakter Halloween. Święto to samo w sobie jest przecież wyolbrzymieniem kiczu, przedstawianiem strachu i groźby nieznanego w krzywym zwierciadle.

Podczas oglądania filmików, co jakiś czas zaskakują nas przebitki z uszkodzonej taśmy, które upewniają nas w tym, że oglądamy nagrania z tajemniczej kasety, wprowadzają także ładunek niepokoju. Za każdym razem gdy obraz się „pruł” przechodziły mnie dreszcze, w napięciu oczekiwałam na to, że zaraz zaskoczy mnie twarz klauna. Bo przecież to, co miało być tylko fikcją  przenika do rzeczywistości – i na obu płaszczyznach swojego istnienia jest tak samo bezlitosne. Historia Sarah, Tii i Timmy’ego od momentu, gdy w ich rękach pojawia się kaseta zmierza w wiadomym kierunku. Szczerze mówiąc puenta filmu i tak mnie zaskoczyła, nie spodziewałam się, że reżyser wybierze takie rozwiązanie akcji. Chwała mu więc za umiejętność wprowadzenia nieoczywistego w oczywiste.

Wniosek z tego wszystkiego jest jeden: nigdy nie zostanę opiekunką. Zwłaszcza w Halloween.

Zobacz również:

COPYRIGHT © 2017 ALICYA.PL

STRONY INTERNETOWE I REKLAMA:Distort Studioswww.distortstudios.com