Alicya w Krainie Słów


Drogę gubią ci, którzy obracają się za siebie


Koniec nie nadejdzie


HIT lub KIT, czyli film tygodnia


Polecamy


Czytam, bo lubię grozę


Wieczór z rekinem #23 Rekiny nadzieją ludzkości w walce ze sztuczną inteligencją!

Główny szwarccharakter z Piekielnej głębi 2 – i to nie rekin – jest przykładem na to, co może się stać, gdy Terminator i Matrix „wejdą zbyt mocno”. Wykombinował sobie bowiem, że rekiny są jedyną szansą ludzkości w walce ze sztuczną inteligencją. Że też Sara Connor na to nie wpadła, to by naprawdę oszczędziło ludzkości w przyszłości problemów… Ale po kolei.

***

W zeszłym tygodniu pisałam o pierwszej Piekielnej głębi z 1999 roku a jako, że pojawiła się już zapowiedź trzeciej, postanowiłam, rzutem na taśmę, omówić dzisiaj dwójkę (ta miała premierę w 2018 roku). Oryginał był całkiem udanym filmem, który przetrwał próbę czasu i da się go z przyjemnością oglądać nawet po ponad dwudziestu latach. Dlatego łatwo jest założyć, że reżyser remake’u, Darin Scott, nie odwalił fuszerki. Nic bardziej mylnego i każdy kto tak myśli, mocno się rozczaruje. Dlaczego? Już wyjaśniam: Piekielną głębię 2 wypuściła na rynek telewizyjna stacja SyFy (to jej świat zawdzięcza m.in. Ośmiorekina). Wtajemniczeni w świat kina klasy Z wiedzą, że SyFy, to gwarancja nikłego budżetu, drewnianego aktorstwa, tandety oraz bzdurnej fabuły. I pod tym względem „dziełu” Scotta niczego nie brakuje.

Muszę jednak przyznać, że film zaczyna się nawet dosyć obiecująco, bo z eko wydźwiękiem. Banda zmutowanych rekinów, które wymknęły się z laboratorium (robiąc podkop!!!!) postanawia rozprawić się z rybakami poławiającymi nielegalnie inne – nielaboratoryjne – rekiny. Bezlitośnie je zabijają, by pozyskać płetwy, które sprzedadzą na zupę (bardzo wyraźna krytyka rabunkowej chińskiej gospodarki, usprawiedliwianej tradycji). Gdy uciekinierzy dokonują już zemsty, zostają w końcu odnalezieni przez swojego rekiniego opiekuna/trenera (Rob Mayes jako Trent slater), który przy pomocy pilota(!) sprowadza je z powrotem do kompleksu badawczego. I mimo że nie powala nas tutaj efekt WOW, to ów początek zachęca na tyle, że jesteśmy skłonni oglądać ten film dalej.

Niestety, potem jest już tylko gorzej. Poznajemy Misty Calhoun (w tej roli Danielle Savre), obrończynię i badaczkę rekinów, która na zaproszenie miliardera Carla Duranta (wciela się w niego Michael Beach) dołącza do jego zespołu biologów morskich. Po przybyciu na miejsce (baza pośrodku niczego) odkrywa, że Carl popełnił ten sam błąd, co główna bohaterka pierwszej Piekielnej głębi i postanowił ulepszyć mózgi swoich podopiecznych. Poszedł nawet o krok dalej, ponieważ, by potwierdzić swoje teorie, zaczął eksperymentować także sam na sobie. Według niego roboty ostatecznie przejmą kontrolę nad światem, dlatego trzeba ulepszyć człowieka, a do tego potrzebne jest serum z rekina. Nie trudno się domyślić jak się to wszystko skończy: superrekiny postanawiają zemścić się i wydostać na wolność.

Historia opowiedziana w Piekielnej głębi 2 jest prosta jak płetwa rekina i bardzo mocno bazuje na pierwowzorze. I tym razem mamy wodny kompleks badawczy, bohaterskiego osiłka opiekującego się rekinami, waleczną panią doktor, zabawy w boga, nieobliczalną naturę i rozpaczliwą walkę o przetrwanie. Dla urozmaicenia wprowadzono jedynie krwiożercze rekiniątka, które niczym stado wygłodniałych piranii, pływają w zalanych korytarzach (Tak naprawdę jest tylko jeden, ale ludzie odpowiedzialni za scenografię, podświetlają go raz na zielono, raz na czerwono itd., żeby widz odniósł wrażenie, że jest ich więcej. Pomysł fajny, ale wykonanie takie, że nawet ja się zorientowałam…). Niedostatki budżetowe są bardzo wyraźne, więc stado maluchów zazwyczaj widzimy jako skrzeczące (piszczące?), wirujące pęcherzyki powietrza.

Samych rekinów również nie zobaczymy tutaj zbyt wiele. Ale to nawet dobrze, przynajmniej nasze oczy nie zostaną za bardzo poranione tandetnym CGI. Poza tym muszę przyznać, że mutanty z pierwszej części prezentowały się bardziej wiarygodne. Były po prostu maszynami do zabijania na sterydach, tutaj sprawa ma się trochę inaczej, ponieważ twórcy przegięli z ulepszaniem ich zdolności. Jak już wspomniałam, rekiny Duranta zrobiły podkop. Poza tym w dosyć wyrafinowany sposób – sabotaż z łódką – „atakują” stację i nawet nauczyły się podsłuchiwać. Tak, dobrze widzicie: podsłuchiwać (albo czytać z ruchu warg). Jeden osobnik podglądając przez okno (przypominam, że baza jest pod wodą) w ten sposób dowiedział się (rozumieją ludzką mowę?), że i ich twórca planuje po zakończeniu eksperymentu pozabijać swoje dzieła. Najwyraźniej złamało to jego wrażliwe, rekinie serduszko, ponieważ od tego momentu pracownicy stacji zaczęli mieć przechlapane.

O aktorstwie litościwie lepiej nie wspominać. Grunt, że Misty ma czym oddychać i musi zdjąć dżinsy kręcąc tyłkiem do kamery – jakby jej bielizna miała jakiekolwiek istotne znaczenie dla fabuły. Błędów logicznych jest sporo,  żartów brak (chyba, że nadgryzanie trampków miało być śmieszne), widać także, że nikt nie silił się na oryginalność, a zakończenie jest beznadziejnie beznadziejne. To film, który fani tego typu produkcji  powinni znać, więc trzeba go obowiązkowo obejrzeć. Na pociechę napiszę, że szybko się o nim zapomina.

Teraz pozostaje czekać na część trzecią.

Dla każdego kto:

-chce zobaczyć pilota na rekiny;
-jest otwarty na dziwaczne teorie;
-może zmarnować czas na tandetną rozrywkę;
-wie czym jest SyFy, akceptuje to i lubi;
-nie wie czym jest SyFy, ale chciałby się przekonać;

I wisienka na trocie:

-chce zobaczyć wścibskiego rekina, który podgląda i podsłuchuje swojego „tatusia”.

Zobacz również:

COPYRIGHT © 2020 ALICYA.PL

STRONY INTERNETOWE I REKLAMA:Distort Studioswww.distortstudios.com