Alicya w Krainie Słów

Trwają prace techniczne nad stroną. Niektóre funkcję mogą nie działać poprawnie. Przepraszamy za utrudnienia.


Czytanie rzeczy różnorodnych sprawia największą przyjemność


Drogę gu­bią ci, którzy oglądają się za siebie


Nigdy niekończąca się groza...


HIT lub KIT, czyli film tygodnia


Polecamy


Czytam, bo lubię grozę


Wanda Kronenberg. Najgroźniejsza polska superagentka

Próbując odtworzyć wydarzenia minionych dni, jesteśmy zdani na świadectwa osób, które brały w nich udział. Niejednokrotnie to ludzie, którzy niewiele pamiętali, nie wiedzieli co się działo albo bronili idei, przyjaciół, własnych interesów lub po prostu kłamali. Przemilczenia i sprzeczne informacje przeszkadzają dziś w dotarciu do prawdy, sprawiają, że toniemy w nadmiarze domysłów. No cóż, jak powszechnie wiadomo: historię piszą zwycięzcy. Dobrze dla nich, gdy znikają z niej niewygodne fakty.

Nie każdego jest jednak łatwo wymazać z jej kart. Niektóre niespokojne duchy chcą by o nich usłyszano, by ktoś opowiedział ich historię, spróbował skleić ją ze strzępów dostępnych informacji. Prawdziwych lub nie. Taką właśnie zapomnianą postacią była dziewczyna, która 1 sierpnia 1944 szła do powstania warszawskiego z pejczem w dłoni. Gdyby nie to, że przypadkiem wkradła się w myśli historyka Michała Wójcika, gdy ten dowiedział się o jej istnieniu, moglibyśmy o niej nigdy nie usłyszeć. Po tym, gdy w końcu odkrył kim była, stała się jego obsesją. Nie potrafił o niej zapomnieć, zagościła nawet w jego snach. Nie mógł więc tak po prostu tej sprawy zostawić, musiał odtworzyć losy tej fascynującej kobiety. Mozolne dziennikarskie śledztwo, którego się dla niej podjął zaowocowało niesamowitą książką o najgroźniejszej polskiej agentce Wandzie Kronenberg.

Baronówna przyszła na świat w bogatej rodzinie Kronenbergów. Jej ojciec był spolonizowanym Żydem, a matka Angielką. Wydawać by się mogło, że z takim pochodzeniem, nie miała zbyt wielu szans na przetrwanie wojny. I faktycznie początkowo nie wyglądało to dobrze – jej rodzina szybko znalazła się na celowniku. Bomby zniszczyły pałac Kronenbergów w Warszawie, ich majątek zarekwirowano a dziewczyna stała się z dnia na dzień nic nie znaczącą „córką Żyda”. Mająca zaledwie 17 lat Wanda zaskoczyła jednak wszystkich. Chcąc ocalić rodziców i siebie zdecydowała się na ryzykowną i niebezpieczną grę. Współpracowała z NKWD, Gestapo, AK, Abwehrą i możliwe, że także z Intelligence Service. Mamiła, zwodziła i uwodziła, pracowała z najlepszymi i dla najlepszych. Z lekkością i gracją poruszała się w skomplikowanym labiryncie ówczesnej polityki. Była bystra, inteligentna i znała języki, szybko zrozumiano więc, że jest niezwykle niebezpieczna. Dlatego kilkukrotnie wydano na nią wyrok. Im mocniej jednak zaciskała się wokół niej pętla podejrzeń, tym intensywniej rzucała się w wir pracy i z tym większym wdziękiem wychodziła z opresji. Zginęła dopiero podczas powstania warszawskiego. Dlaczego i z czyich rąk nie stanowi jednak powodu do dumy. Komuś więc chyba naprawdę zależało na tym by o tej postaci zapomniano.

Patriotka czy zdrajczyni? Jaka tak naprawdę była i komu tak naprawdę służyła? Zachowane meldunki i zeznania osób, które ją znały są tak sprzeczne, że trudno to stwierdzić. Ta budząca pożądanie awanturnica, która elektryzowała Warszawę, pozostaje wciąż nieuchwytna. Portret nakreślony przez Wójcika jest więc pełen dziur i niespójności, najwyraźniej superagentka mimo upływu lat wciąż potrafi doskonale się maskować. Tylko jedno jest pewne: była doskonałą manipulatorką i uwodzicielką budzącą pożądanie. Na własnej skórze poczuł to także autor, który goniąc za cieniem, przez 3 lata niszczył swój wzrok ślęcząc w archiwach, by dowiedzieć się o niej wszystkiego co tylko możliwe.

Wstrząsająca Baronówna nie jest łatwą lekturą. Przedzierając się wraz z autorem przez sterty dokumentów, dat i nazwisk musimy wciąż być maksymalnie skupieni. Nieopisaną pomoc w usystematyzowaniu zdobytych informacji stanowi – prawdziwa gratka dla miłośników historii – aneks. Odnajdujemy w nim nieco uwspółcześnione (zmodernizowano w nich m.in. orografię i interpunkcję) donosy, protokoły z przesłuchań  i raporty. To co w nich wyczytujemy potwierdza domysły, obawy i niepewność Wójcika. Rozładowanie natłoku informacji stanowią pobudzające wyobraźnię czytelnika fabularyzowane fragmenty, które czyta się jak obyczajową opowieść.

Czy odkrycie prawdy jest w ogóle możliwe? Jeśli uświadomimy sobie ile toczono na terenie Warszawy podczas wojny politycznych gierek, nie powinna zadziwiać nas skala zafałszowania obrazu ówczesnych zdarzeń. Dlatego reporterska opowieść Wójcika, to nie tylko kopalnia wiedzy o tych którzy zostali zapomniani, ale także – dla niektórych – kubeł zimnej wody. Przypomina bowiem, że historia nie jest wcale jednoznaczna, a to co od lat jest gloryfikowane często miewa także ciemną stronę, której istnienie najwygodniej przemilczeć. Oblicze Polski Podziemnej niestety dalekie jest od tego, jakie pokazuje nam się w szkołach. Jeśli jesteście gotowi na to by przyjrzeć mu się z nieco innej strony, koniecznie sięgnijcie po książkę Michała Wójcika.

Długich dni i zaczytanych nocy.
Podążajcie za Atramentowym Królikiem!

Zobacz również:

COPYRIGHT © 2018 ALICYA.PL

STRONY INTERNETOWE I REKLAMA:Distort Studioswww.distortstudios.com