Alicya w Krainie Słów

Trwają prace techniczne nad stroną. Niektóre funkcję mogą nie działać poprawnie. Przepraszamy za utrudnienia.


Czytanie rzeczy różnorodnych sprawia największą przyjemność


Drogę gu­bią ci, którzy oglądają się za siebie


Nigdy niekończąca się groza...


Bler. Człowiek ze Światła! Poznaj POLSKIEGO SUPERBOHATERA!


Zapraszamy w pełną grozy podróż z mapą cieni


Czytam, bo lubię grozę


Włóż ziemniaka w pudełko i…

W DOMU ZAWSZE TRZEBA MIEĆ KARTOFLE

Z kartofla można zrobić placki, frytki, puree a nawet pieczątkę, co dziwniejsze świetnie sprawdza się on również w roli napędu ustrojstwa – fachowo zwanego modułem – służącego do pokonywania granic międzywymiarowych. Ani jednak bulwa przekształcona w baterię, ani nawet robot, który musi jeść, by odżywiać swój żelowy mózg (w którym to raczył reinkarnować się tybetański mechanik) nie będą największym zaskoczeniem dla czytelnika, który sięgnie po Długą Ziemię… W największe osłupienie wprawia fakt, że ludzkość znów zaprzepaszcza szansę na nowy, „lepszy” początek. Nie wystarczy bowiem powkładać ziemniaki w pudełka i ruszyć na podbój nowych światów, by mieć prawo do wszystkiego na co się spojrzy. – jak Ziemia Długa i Szeroka – nie pojawiła się druga tak destrukcyjna cywilizacja jak nasza.

W efekcie współpracy dwóch, reprezentujących różne gatunki literackie, pisarzy powstała historia z jednej strony urokliwa, bo mamiąca czytelnika wizjami nieodkrytych światów, z drugiej budząca smutną refleksję nad tym co tkwi w ludzkich wnętrzach, co sprawia, że nie dorośliśmy jeszcze do tego, by poznać coś poza naszą poczciwą, cierpliwą (póki co) Ziemią. W opowieści Baxtera i Pratchetta wszystko zaczyna się od wrzuconego do internetu schematu budowy Krokera. Ku zaskoczeniu wszystkich, tajemnicze moduły zadziałały i poprzenosiły swoich konstruktorów w nieznane miejsca, dając początek nowej erze kolonizacji. Z czasem okazuje się, że nie każdy potrzebuje dziwacznej maszynerii by się przenosić, niektórzy bowiem rodzą się z darem naturalnego przekraczania.. Jednym z tych wybrańców jest Joshua Valiente, który nie dość, że swobodnie przeskakuje z planety na planetę, to jeszcze przyszedł na świat w innej rzeczywistości. Te niezwykłe cechy sprawiają, że zostaje zatrudniony przez wielką korporację jako przewodnik i jedyny towarzysz Lobsanga (ekscentrycznej, sztucznej inteligencji). Im dalej jednak ta dwuosobowa (?) ekspedycja się zapuszcza, tym bardziej wyczuwalne stają się nadciągające kłopoty. COŚ nadchodzi i nie ominie Ziemi Podstawowej. Zaniepokojeni bohaterowie postanawiają dowiedzieć się CO…

W międzyczasie trwa nieprzerwana kolonizacja licznych kopii naszej Ziemi. Działań pionierów nie cechuje oryginalność: podbijają tak, jak pobijać zwykli ludzie. Niektórzy uciekają przed problemami, inni przed prawem, jedni chcą budować nowy, lepszy świat, drudzy chcą nakraść ile się da.  Powstają nowe religie, innowacyjne formy terroryzmu, rodzą się nowe nadzieje i fascynacje. Człowiek „przekraczający” niesie więc z sobą dobro i zło, buduje i niszczy. Pisarze pozostawiają bez odpowiedzi pytanie, co przeważy. Wątpię jednak by ktokolwiek miał wątpliwości, jak będzie. Na szczęście nie wszystko zależy od nas. Nieskończony multiświat kryje w sobie więcej niż moglibyśmy się spodziewać i nie chodzi tylko o przesympatyczne trolle, elfy o których wolelibyśmy zapomnieć i sztuczną inteligencję…

DŁUUUUUUUGIE CZYTANIE

Jedną z bolączek powieści są jej bohaterowie. Brakuje wśród nich postaci, która porwała by czytelnika. Sally to mega zołza, która jest tak drażniąca, że wypada przez to mało wiarygodnie. Joshua – Indiana Jones Długich Ziem – aspołeczny i wrażliwy chłopak, sprawia wrażenie zagubionych, ciepłych kluch. Pisarze ostatecznie wykastrowali go w momencie, gdy wpadli na pomysł, że zakocha się w Sally. Nie pomagają także przemaszerowujące przez karty powieści tłumy postaci pobocznych. Ta ilość ma swoje uzasadnienie, poprzez szczątkowość historii drugo-, trzecio- i piętnastoplanowych bohaterów, tłumaczy nam się bowiem ideę szeregowych światów, jednak ów natłok działa niestety zniechęcająco. Na szczęście nagromadzenie wątków i brak wartkiej akcji, wynagradzają nam nieco humor i rozliczne rozważania o alternatywnych multiświatach.

Oczekiwań nie spełnia również punkt kulminacyjny. To na co czekaliśmy w napięciu zostaje przedstawione w kilku zdaniach. Bohaterowie nagle stwierdzają, że pora wracać i zostawiają czytelnika w kompletnym osłupieniu. Zakończenie również nie powala. Zabrakło w nim charakteru, jakby dwóch wielkich umysłów nie było stać na wymyślenie czegoś lepszego. Mam nadzieję, że urwany tekst  nie jest zabiegiem bezcelowym i pierwszy tom stanowi tylko wstęp do elektryzującego ciągu dalszego.

Pojawiająca się na kartach powieści Pierwsza Osoba Pojedyncza, to puszczone przez sir Pratchetta, oko do fanów: po prostu musi istnieć jakiś duży stwór – chociaż nie ŻÓŁW tym razem. Zauważamy również charakterystyczną dla niego dygresyjność, która buduje klimat tej powieści. Pozornie chaotyczne wątki łączą się w spójną i logiczną całość. Właściwie to dygresje i retrospekcje tworzą treść do około setnej strony, potem pojawia się jako taka akcja. Chaos i nadmiar szczątkowych informacji na początku powieści wywołuje efekt oszołomienia, podobnego do tego, który wywołał Dzień Przekroczenia. Książka prowadzi nas więc przez światy będąc ich odzwierciedleniem. Dopatruję się w tej konstrukcji odwzorowania idei Długich Ziem. Taki odautorski żart formy.

Długa Ziemia to lekko przygodowe sci-fi, zbudowane ze znanych koncepcji i schematów, podanych jednak w przystępny i ciekawy sposób. Nie da się ukryć, że mechanika kwantowa, na której opiera się teoria istnienia światów równoległych, odegrała kluczową rolę w tworzeniu treści. Każdy wybór rodzi kolejne rzeczywistości, a one są odpowiedzią na serię decyzji. Długa Ziemia jest zobrazowaniem tylko ułamku z możliwości, które miały okazję zaistnieć. Kolejne bliźniacze planety, to jakby kopie, ale każda jest odpowiedzią na inne pytanie. Ci, którzy spotykają się z teorią multiversum po raz pierwszy, po lekturze nie spojrzą już tak samo na otaczający ich świat. W te niesamowitą teorię Baxter z Pratchettem wpletli jeszcze rozważania na temat człowieczeństwa, zadając pytanie nie tylko o jego kondycję, ale również o granice. Niestety potencjał historii zbudowanej na tak solidnych fundamentach nie został w pełni wykorzystany. Oby zmieniło się to w kolejnych tomach.

Długich dni i zaczytanych nocy
Podążajcie za Atramentowym Królikiem!

Zobacz również:

COPYRIGHT © 2017 ALICYA.PL

STRONY INTERNETOWE I REKLAMA:Distort Studioswww.distortstudios.com