Alicya w Krainie Słów


Drogę gubią ci, którzy obracają się za siebie


Koniec nie nadejdzie


HIT lub KIT, czyli film tygodnia


Polecamy


Czytam, bo lubię grozę


Kto mnie zabił?

Czy jesteście w stanie wyobrazić sobie, że w waszym życiu nadchodzi taki moment, w którym zadajecie sobie pytanie: KTO MNIE ZABIŁ? Czysta abstrakcja, prawda? Jaakko Kaunismaa, właściciel firmy eksportującej fińskie grzyby, też nie przypuszczał, że tak absurdalna sytuacja może stać się jego udziałem. A jednak: stało się. W związku z kiepskim samopoczuciem i męczącymi go dolegliwościami, nie podejrzewając tego jak poważny jest jego stan, nasz bohater wybrał się do lekarza. Ten rozkładając bezradnie ręce, mógł już tylko podzielić się z pacjentem miażdżącą diagnozą. Okazało się bowiem, że Jaakko od dłuższego czasu był/jest regularnie podtruwany i niestety jego organizm wchłonął już taką dawkę toksyn, że to tylko kwestia czasu aż jego organy przestaną funkcjonować. Ze strony medycznej nic nie da się już zrobić, naszemu bohaterowi pozostało więc tylko czekać na śmierć.

Sądzę, że większość rzeczy, które robimy, nie ma związku z czymś naprawdę potrzebnym, lecz z tym, co chcemy, by ludzie o nas myśleli. Sam jestem tego najlepszym dowodem. Toczę walkę o śmierć i życie i zastanawiam się , jak wyglądam, kiedy to robię.

W jaki sposób można zareagować na tak niespodziewany i okrutny wyrok? Zaprzeczeniem, wyparciem, wściekłością, histerią? Ano okazuje się, że można także, tak jak Jaakko, przyjąć koszmarną nowinę ze stoickim spokojem. O dziwo z niesamowitej równowagi nie wytrąca go nawet, w dosyć brutalny i gwałtowny sposób, odkryta tego samego, sądnego dnia, prawda o żonie, którą uwielbiał i której do tej pory bezgranicznie ufał. Jego zaskakującą reakcję początkowo tłumaczyłam sobie szokiem, ale okazało się, że bohater zachował fason i zimną krew do samego końca powieści. To niesamowite, że autor konstruując niebanalną i niezwykle sympatyczną postać nieszczęsnego biznesmena, potrafił nie zamęczyć czytelnika opisami wybuchów histerii, tanim sentymentalizmem, miałkimi emocjami ani wszechogarniającym rozżaleniem. Zamiast drzeć szaty i płakać Jaakko podchodzi do zaistniałej sytuacji bardzo rzeczowo i pragmatycznie. Dokonuje rozliczenia swoich dokonań, próbuje dowiedzieć się jak najwięcej o wyrosłej obok jak (nomen omen) grzyb po deszczu, konkurencyjnej firmie, której właściciel nie przebiera w środkach by przejąć caluteńki rynek. Rozeznanie w sytuacji pozwala naszemu bohaterowi podjąć strategiczne decyzje mogące uratować jego grzybowy biznes i lukratywne kontrakty. Przy okazji bada także sprawę swojego morderstwa, by dowiedzieć się, kto go zabił.

Wszyscy się usuną, każdy zostanie usunięty. (…)
Śmierć to jedyna stała w życiu, to na swój makabryczny sposób jedyna rzecz, której naprawdę można zaufać.

Jego działania, przesadą byłoby jednak nazwać tropieniem mordercy. Oczywiście bohatera trawi ciekawość, ale nie przeistacza się on nagle w rasowego detektywa ani nie zatraca się w mozolnym śledztwie. Jego domysły i typy, stanowią w zasadzie tło powieści. Priorytetem jest ratowanie firmy przed zewnętrznym i wewnętrznym wrogiem oraz utrzymanie się przy życiu, bo jak się szybko okazuje, nie tylko trucizna mu zagraża, ale również samurajskie miecze i siekiery. Gdy w końcu odkrywa prawdę o swoim zabójcy, to szczerze mówiąc wyrywa ona z butów, budząc w czytelniku wewnętrzny opór i bunt na taki rozwój wypadków. Pieklimy się, ponieważ zwyczajnie polubiliśmy Jaakko i mu kibicowaliśmy. Takie a nie inne rozwiązanie akcji stanowi jednak dobre dopełnienie abstrakcyjnej sytuacji w której się znalazł, i po prostu nie mogło być inne. Nie wszystko musi mieć bowiem w życiu sens, być wzniosłe i patetyczne. Czasami, chociaż to przykre, umiera się z powodów błahych i nonsensownych jak ten…

Dziwne, że długo żyłem tak, jakbym nigdy nie miał umrzeć, jakby po minionym lecie obiecano mi kolejne, z jakiegoś powodu lepsze. A jednak do dyspozycji jest tylko okamgnienie: chwila słońca, jasność, której nie pojmujesz, czas, który tylko znika.

Raczej nikogo nie dziwi fakt, że widmo śmierci zmienia spojrzenie na życie i wymiar czasu. Jaakko nie wie kiedy dokładnie umrze (a czy ktokolwiek z nas wie ile czasu mu zostało?), bliskość końca pozwala mu jednak dostrzegać to, co do tej pory było dla niego niewidzialne, wziąć się za bary z losem i docenić te chwile które pozostały. Z jednej strony przestaje przejmować się głupotami, z drugiej wciąż się nimi przejmuje: np. zajada się na potęgę lodami i pije hektolitry coli, a zarazem wciąż wciąga brzuch by lepiej się prezentować i ulega zauroczeniom. Refleksje bohatera nie zaskakują oryginalnością, nie odkrywa on Ameryki, nie zostaje z dnia na dzień domorosłym filozofem ani mistrzem zen, ale nie odbiera im to uroku. Głównie dlatego, że w ich doświadczaniu jest bardzo autentyczny i swojsko wiarygodny.

Są w życiu chwile, kiedy czysta żenada wieku średniego jest nawet straszniejsza od śmierci.

Szczerze mówiąc nie rozumiem tego świata. Książka, która ostatnio bardzo mnie zawiodła ma na lubimyczytac.pl dosyć wysokie oceny, chociaż styl i umiejętności autorki pozostawiają wiele do życzenia. Natomiast Człowiek, który umarł, powieść która jest JAKAŚ, ma, delikatnie rzecz ujmując, średniawe noty. Nie chodzi o to, że to książka specjalnie genialna, odkrywcza i od razu trzeba obsypywać ją gradem nagród, ale różnica jest uderzająca, tak pod względem jakości i jak i tego, co obie pozycje oferują czytelnikowi.

Śmierć jest jak skondensowane życie: zawiera w sobie jedno wielkie pytanie o to, jak należy przeżyć swój czas. Albo: jak należało.

Naprawdę mnie to zaskoczyło, zaczęłam więc zastanawiać się, co czytelników w książce Antti Tuomainena zniechęca. Pałętający się po kolejnych stronach, wyraźnie wyczuwalny uwodzicielski duch Północy (chociaż typowy skandynawski kryminał to to nie jest, raczej skandynawska komedia kryminalna wypełniona po brzegi czarnym humorem!)? Oszczędne opisy, powściągliwa forma, cierpki humor? Prosty aczkolwiek nie prostacki styl, przenikliwy absurd? Niepospolita zbrodnia? Groteskowość sytuacji w której znalazł się główny bohater? Ironia polegająca na tym, że nasz pechowiec ma paradoksalnie wiele szczęścia i wciąż wymyka się kostusze? A może zbilansowana narracja i przewrotna fabuła? Albo wydawnictwo, które zasugerowało czytelnikowi, że po książce trzeba spodziewać się czegoś innego? Niestety, mimo wszystko nie potrafię znaleźć jednoznacznej odpowiedzi. Nie twierdzę, że zostałam od razu wielką fanką twórczości Tuomainena, ale jeśli jeszcze jakaś jego książka wpadnie mi w ręce, to z chęcią ją przeczytam.

Długich dni i zaczytanych nocy.
Podążajcie za Atramentowym Królikiem!

Zobacz również:

COPYRIGHT © 2019 ALICYA.PL

STRONY INTERNETOWE I REKLAMA:Distort Studioswww.distortstudios.com