Alicya w Krainie Słów

Czytanie rzeczy różnorodnych sprawia największą przyjemność


Drogę gu­bią ci, którzy oglądają się za siebie


Nigdy niekończąca się groza...


HIT lub KIT, czyli film tygodnia


Polecamy


Czytam, bo lubię grozę


Gdy we śnie odwiedzi cię…

Pisząc o Slumberze, poruszyłam temat paraliżu sennego, który będąc zjawiskiem czystko biologicznym przez tysiąclecia był traktowany jako efekt działalności demonów, zmór, nocnych mar itp istot. Dziś, dzięki nauce wiemy już, że to niezbyt przyjemne doświadczenie, przytrafia nam się w momencie, gdy nasz umysł się już obudził, ale mózg nie zdążył jeszcze dezaktywować unieruchomienia mięśni. Przez kilka – zdających się trwać wieczność – chwil czujemy się jak więźniowie we własnych ciałach. Co gorsza otaczający nas mrok zdaje się poruszać, jakby był żywą istotą i zaczyna nawet nabierać groźnych kształtów. Większość osób na świecie (nie ważne czy wczorajszej nocy, czy 500 lat temu) przynajmniej raz w życiu miało taką nieprzyjemną „przygodę”. Niektórzy twierdzą, że stres wywołany przez paraliż w połączeniu z jakąś niezdiagnozowaną chorobą może spowodować śmierć. Nie ma na to jednak jednoznacznych dowodów. Zazwyczaj są to tylko krótkie i niegroźne dla zdrowia epizody.

Nie ulega jednak wątpliwości, że we śnie można umrzeć. Na taki tragiczny koniec narażeni są szczególnie młodzi mężczyźni pochodzący z południowo-wschodniej Azji. Okazuje się, że winna wszystkiemu jest (jak zwykle) biologia, w tym wypadku: uwarunkowana genetycznie choroba Brugadów, związana z zaburzeniami rytmu serca. Podobnie jak w przypadku paraliżu sennego, za taki zgon ludzie przez setki lat obwiniali oczywiście nadnaturalne istoty. Na Filipinach śmierć podczas snu, po dziś dzień nazywana jest „bangungot”. Według tamtejszych wierzeń powoduje ją zły duch, który przychodzi w nocy w postaci czarownicy, siada na swojej ofierze i ją dusi. Kanadyjczycy nazywają tę istotę „starą wiedźmą”, Chińczycy mówią o „duchu napierającym”, a w Meksyku obwinia się „wspinającą się po ofierze śmierć”.

Horrorowo temat paraliżu sennego i śmierci we śnie (no oprócz kultowego Koszmaru z ulicy Wiązów) jest bardzo słabo wyeksploatowany. Tym bardziej dziwi mnie mierność kolejnej realizującej go produkcji, pt. Dead Awake, twórcy której naprawdę mogli pokusić się o oryginalniejszą fabułę. Zamiast wysilić szare komórki zafundowali nam przeciętną i nieprzekonującą historyjkę o walce z żyjącym na pograniczy jawy i snu stworem. Film zaczyna się w momencie, gdy Beth odnawia kontakt ze swoją siostrą bliźniaczką Kate i opowiada jej o swojej dziwnej przypadłości. Dziewczyna doświadcza nieprzyjemnego paraliżu sennego. Gdy nie może się poruszyć zbliża się do niej coś przypominającego kształtem starą wiedźmę i zaczyna ją dusić. Kate próbuje przekonać siostrę, że to co ją spotyka to tylko niegroźne halucynacje i jeśli przestanie o nich rozmyślać, to miną. Zmienia zdanie, gdy Beth niespodziewanie umiera we śnie. Ani Kate, ani Evan, chłopak jej zmarłej siostry, nie potrafią pogodzić się ze stratą i zaczynają badać sprawę. Niestety w ten sposób ściągają na siebie uwagę upiora, który tylko czyha na moment w którym zasną.

Akcja filmu sprowadza się do bardzo naiwnego i nudnego śledztwa. Jako, że bohaterowie nie mają zbyt wiele czasu, to się nie mylą, nie kluczą, tylko od razu trafiają w sedno problemu. Szybciutko znajdują także pomocną dłoń, czyli kogoś, kto odwalił już za nich całą robotę i od wielu lat badał temat Starej Wiedźmy. Oczywiście ochoczo postanowił także podzielić się z bohaterami zdobytą przez siebie wiedzą. Dzięki takiemu rozwojowi akcji Kate może w kluczowym momencie stoczyć z upiorem popisową walkę, która oddali od niej widmo śmierci (przynajmniej na jakiś czas).

Niestety nie tylko fabuła nie jest powalająca, szwankuje również klimat i napięcie. Upiorzyca pojawia się zbyt często i nie robi niczego znaczącego, co powoduje, że w pewnym momencie przestajemy w ogóle na nią zwracać uwagę. Podobnie jak w Slumberze tak i w Dead Awake nie udało się także stworzyć wiarygodnej pierwszoplanowej postaci. Filmy o śmierci we śnie najwyraźniej nie mają szczęścia do głównych bohaterek. Występująca w podwójnej roli (fenomenalna w Domu diabła) Jocelin Donahue tym razem mnie nie przekonała. Może czuła, że przy takim scenariuszu nie warto się starać i zwyczajnie sobie odpuściła…

Produkcja duetu Guzman&Reddick nie powala na kolana. Reżyser Philip Guzman jest w tym wypadku nieco usprawiedliwiony, nie ma przecież oszałamiającego dorobku jeśli chodzi o horrory (to bodajże jego pierwsza taka produkcja). Za to scenarzysta Jeffry Reddick ma spore doświadczenie i nic go nie tłumaczy. Gdyby naprawdę chciał mógł wycisnąć ze Starej Wiedźmy zdecydowanie więcej. Z nudów można na Dead Awake rzucić okiem, ale jeśli ktoś ma już po dziurki w nosie miałkich średniaczków, to niech sobie lepiej odpuści.

Zobacz również:

COPYRIGHT © 2018 ALICYA.PL

STRONY INTERNETOWE I REKLAMA:Distort Studioswww.distortstudios.com