Alicya w Krainie Słów

Trwają prace techniczne nad stroną. Niektóre funkcję mogą nie działać poprawnie. Przepraszamy za utrudnienia.


Czytanie rzeczy różnorodnych sprawia największą przyjemność


Drogę gu­bią ci, którzy oglądają się za siebie


Nigdy niekończąca się groza...


HIT lub KIT, czyli film tygodnia


Polecamy


Czytam, bo lubię grozę


Brytyjskie ale polskie!

Powieść Clovis LaFay. Magiczne akta Scotland Yardu zaskoczyła mnie dwukrotnie. Pierwszy raz, gdy okazało się, jej autorką jest Polka. Anna Lange to pseudonim literacki doktor habilitowanej w dziedzinie chemii, pracującej jako profesor nadzwyczajny na jednej z warszawskich wyższych uczelni. Drugi raz byłam zaszokowana, gdy dowiedziałam się, że mam naprawdę do czynienia z debiutem! Do tej pory pani profesor była autorką licznych publikacji o widmach molekularnych, a wielu z wydawanych obecnie pisarzy, których kolejne pozycje pojawiają się w księgarniach jak grzyby po deszczu, a których nazwisk przez grzeczność nie wymienię, mogłoby się od niej sporo nauczyć!

Pani Lange udowodniła, że Londyn epoki wiktoriańskiej jeszcze się w literaturze nie skończył, chociaż trzeba przyznać, że jest wytrwale eksploatowany przez różnych pisarzy. Jako fanka literatury m.in. Sandersona, Austin, Christie postanowiła połączyć elementy fantastyczne z klasyczną powieścią kryminalną (chociaż z tym drugim nie do końca wszystko się udało) i wykreowała świat nasycony magią. Wprowadzenie jej do epoki wiktoriańskiej oczywiście nie jest pomysłem nowym, aczkolwiek niczego to historii opowiedzianej przez autorkę nie ujmuje. Pierwszego z głównych bohaterów poznajemy dokładnie w momencie, gdy jako rasowy nekromanta zakończył właśnie ciekawą konwersację z duchem na cmentarzu. Niestety Clovis LaFay nie przewidział, że będzie miał tutaj dodatkowe, wrogo nastawione towarzystwo. W potyczkę z niebezpiecznym Ghoulem wtrąca się jeszcze (doprawdy pechowa noc) dwóch stróżów prawa, którzy błędnie oceniając sytuację, postanowili magicznie spacyfikować naszego biednego maga. Dzięki temu „wypadkowi” Clovis ma okazję powtórnie spotkać swojego szkolnego opiekuna i przyjaciela Johna Dobsona oraz jego uroczą siostrę Alice. Nadinspektor Dobson postanawia zwerbować go do nowo powstałej jednostki wydziału detektywistycznego londyńskiej policji metropolitalnej. Jak się okazuje dżentelmeni zwarli szyki w samą porę: najwyższa pora by ręka sprawiedliwości dopadła wreszcie ich wspólnego wroga, zwłaszcza, że ten wyjątkowo się w ostatnim czasie uaktywnił i chętnie się obu magów pozbędzie.

Przeplatanie bieżących wydarzeń retrospekcjami, dopełnia powieść i pozwala nam lepiej poznać historię bohaterów. Kolejne postacie są dosyć czytelne. Od razu wiemy czego możemy się po nich spodziewać i po której stronie stoją. Zło i dobro bowiem jest tutaj oddzielone wyraźną granicą, nie ma między nimi miejsca dla szarości. Co za tym idzie, nie możemy się spodziewać, że postacie będą miały jakąś psychologiczną głębię. Autorka posłużyła się sprawdzonymi schematami, i tak np. John Dobson jest świętszy od papieża, zawsze zachowa się słusznie i nie potrafi kłamać, a dla Horatio, który chyba po prostu urodził się na wskroś zły, nie ma już nadziei. Od pierwszego spotkania Clovisa i Alice wiemy również, że tę dwójkę na pewno połączy uczucie, więc ich niepewne podchody także nie są dla nas zaskoczeniem. Kiełkujący romans został mocno stonowany i słabo wyeksponowany, co okazało się dobrym posunięciem, ponieważ, jako kolejny schemat mógłby zadziałać na niekorzyść fabuły. Przypuszczam, że taka a nie inna konstrukcja postaci podyktowana została wiekiem potencjalnego odbiorcy, którym jest raczej młodszy czytelnik. Prawdopodobnie z tej samej przyczyny Anna Lange nie zdecydowała się nadmiernie epatować przemocą i detalami zbrodni Horatia. Jego bestialstwa wzbudzają więc w czytelniku raczej letnie emocje.

Największym problemem tego debiutu jest zaburzenie proporcji. Zabrakło tutaj tajemnicy z którą bohaterowie musieliby się zmierzyć i zagadek kryminalnych z prawdziwego zdarzenia. Te które się pojawiają są zaserwowane czytelnikowi z przymrużeniem oka. Wszystko i tak zmierza do, z góry określonego, końca w którym zło zostaje pokonane podczas ostatecznego starcia. Musze przyznać, że wypadło to nieco zbyt naiwnie. Z całą pewnością nie można więc traktować tej powieści jako kryminału, a raczej jako powieść obyczajową umieszczoną w nieco ufantastycznionych realiach. Bowiem, mimo iż mamy tutaj elementami magii, w której pojawiają się opętania, duchy i mimiry, to prawdziwym tematem powieści są konflikty rodzinne, walka o władzę, dyskryminacja kobiet, a także problemy społeczne. Możliwe, że powinniśmy potraktować książkę jako wstęp, pierwszy tom dłuższego cyklu i to w następnych częściach dopiero pojawią się śledztwa z prawdziwego zdarzenia i konkretne intrygi. Póki co, nic jednak na ten temat nie wiadomo.

Co trzeba przyznać Anna Lange naprawdę umiejętnie osadziła akcję w XIX wiecznych realiach. Nie miała najmniejszego problemu z wprowadzeniem czytelnika nie tylko do konkretnej epoki ale i umiejscowienia go na jej mapie społecznej. Odpowiednio dawkując mieszankę humoru, manier i magii sprawiła, że jej książkę chce się po prostu czytać (i doczytać!). Podsumowując: Clovis LaFay. Magiczne akta Scotland Yardu to nie pozbawiony niedociągnięć, ale całkiem udany debiut. Oby tak dalej.

Długich dni i zaczytanych nocy
Podążajcie za Atramentowym Królikiem!

Zobacz również:

COPYRIGHT © 2018 ALICYA.PL

STRONY INTERNETOWE I REKLAMA:Distort Studioswww.distortstudios.com