Alicya w Krainie Słów

Trwają prace techniczne nad stroną. Niektóre funkcję mogą nie działać poprawnie. Przepraszamy za utrudnienia.


Czytanie rzeczy różnorodnych sprawia największą przyjemność


Drogę gu­bią ci, którzy oglądają się za siebie


Nigdy niekończąca się groza...


HIT lub KIT, czyli film tygodnia


Polecamy


Czytam, bo lubię grozę


A imię jego…

Każdy komu tytuł powieści Piskorskiego skojarzył się z Dziadami Mickiewicza, najwyraźniej uważał na lekcjach polskiego, i co ważniejsze, jego skojarzenie jest całkiem trafne. Tych, którzy za epoką romantyzmu i dziełami wieszcza nie przepadają, niech to jednak nie zraża. W Czterdzieści i cztery mamy bowiem do czynienia z bardzo sprawnie napisaną przygodówką, której akcja rozgrywa się w alternatywnym świecie. Piskorski w zgrabny sposób przeszczepił nasze dzieje narodowe (i nie tylko nasze) na grunt steampunku tworząc coś na kształt – jak to sam określił – slavipunku. Jeśli jesteście ciekawi, jaki jest efekt połączenia słowiańskich wierzeń, rewolucji i „romantycznych” poetów z rasowym, napędzanym parą fantasy, zachęcam gorąco do lektury.

W czasach w których ludzkość nauczyła się wykorzystywać energię próżni, co pozwoliło jej kolonizować równoległe światy i zapewniło gwałtowny rozwój technologii, problem walki o granice powinien zniknąć.  Ludzka zachłanność – jak to np. w swoim cyklu pokazali Pratchett z Baxterem – jest jednak tak nieskończona, jak ilość światów w multiversum… Do podobnych wniosków możemy dojść czytając Czterdzieści i Cztery. Alternatywnym światem 1844 roku, wciąż targają bowiem te same, co naszym konflikty. Niestety dobrodziejstwo przestrzeni nie usposabia ludzi bardziej pokojowo, a mocarstwa nie ustają w pogoni za władzą i bogactwem, nie chcąc się dzielić tym, co tak naprawdę wcale do nich nie należy.

Eliza Żmijewska, weteranka powstania listopadowego i kapłanka pradawnego, słowiańskiego bóstwa, ma za zadanie dostać się do Londynu i rozprawić się ze zdrajcą. Jak na rezolutną i niegłupią kobietę przystało, zanim wykona rozkaz Rady Emigracyjnej z Juliuszem Słowackim na czele, sama chce przyjrzeć się prawdzie. Ta bowiem często okazuje się inna niż się pozornie wydaje, zwłaszcza, gdy staje się elementem politycznej rozgrywki. Jej misja od samego początku do prostych nie należy. Nie dość, że Eliza zostaje zdemaskowana już podczas podróży, to jeszcze do zabarykadowanej Anglii właściwej najłatwiej przedostać się przez którąś z równoległych krain. To niestety generuje dodatkowe niebezpieczeństwa, jak na przykład zatapiające statki wielkie jaszczury. Nasza bohaterka w porę jednoczy siły z honorowym Tetygonem  Xa’ru. To humanoidalny, waleczny owad, mieszkaniec jednego z alternatywnych światów, który podróżując wraz z gadającą głową podróżnika Mitchella u boku, ma także związane z Londynem plany. Gdy nasza bohaterka wreszcie dotrze na miejsce, spotka niesamowite osobistości, wpadnie w niejedne tarapaty i wstąpi do Loży Lorda Byrona. Ten antyetherowiec wziął sobie za cel walkę z aberracjami etherowymi, które zagrażają Ziemi Podstawowej. Okazuje się bowiem, że nie tylko ludzie kolonizują inne światy, ale także coś złowrogiego przenika z nich do naszego.

Eliza Żmijewska to zlepek różnych, autentycznych postaci: Emilii Plater, Narcyzy Żmichowskiej i Józefiny Rostkowskiej, czyli kobiet wyemancypowanych, rezolutnych i odważnych. Nie ma się więc co dziwić, że nasza bohaterka swobodnie daje sobie radę z wielopiętrową intrygą, potrafi odcyfrować zaszyfrowane wiadomości i doskonale włada bronią. Potrafi świetnie odnaleźć się w natłoku wielopłaszczyznowych zdarzeń, pogodzić pracę w zakładach etheru ze spotkaniami u antyetherowców i opieką nad rannym Xa’ru. Na dokładkę nie działa pochopnie i chociaż jest zdeterminowana by misję wykonać, stara się przeanalizować sytuację na trzeźwo, bez emocji. Zdaje sobie bowiem sprawę z faktu, że nigdy nie wiadomo, kto i kiedy mówi prawdę, zwłaszcza, że w grę wchodzi polityka. Wyjątkową sympatię wzbudził we mnie duet: owad+głowa. Historia tej dwójki i podjęte przez nich działania stanowią ciekawą przeciwwagę dla misji Elizy. Zaspokajają także potrzebę czytelnika na porcję dziwności. Co warto podkreślić, to brak w powieści typowych czarnych charakterów. Zło z którym możemy się w powieści spotkać wynika z błędów, a nie wypływa z czarnych jak smoła serc.

Wartka akcja nie pozwala nam się nudzić, chociaż muszę przyznać, że bardziej przypadła mi do gustu pierwsza część powieści, czyli czas, który bohaterka spędziła w Londynie. Estetyka retrofantastyki w połączeniu ze sprawnym warsztatem i plastycznym językiem, sprawiła, że wciąż jesteśmy ciekawi, co się za chwilę wydarzy i gdzie jeszcze zabierze nas wyobraźnia autora. Trzeba przyznać, że Piskorski pieczołowicie dba o czytelnika, dlatego też jego etherowa mieszanka wybuchowa składa się z doskonale wyważonych składników. W tle słowiańska magia, żyjące truchło Napoleona!, obrzęd dziadów w trakcie rewolucji w Paryżu, wielka emigracja, cel nadrzędny Polaków, czyli walka o niepodległość i nawiedzeni misjonarze. Całe szczęście, że Piskorski w Czterdzieści i cztery nie czyni z Polaków nieznośnych męczenników, ubranych w szatki melodramatu. Jego powieść nie jest snem o potędze, ale pokazuje, że czasem naród, to nie wszystko. Poza tym nie tylko uchwycił nasze wady i zalety narodowe, ale także prawdę o wszechobecnej polityce, która króluje nad wszelkimi ideałami. W związku z tym, że książka ma charakter przygodowy nie towarzyszy nam podczas lektury nadmierne napięcie. Nawet dramatyczne wydarzenia przedstawione są bardzo łagodnie. Nie niepokoimy się także o bohaterów, bo jesteśmy w stanie mniej więcej przewidzieć jaki los zgotował dla nich pisarz wrzucając ich do kotła multiversum.

Z ogromną lekkością autor bawi się literackimi schematami i autentycznymi faktami historycznymi, tworząc ich wariacje świetnie wpasowujące się w wykreowany przez niego świat. Nie należy traktować powieści jako źródła wiedzy historycznej, ale z całą pewnością pomoże ona spojrzeć na takową z nieco innej strony. Tutaj bowiem znany z romantycznych pejzaży Wiliam Turner maluje etherowe bramy, Byron wciąż żyje, Sir Thomas Mitchell zamiast Australii bada światy równoległe, a Wiosna Ludów zaczyna się w 1844 roku. Czterdzieści i cztery to przede wszystkim powieść zapewniająca czytelnikowi rozrywkę, rozrywkę jednak niebanalną i  skłaniającą do myślenia.

Długich dni i zaczytanych nocy
Podążajcie za Atramentowym Królikiem!

Zobacz również:

COPYRIGHT © 2018 ALICYA.PL

STRONY INTERNETOWE I REKLAMA:Distort Studioswww.distortstudios.com