Alicya w Krainie Słów

Czytanie rzeczy różnorodnych sprawia największą przyjemność


Drogę gubią ci, którzy obracają się za siebie


Koniec nie nadejdzie


HIT lub KIT, czyli film tygodnia


Polecamy


Czytam, bo lubię grozę


Kiedy demon nie odpuszcza

Ze względu na miejsce akcji, obraz Diabeł: inkarnacja (The Possession of Hannah Grace) automatycznie kojarzy mi się z Autopsją Jane Doe. Poza obecnością szuflad na zwłoki, klaustrofobiczną atmosferą i drobną zbieżnością fabularną niewiele jednak te filmy łączy, więc muszę przyznać, że stawianie ich obok siebie jest dosyć krzywdzące, zwłaszcza dla Diabła, który mimo szumnych obietnic producentów, okazał się tworem całkowicie przeciętnym. Co za tym idzie, porównywanie go z Autopsją sprawia, że wypada niestety jeszcze mniej korzystnie.

Najnowszy obraz reżysera Diederika Van Rooijena, nie jest typowym filmem o opętaniu. Film otwiera scena, w której dwoje klechów próbujących okiełznać demona, który uwił sobie gniazdko w ciele młodej dziewczyny, ponosi sromotną klęskę. W obliczu tej katastrofy ojciec Hannah zmuszony jest wziąć sprawy w swoje ręce i zabija opętaną córkę. Następnie poznajemy Megan Reed (Shay Mitchell), byłą policjantkę, która dostaje nową pracę w przyszpitalnej kostnicy. Oczywiście na nocnej zmianie. Jej zakres obowiązków nie jest zbytnio wymagający, wystarczy, że będzie fotografować zwłoki, pobierać odciski palców denatów i wprowadzić niektóre dane do systemu. Jeśli komuś nie przeszkadza obskurne, przytłaczające miejsce i jest w stanie poskromić bujną wyobraźnię, fucha wydaje się całkiem niezła. Niestety pech chce, że akurat na zmianie Megan, do kostnicy trafiają zwłoki zamordowanej i potwornie okaleczonej Hannah Grace (Kirby Johson), co oczywiście pociąga za sobą serię niepokojących zdarzeń.

W trakcie filmu dowiadujemy się, że Magan jeszcze całkiem niedawno walczyła z uzależnieniami (alkohol i lekarstwa psychotropowe), co mogłyby mieć wpływ na jej interpretację wydarzeń  mających miejsce w kostnicy. Mogłoby mieć, ale nie ma. Ani przez chwilkę nie poddano bowiem w wątpliwość jej zdolności do jasnej oceny sytuacji i ani przez chwilkę nie wątpimy, że lewitacja i zmieniające się na naszych oczach zwłoki, nie są efektem urojeń jej zagubionego umysłu. Shay Mitchell całkiem dobrze wpasowała się w tę rolę, ale trzeba przyznać, że raczej nie musiała się wysilać. Megan jest całkowicie nijaka i niczym się nie wyróżnia się na tle podobnych postaci. Zadanie nie było więc specjalnie trudne.

Najbardziej przerażające w Diable: inkarnacji nie są wcale sceny mordów, całkiem zresztą delikatne, lewitujące ofiary, ani „pajęczy” chód, który w wykonaniu ożywionych zwłok wygląda raczej groteskowo, ale powykręcane, niewyobrażalnie okaleczone ciało Hannah. Póki się nie rusza, leży bezbronnie na stole, robi na widzu naprawdę upiorne wrażenie. Jej przeszywające, martwe i zimne spojrzenie budzi więcej niepewności niż cała reszta ogranych jump scenek, które powodują tylko, że film staje się emocjonalnie płaski. Co by nie mówić, trzeba przyznać, że początkowo twórcy próbowali, jako tako, budować napięcie. dopiero w drugiej połowie filmu sobie odpuścili, serwując nam następujące po sobie oczywistości aż do całkowicie przewidywalnego końca.

Skoro się już tej Autopsji uczepiłam, to wyjaśnię pokrótce dlaczego według mnie jest filmem, chociaż nierównym, to jednak o niebo lepszym. Po pierwsze dlatego, że przynajmniej do połowy nie wiemy z czym mamy do czynienia i co tak naprawdę zagraża bohaterom. Po drugie, napięcie związane z niewiadomą trzyma widza w szponach do samego końca, a nieoczywiste zakończenie daje mu możliwość interpretacji tego, co zobaczył. Diabeł natomiast jest filmem o zmarnowanym potencjale, w którym wszystkie karty wywala nam się na stół już w prologu. Skoro twórcy postanowili nas nie zaskakiwać i nie podejmować z nami nawet najmniejszej gry, to mogliby się jednak pokusić o ciekawszą realizację schematycznej fabuły, tak, aby seans poszedł widzowi w pięty, a nie kołysał go do snu w kinowym fotelu. Zdecydowanie zawiniło tutaj tempo akcji, które rwąc z kopyta, nie dało twórcom czasu na zbudowanie odpowiedniego klimatu. Przecież opustoszałe i surowe, oświetlane niemrawo przez upiorne światło jarzeniówek korytarze, aż prosiły się o to aby Megan przemierzając je musiała mierzyć się nie tylko z oblepiającym ją zewsząd mrokiem, ale i demonami, oczywiście nie tylko własnymi. Nie zrozumcie mnie źle, nie jest to najgorszy z horrorów jakie powstały w zeszłym roku. Na tle innych szumnie reklamowanych, dennych straszaków i tak nie wypada najgorzej. Tli się w nim bowiem iskierka niebanalnego pomysłu, który chociaż czerpie pełnymi garściami z ogranych popkulturowych motywów, miał szansę wybić się ponad przeciętność i zapaść w pamięć. Niestety, chyba nic nie boli tak bardzo, jak zmarnowany, w imię kurczowego trzymania się szablonu, potencjał.

P.S.
Podczas seansu głównie zastanawiałam się czy lepiej pracować w obskurnej kostnicy, podczas gdy nawiedza ją wkurzony demon, czy w bezdusznym korpo? Demon w przeciwieństwie do kadry zarządzającej przynajmniej nie udaje, że go ludzie cokolwiek obchodzą i wiadomo czego się po nim spodziewać….

Zobacz również:

COPYRIGHT © 2019 ALICYA.PL

STRONY INTERNETOWE I REKLAMA:Distort Studioswww.distortstudios.com