Alicya w Krainie Słów


Drogę gubią ci, którzy obracają się za siebie


Koniec nie nadejdzie


HIT lub KIT, czyli film tygodnia


Polecamy


Czytam, bo lubię grozę


Cud, miód, malina

W grudniu nie rezygnuje się ze słodyczy, bo to przecież nie ma najmniejszego sensu. W grudniu, częściej niż w innych miesiącach, sięga się także po słitaśne opowiastki, wprawiające nas w dobry nastrój i zalewające nasz mózg hormonami szczęścia. W grudniu nawet taki malkontent jak ja, nie narzeka na komedie romantyczne i nuci pod nosem wesołe, ociekające lukrem, piosenki. Dlatego też będę musiała przeczytać jeszcze jedną książkę Jojo Moyes, żeby poznać odpowiedź na nurtujące mnie pytanie, bo obecna lektura – mimo, że tego głównie od niej oczekiwałam – nie rozwiała moich wątpliwości.

Już tłumaczę o co mi chodzi z tym rozwiewaniem i nurtowaniem. Założyłam, że Dwa dni w Paryżu będą lekturą rozstrzygającą. Dzięki niej miałam zdecydować czy będę sięgała po książki Jojo Moyes, czy nie. Do tej pory stałam bowiem w szerokim rozkroku między Kolorami pawich piór (pozytywnie zaskoczenie, ponieważ autorka jak najdłużej się dało, utrzymywała dystans od ckliwego romansu) i Światłem w środku nocy  (chociaż motyw konnych bibliotek mi się podobał, to całość była dla mnie zbyt bajkowa. Sztampowy sposób kreowania bohaterek na silne kobiety też nie okazał się tym za czym przepadam. Według mnie silna kobieta to nie taka, która musi znaleźć swojego księcia na białym koniu i być przez niego ratowana.) Stwierdziłam więc, że trzecia książka popchnie mnie w jedną lub w drugą stronę. Tak się jednak nie stało – i to z dwóch powodów. O pierwszym już wspomniałam: mam obecnie zwiększoną, bo grudniową, tolerancję na „cukier, słodkości i różne śliczności”, a po drugie Dwa dni w Paryżu nie są powieścią, lecz zbiorem opowiadań, więc nie ma czego porównywać.

Co w tym zbiorze znajdziemy? Przede wszystkim jak to u Jojo Moyes: jojomoyesowe bohaterki. Kobiety porzucone, zdobywane, zdradzające, zdradzane, zakochane, kochane, na zakręcie, na prostej, zagubione, odnajdujące siebie (oraz, co ważne, także drogie buty), zwariowane, wycofane, pewne siebie, zakompleksione, pogodzone z życiem i zbuntowane. Niby różne, ale bardzo podobne – bo wszystkie tak samo mocno tęskniące za szczęściem. I właściwie to już powinno wam powiedzieć o tej książce wszystko, jako o miszmaszu życiowych rozterek, turbulencji i happy ednów (w 99%). Według mnie to taka bajka dla dorosłych, niosąca otuchę i pociechę, tym, którzy lubią wygładzone opowieści. Taki typ banału, który jeśli się go lubi, daje czytelnikowi sporo radochy.

Najbardziej wyróżnia się tutaj pierwsze – tytułowe i najdłuższe – opowiadanie, które zaczyna się i kończy jak typowa komedia romantyczna na sterydach. Jeśli takowe lubicie, koniecznie musicie poznać historię dziewczyny, która wystawiona przez chłopaka, spędza samotny i pełen perypetii weekend w mieście miłości. Od samiuśkiego początku nie trudno zgadnąć, w jakim kierunku to wszystko zmierza i zaskoczenia nie ma. Pozostałe teksty również utrzymane są w pokrzepiającym tonie, ale, co trzeba przyznać, Moyes usilnie próbuje nie przedobrzyć ze słodkościami i podrzuca nam w nich kilka gorzkich nut. Oczywiście, zależnie od proporcji, z różnym efektem.

Mimo że Dwa dni w Paryżu nie zmuszają czytelnika do refleksji nad życiem i trudno doszukiwać się w nich głębi, to mają w sobie sporo uroku, który sprawia, że chce się je przeczytać do końca.

A może nawet skusić się spontaniczny wypad na weekend do Paryża…

To książka dla ciebie jeśli:

– czujesz więź z typowo moyojojesowymi postaciami;
– lubisz bajki dla dorosłych niosących otuchę i dających pociechę;
– wiesz, że rzucanie słodkości w grudniu jest bez sensu;
– marzysz o wypadzie do Paryża, chociażby na dwa dni;
– proporcja: kosteczka gorzkiej czekolady na pięć tabliczek mlecznej ci nie straszna;
– odnajdujesz się w krótkich formach.

Długich dni i zaczytanych nocy.
Podążajcie za Atramentowym Królikiem!

Zobacz również:

COPYRIGHT © 2021 ALICYA.PL

STRONY INTERNETOWE I REKLAMA:Distort Studioswww.distortstudios.com