Alicya w Krainie Słów


Drogę gubią ci, którzy obracają się za siebie


Koniec nie nadejdzie


HIT lub KIT, czyli film tygodnia


Polecamy


Czytam, bo lubię grozę


Wieczór z rekinem #57 Rekin-dinozaur na gigancie w Meksyku

Przyznam się wam, że odpalając ostatnią część Rekinada liczyłam na nieco dłuższą przygodę z dinozaurami. Niestety epizod z nimi był bardzo krótki więc postanowiłam zrekompensować to sobie inną rekinodinozaurową produkcją, bo okazało się, że – o szok! – takowa istnieje. I muszę przyznać, że Dinoshark, bo o nim mowa, to (jak na Sy-fy i rok 2010) film nakręcony z rozmachem: tak pod względem plenerów, wszelkiego rodzaju wtrętów i zapychaczy, jak i całkiem znośnego, „gumowatego” potwora CGI.

Na początku filmu zostajemy po raz kolejny uświadomieni, że wszelkiemu złu tego świata winne jest globalne ocieplenie, ponieważ to przez nie topnieje arktyczny lodowiec, w którym przez miliony lat uwięzione było malutkie dinoshrakusiątko. Po trzech latach „na wolności”, mała bestyjka, osiąga już spore rozmiary i zaczyna żerować na niczego niepodejrzewających wczasowiczach w gorących wodach meksykańskiego Puerto Vallarta. Zmiana temperatur najwyraźniej przyśpieszyła dinosharkowi metabolizm, bo jest nienasycony do tego stopnia, że z chwilowego braku mięsnych przekąsek, chętnie zeżre nawet stateczek i helikopter. Co typowe, okoliczne władze oczywiście nie widzą żadnego problemu dopóki nie jest za późno. Nawet gdy wreszcie dociera do nich, że coś naprawdę atakuje w przybrzeżnych wodach, nie zamykają plaż i nie wszczynają właściwych poszukiwań – ważniejsze są możliwe zyski ze zbliżającej się imprezy sportowej. Na szczęście (chociaż nie dla wszystkich) wcześniej na trop bestii wpadają: Trace, chłopak dorabiający na łodzi wycieczkowej oraz Carol, trenerka wodnej piłki ręcznej. Wbrew wszystkim, w ramach zemsty za śmierć przyjaciółki, postanawiają zlikwidować zagrożenie na własną rękę. Nie wszystko jednak idzie po ich myśli, więc trup ściele się gęściej niż powinien.

Jak widać, fabuła nie jest ani logiczna ani zbytnio odkrywcza i realizuje wszelkie możliwe schematy. Mamy więc wysportowanych bohaterów, którzy, gdy tylko mogą prężą się do kamer by prezentować nam swoje wdzięki, głupkowatych i zacietrzewionych stróżów prawa, kilka osób z poczuciem misji, naukowca typu „coś kliknę i epokowe odkrycie gotowe” oraz punkt kulminacyjny w formie masowej imprezy. Wszystko dopełniają, drętwe dialogi, tandetne efekty specjalne i niewyraźne sceny idiotycznych śmierci, na które głównie składają się czerwone plamy w zamulonej wodzie. Oczywiście film miewa momenty: dopracowane, nadjedzone zwłoki (budżetu wystarczyło na jedne), dryfującą głowę (też sztuk jeden), parę niezłych ataków podczas których bestia popisuje się akrobatycznymi umiejętnościami oraz zabawną scenę ostateczną, w której to (atak woda-powietrze ze skutera) dinoshark zalicza wreszcie „cios w oko”. Wszystko to składa się na wybitnie odmóżdżający i miejscami przynudzający film, czyli produkcję idealną dla każdego, kto potrzebuje z różnych powodów wyłączyć na 90 minut mózg.

Ostatnio przy okazji She Gods of Shark Reef wspominałam wam o Rogerze Cormanie, reżyserze określanym mianem „króla/papieża kina klasy B”. Jeśli jeszcze tego nie wiecie, to mimo iż w pewnym momencie wycofał się z reżyserowania filmów, to nadal pozostał ojcem chrzestnym wielu, mniej lub bardziej dziwacznych, produkcji. Z dumą podpisał się np. pod takimi dziełami jak Ośmiorekin kontra pterakuda i Ośmiorekin kontra wilkoorka. Od czasu do czasu, odgrywał także tu i ówdzie małe rólki. W Dinosharku (którego jest producentem) macie np. okazję podziwiać go w roli sympatycznego eksperta od dinozaurów. Poza nim na ekranie zobaczycie także Erica Balfoura, który najwyraźniej uwziął się na to by grać w niskobudżetowych słabiznach oraz niezbyt znaną szerszej publiczności, ale zawsze rewelacyjnie ufryzowaną, Ivę Hasperger. Z żalem muszę stwierdzić, że z tej dwójki żadne się nie popisało. Przypuszczam, że zagrali nawet gorzej niż w najbardziej pesymistycznej wersji zakładał scenariusz. Najlepiej zaprezentował się, bo był po prostu sobą, czyli przystrojeniem za barem i z bazuką, Aaron Diaz.

Wyreżyserowany przez Kevina O’Neilla Dinoshark, czyli remake filmu Up from the Depths (1979), może i nie ma oldschoolowego uroku klasycznych filmów Cormana, mimo to jest w nim coś, co sprawia, że ten niskobudżetowy żarcik ogląda się z przyjemnością. Jeśli oczywiście jest się zagorzałym fanem monsterowych produkcji klasy Z lub wszelkich tworów o rekinach.

P.S. Pierwotnie film był pomyślany jako kontynuacja DinoCroca (2004), ostatecznie postawiono jednak na rekinowy wątek.

To film dla każdego kto:

– nie wiedział co robi naukowiec u progu wielkiego odkrycia, otóż: ściąga bluzkę i pokazuje stanik;
– kolekcjonuje wiedzę na temat czułych punktów wszelkich bestii, np. dinosharka można zabić trafiając go w oko;
– do tej pory sądził, że rozmawiając przez telefon trzeba ruszać ustami;
– pisze poradnik pt. „Jak zachować idealną fryzurę w każdej kryzysowej sytuacji”;
– jeszcze nie wie, dlaczego warto mieć kumpla, który wozi na pace kilka ręcznych wyrzutni rakiet;
– lubi serię o ośmiorekinie;
– ogląda wszystko pod czym podpisuje się Roger Corman.

Zobacz również:

COPYRIGHT © 2021 ALICYA.PL

STRONY INTERNETOWE I REKLAMA:Distort Studioswww.distortstudios.com