Alicya w Krainie Słów

Trwają prace techniczne nad stroną. Niektóre funkcję mogą nie działać poprawnie. Przepraszamy za utrudnienia.


Czytanie rzeczy różnorodnych sprawia największą przyjemność


Drogę gu­bią ci, którzy oglądają się za siebie


Nigdy niekończąca się groza...


HIT lub KIT, czyli film tygodnia


Polecamy


Czytam, bo lubię grozę


Czeski film

O tym, co oznacza stwierdzenie „zwierz turysta” przekonałam się pracując po kolei: w nadmorskim ośrodku wczasowym, knajpce i w recepcji gdańskiego hotelu. Na szczęście nigdy nie musiałam oprowadzać wycieczek, przypuszczam, że to byłoby ponad moje siły. Dlatego też z ogromną dozą współczucia śledziłam losy Kostków, którzy by spłacić horrendalny dług postanowili zająć się turystyką. Najwyraźniej zupełnie nie byli świadomi tego na co się porywają. Zwłaszcza, że nikt ze świeżo upieczonej arystokracji ani z zamkowej służby, nie przywykł tak naprawdę do ciężkiej pracy.

Zgodnie z tym, co napisano w blurbie Arystokratki w ukropie, nie trzeba czytać pierwszej części cyklu Evžena Bočka, by odnaleźć się w drugiej. Sporo w tym racji, jednak i tak parę drobiazgów wciąż mnie podczas lektury mierziło, ponieważ nie wiedziałam z czego wynikają. Te drobnostki nie przeszkadzały oczywiście w połapaniu się w fabule, której przekaz do skomplikowanych nie należy. W drugiej części poznamy bowiem dalsze losy Kostków, którzy odziedziczyli tytuł szlachecki i zamek. Zwabieni wizją arystokratycznego życia porzucili Amerykę i przeprowadzili się do Czech, gdzie niestety przyszło im zderzyć się z realiami dalekimi od oczekiwań. Szybciutko przekonali się, że życie arystokracji w XXI wieku nie jest wcale usłane różami. Zwłaszcza tej zubożałej. Gdy w końcu się z tym pogodzili, zrozumieli, że jeśli chcą jakoś związać koniec z końcem, muszą wziąć się do roboty. To z czym przyszło im się zmierzyć przekroczyło jednak ich najśmielsze wyobrażenia. Ani hektolitry orzechówki własnej produkcji ani kilogramy antydepresantów nie były bowiem w stanie stłumić przytłaczających efektów jakie niosły ze sobą regularne najazdy na zamek hord „muflonów” (czyt. turystów).

W momencie, gdy tylko otwarto zamek dla zwiedzających – ku ogromnemu niezadowoleniu kasztelana Józefa, który nie znosi przecież niczego ani nikogo, a zwłaszcza turystów – nie było już odwrotu. Niestety nawet taki obrażony na cały świat gbur jak on, został zaprzęgnięty do oprowadzania wycieczek. Miało to oczywiście łatwe do przewidzenia konsekwencje, po których pozostały trwałe ślady w księdze gości. Zresztą nie tylko marudny klucznik dawał popalić turystom. Zawsze mogli dostać się do grupy pani Cichej, czyli kucharki, która oprócz tego, że regularnie podpija orzechówkę, to jest wierną fanką Heleny Vondraczkowej o której może opowiadać bez końca, mogli też trafić pod opiekę Deniski, anorektyczki i byłej narkomanki, która jako nietypowa guwernantka chodzi wciąż w rycerskiej zbroi. Mogli mieć, to „szczęście”, że po zamku oprowadzała by ich hrabina Vivien Kostka, która nie zna czeskiego lub hrabia Franciszek Kostka, który ma tak potężnego węża w kieszeni, że najchętniej kasowałby od ludzi pieniądze za to, że wdychają zamkowe powietrze. Plejadę tutejszych gwiazd zamykają: ogrodnik Spock, hipochondryk uzależniony od prozaku, „ostatnia arystokratka”, czyli obciążona rodową klątwą Maria III Kostka oraz menagerka Milada, która chyba jako jedyna wie co robi i próbuje cały ten cyrk utrzymać w ryzach.

Co oprócz nieudolnej i dziwacznej kadry może przyciągać turystów na Kostkę? Na zamku brała ślub Helena Vondraczkowa, najsłynniejsza czeska piosenkarka, to tutaj uchowała się także komnata Himmlera, z komina wypada kukła pokojówki, można także spotkać się z gryzącą kozą i pierdzącym koniem… Nie wolno nam zapominać, że i po drugiej stronie barykady nie jest lekko. To z czym mierzą się mieszkańcy zamku również nie jest godne pozazdroszczenia. Właściwie codziennie ich rodowa siedziba wygląda tak jakby przeszedł przez nią tajfun, toalety są nieustannie zapchane i do wszystkiego do czego tylko się da, poprzyklejane są gumy do żucia. Totalny chaos i zdemolowane eksponaty to jednak nic w porównaniu z tym, że turyści są w stanie wynieść z zamku właściwie wszystko. Oczywiście z papierem toaletowym na czele.

Boček oprócz tego, że świetnie operuje sarkazmem, ironią i humorem sytuacyjnym, to także rewelacyjnie radzi sobie z wcielaniem się w rolę młodej dziewczyny. Chociaż opisywane w nim wydarzenia są pełne niedorzeczności i absurdów, to dziennik Marii nie trąci fałszem. Od pierwszych stron wierzymy, że napisała go dziewczyna, która z zażenowaniem obserwuje sytuację, w której znalazła się nie z własnej woli. W powieści zabrakło mi za to zderzenia kultury amerykańskiej z czeską. Początkowo założyłam, że to na nim będzie osadzał się komizm Arystokratki w ukropie. W trakcie lektury doszłam do wniosku jednak, że motyw szoku kulturowego, którego doznali bohaterowie pewnie został już wykorzystany w pierwszym tomie opisującym perypetie Kostków. Tak czy siak, w drugiej części, autor skupił się głównie na trudach związanych z oprowadzaniem turystów po zamku, diabelnie się przy tym z nich naigrawając. Dzięki temu posunięciu mamy tutaj do czynienia nie tylko z satyrą na podupadłą arystokrację, która jest nią już tylko z nazwy, ale także na turystów.

Akcja powieści mogłaby właściwie rozgrywać się wszędzie. Oprócz tego, że nasza wesoła kompania sprzedaje w ramach pamiątek z Kostki, akcesoria do piwa i na kartach książki wciąż pojawia się Helena Vondraczkowa, to brak tu innych znaków szczególnych z którymi kojarzą się – przynajmniej mnie – Czechy, typu CZEKOLADA STUDENCKA lub LENTILKI. Najwyraźniej myślę więc o naszych południowych sąsiadach dosyć stereotypowo…

Arystokratka w ukropie, to kolejny dowód na to, że właściwa książka zawsze znajdzie nas wtedy, gdy najbardziej jej potrzebujemy. W moje ręce trafiła w momencie, gdy moim życiem niespodziewanie zawładnął totalny kociokwik, by z wyraźnym zadowoleniem kopać mnie po tyłku. Boleśnie przekonałam się, że jedyne czego można być pewnym to to, że prawa Murphy’ego działają. Zdecydowanie więc proza Bočka była tym, czego naprawdę potrzebowałam. Pozwoliła mi zażyć sporą dawkę pozytywnego humoru i oderwać się od przygnębiającej rzeczywistości.

Długich dni i zaczytanych nocy
Podążajcie za Atramentowym Królikiem!

Zobacz również:

    COPYRIGHT © 2018 ALICYA.PL

    STRONY INTERNETOWE I REKLAMA:Distort Studioswww.distortstudios.com