Alicya w Krainie Słów

Trwają prace techniczne nad stroną. Niektóre funkcję mogą nie działać poprawnie. Przepraszamy za utrudnienia.


Czytanie rzeczy różnorodnych sprawia największą przyjemność


Drogę gu­bią ci, którzy oglądają się za siebie


Nigdy niekończąca się groza...


Bler. Człowiek ze Światła! Poznaj POLSKIEGO SUPERBOHATERA!


Zapraszamy w pełną grozy podróż z mapą cieni


Czytam, bo lubię grozę


Bieganie 2015

Twoje ciało (…) to tylko część ciebie. Ty jesteś czymś więcej. Możesz je zmusić, aby robiło, co zechcesz, jeśli wiesz, jak tego dokonać.

Osiągnęłam swój tegoroczny cel: w 2015 przebiegłam 1000 km. Zważywszy na to, że biegam niecałe półtora roku i robię to totalnie amatorsko jestem z siebie dumna.

Na początku biegowej przygody wahałam się, nie byłam przekonana czy to sport dla mnie, czy znudzę się po kilku wyjściach i nigdy więcej do tematu nie wrócę. Nie chciałam więc zaczynać od kupowania mega wyprawki i rzucić potem tym wszystkim w kąt. Właściwie to mimo, że wkręciłam się w bieganie, nadal w nie za bardzo nie inwestuję. W kółko maltretuję te same ciuchy i nie potrafię wyrzec się butów z Lidla – mówcie co chcecie: są totalnie nie do zajechania. W moim przypadku nie sprawdziło się także powszechne przekonanie, że nie warto uprawiać sportu jeśli się człowiek niewłaściwie odżywia. To przychodzi samo. Organizm potrafi się w końcu o swoje upomnieć. Przy moim trybie życia dieta i regularne posiłki nie wchodziły w grę. Poza tym właściwie nie jem mięsa – nie ze względów ideologicznych, tylko jakoś tak „po prostu” mi nie podchodzi. A teraz muszę przyznać, że nie dość, że piję dużo wody i wcinam sporo owoców (z bananami na czele), to jeszcze czasami napadnie mnie mięsny głód (mięśnie widać potrzebują).

Odkąd biegam stałam się „wydajniejsza” także na innych płaszczyznach. Nie dość, że uzależniłam się od regularnej porcji endorfin i czasami mnie nadto nosi, to także lepiej organizuję sobie wolny czasDotleniony mózg jest wstanie znieść więcej i miewa lepsze pomysły niż do tej pory. Ileż to razy podczas takiego sam na sam ze ścieżką, znienacka zapalała mi się „żaróweczka” i rozwiązanie problemu znajdowało się samo. Bieganie bezsprzecznie pomaga także w budowaniu pewności siebie i uczy czegoś bezcennego: szacunku do samego siebie. Gdy wygrywamy walkę ze słabością i wewnętrznym piskaczem, który krzyczy, że pora się poddać, przekonujemy się, że jeśli tylko chcemy możemy naprawdę osiągnąć wiele.

Nie zawsze jest jednak różowo. Nie będę kłamać. Były momenty, że miałam dosyć, że nie chciało się wstać z łóżka, wyjść na deszcz/śnieg/prawie czterdziestostopniowy upał. Zdarzało się także potwornie bolące kolano, nadwyrężony mięsień nie powiem gdzie (i w ogóle z siedzeniem miałam problem, a co dopiero z bieganiem). Nie zliczę ile razy przeklinałam w duchu siebie za to, że mi się głupot zachciało. Na szczęście to tylko chwile, które szybko mijają. Dziwnie by mi było teraz bez tego biegania. Człowiek to jednak gadzina stworzona do tego by się ruszać, tylko każdy musi znaleźć na to sposób, który go satysfakcjonuje. Z mojej strony ogromne podziękowania dla tych, którzy mnie w to wszystko wkręcili 🙂

Po tym wszystkim, co przytrafiło mi się i co robiłam w tym roku już wiem, że po prostu „mogę” i że „potrafię”. Wszystko jest w mojej głowie. Oby każdy, kto ma z tym problem w nadchodzącym 2016 przestał odbijać się od swoich wewnętrznych „ścian” i nauczył się je przekraczać, stawiając czoła kolejnym wyzwaniom. Wyzwaniom wyznaczonym sobie oczywiście z dziką przyjemnością.

Zobacz również:

COPYRIGHT © 2017 ALICYA.PL

STRONY INTERNETOWE I REKLAMA:Distort Studioswww.distortstudios.com