Alicya w Krainie Słów


Drogę gubią ci, którzy obracają się za siebie


Koniec nie nadejdzie


HIT lub KIT, czyli film tygodnia


Polecamy


Czytam, bo lubię grozę


Lalka Samo Zło

To film, którego nie należy oglądać dojadając późną kolację lub tocząc niekończącą się rozmowę telefoniczną. To nie jest film, na który rzuca się co jakiś czas okiem, bo akurat coś na sekundę przykuło uwagę na ekranie. To produkcja, której należy poświęcić należną jej uwagę: zgasić światło, opatulić się kocem i wczuć w klimat już od pierwszych minut. Inaczej nic z tego – horror zrobi na nas wrażenie mniej więcej takie, jak „telewizja śniadaniowa”, a na dokładkę, uznamy go za przydługawy i nudny.

By film wpisywał się w nurt horrorów klimatycznych, jego twórcy położyli duży nacisk na atmosferę, suspens i szczegół. W Annabelle próżno więc szukać rozbudowanej i skomplikowanej intrygi. Oczekujące dziecka małżeństwo Gordonów mieszka w urokliwej okolicy. Czar amerykańskiego przedmieścia lat sześćdziesiątych (akcja rozgrywa się w 1967 roku) powoduje, że tutejsi mieszkańcy żyją w złudnym poczuciu bezpieczeństwa. Świat niestety się zmienia i najwyższa pora zacząć zamykać drzwi. Coraz głośniej bowiem o sektach oddających cześć szatanowi, demonom i nie wiadomo czemu jeszcze. Naszym bohaterom przyjdzie poczuć na własnej skórze, jak bardzo bezwzględni potrafią być ich łaknący krwi wyznawcy, gdy będą zmuszeni stawić im czoła we własnym, „bezpiecznym” domu. Nie jest zaskoczeniem, że Mia i John wyjdą z tej opresji cało – przecież wszystko co najgorsze dopiero przed nimi. Od nawiedzonych i brutalnych szaleńców bardziej niebezpieczny okaże się dany od serca prezent. Pan Gordon kupił bowiem pani Gordon do kolekcji, jedyną w swoim rodzaju, strasznie brzydką i groteskową lalkę Annabelle. Kukła jest tak paskudna, że pewnie niejednemu widzowi opadnie ze zdziwienia szczęka, gdy z ust bohaterki padną słowa: JAKA ONA PIĘKNA.

Reżyser świetnie wyeksponował motyw domu jako miejsca, które jest twoim azylem, które ma cię chronić i odgradzać od złego świata, ale zamiast tego staje się pułapką i obraca się przeciwko tobie. Gdy przerażona bohaterka zaczyna się miotać, kolejne pomieszczenia stają się niekończącymi się labiryntami. Przez większość filmu w napięciu czekamy aż coś się wydarzy: zamkną się drzwi, włączy się adapter lub maszyna do szycia i, co najważniejsze, wciąż oczekujemy aktywności Annabelle. Domyślacie się pewnie, że w 90% przypadków nic takiego się nie dzieje. Akcja dopiero z czasem zaczyna nabierać „rumieńców” i kilka scen może naprawdę zmrozić widzowi krew w żyłach. Ja np. przez dłuższy czas nie wybiorę się do piwnicy i nie wsiądę do windy, prędzej zagracę się w mieszkaniu i nauczę się wdrapywać po ścianach jak Spiderman. Mimo suspensu i nastrojowości Annabelle nie olśniewa jednak tak jakby mogła. Wyważone nagrania nie uchroniły filmu przed tym, by momentami był niezwykle toporny. Np. w scenie w której bohater wyłącza piecyk, brakuje jeszcze tylko, by odwrócił się do kamery i powiedział: Widzieliście? Wyłączyłem piecyk. Zapamiętajcie! Zadziwił mnie także niezbyt pazerny demon, który dotrzymał warunków umowy (sic!). No cóż, nawet ten świat się zmienia.

Annabelle (serio!) Wallis wcielająca się w Mię niestety nie nadążała za narastającym w filmie napięciem, wciąż prezentując ten sam poziom strachu, daleki od paranoi i obłędu. Nie potrafiła zahipnotyzować widzów tak jak Mia (przypadek?) Farrow w Dziecku Rosemary. Na jej niekorzyść działał m.in. scenariusz: kto to widział, żeby nikt nie poddawał w wątpliwość stanu umysłowego bohaterki, która twierdzi, że zagraża jej lalka? Kiepsko wypadła także postać mało wiarygodnego Ojca Pereza (Tony Amendola), który próbuje nieudolnie naśladować kreację duchownego z Omenu. Na postać „widzącej więcej” Evelyn (Alfre Woodard) spuszczę kurtynę milczenia. Jak dla mnie trochę za duży ten „głodny” kawałek. Rozwiązanie akcji z jej udziałem było nieznośnie melodramatyczne. Nie lubię rozdzierających serce poświęceń, zwłaszcza w wykonaniu kogoś, do kogo właściwie widz się nie przywiązuje. Taka strata nie boli i nie przynosi oczekiwanego efektu. Na szczęście jednak, nie zafundowano nam happy endu na taką skalę, na jaką zrobiono to w Obecności.

Annabelle to klasyczny horror, który podręcznikowo niemal realizuje założenia gatunku względem budowania napięcia i klimatu. Biorąc jednak pod uwagę fakt, że John R. Leonetti do tej pory nakręcił Mortal Kombat 2: Unicestwienie i Laleczkę Chucky 3, trzeba przyznać, że ma zwyżkę formy. Warto zaznaczyć także, że początek i zakończenie, tworzące swoistą klamrę w Annabelle to dokładnie ten sam początek i to samo zakończenie, które widzieliśmy w Obecności (2013). Akcja filmu z paskudną lalką w roli głównej rozgrywa się bowiem rok przed śledztwem walczącego z demonami małżeństwa Warrenów.

Zobacz również:

COPYRIGHT © 2019 ALICYA.PL

STRONY INTERNETOWE I REKLAMA:Distort Studioswww.distortstudios.com