Alicya w Krainie Słów

Trwają prace techniczne nad stroną. Niektóre funkcję mogą nie działać poprawnie. Przepraszamy za utrudnienia.


Czytanie rzeczy różnorodnych sprawia największą przyjemność


Drogę gu­bią ci, którzy oglądają się za siebie


Nigdy niekończąca się groza...


Bler. Człowiek ze Światła! Poznaj POLSKIEGO SUPERBOHATERA!


Zapraszamy w pełną grozy podróż z mapą cieni


Czytam, bo lubię grozę


Patchwork

Kojarzycie patchworkowe narzuty? Charakteryzuje je to, że są zszyte z kawałków rozmaitych materiałów. Każdy składający się na nie fragment pochodzi z innego „źródła”, może więc mieć inny kolor, fakturę i wzór. Mimo iż, koniec końców, tworzą one całość, to poszczególne skrawki tkanin zachowują indywidualny charakter. Mam wrażenie, że Ann Patchett pisząc Dziedzictwo, kompozycję powieści i sposób prowadzenia fabuły, podporządkowała właśnie takiej idei skrawkowości. Nie dość bowiem, że w swojej książce oddała głos różnym bohaterom, będącym w większości członkami „patchworkowej rodziny”, to na dokładkę zburzyła w niej całkowicie chronologię. W ten sposób czyniąc opisywane przez siebie wydarzenia niekompletną mozaiką, którą czytelnik musi złożyć sam. Trzeba przyznać, że to ciekawe wyzwanie.

Punktem wyjścia dla „pozszywanej” sagi rodzinnej Ann Patchett są chrzciny rocznej Franny Keating. Od samego początku czujemy, że w powietrzu wisi katastrofa. Gości jest za dużo, dzień jest wyjątkowo upalny, nie ma czym oddychać i wszyscy są ogromnie spragnieni. Wystarczył więc jeden nieproszony gość, sok z pomarańczy i trochę alkoholu, by wydarzyło się coś czego nikt się nie spodziewał. Żaden z obecnych (i nieobecnych) Keatingów ani Cousinsów nie mógł przecież przypuszczać, że święto małej dziewczynki, spowoduje lawinę niespodziewanych zdarzeń, w wyniku której staną się członkami rozdartej i pozszywanej na nowo rodziny. Aż chciałoby się powiedzieć, że ze swoimi wyborami i ich konsekwencjami, życie po prostu takie jest. Nigdy nie wiadomo, który dzień wywróci je do góry nogami i jaki niepozorny drobiazg nada kształt jego dalszym losom.

W Dziedzictwie natkniemy się na zdradę, chorobę, zranione serca, samotność i zagubioną szóstkę dzieci. Ann Patchett nie obciążyła jednak czytelnika nadmiarem nachalnych emocji, które w trudnych momentach towarzyszyły bohaterom. Nie uległa pokusie poruszania się po linii najmniejszego oporu, dzięki czemu jej powieść pozostała stonowana, daleka od krzykliwości i przesady. Z ogromną delikatnością koncentruje naszą uwagę na kolejnych bohaterach i podejmowanych przez nich decyzjach, nikogo przy tym nie oceniając. Prowadząc akcję pomiędzy kolejnymi wspomnieniami, potknięciami, życiowymi sukcesami i porażkami, moralizowanie oraz potępiające wywody zastąpiła ciepłem i humorem.

Pisarka zafundowała czytelnikowi swoistą, niekończącą się grę luster – jej bohaterów łączy bowiem sieć zależnych od siebie połączeń. Nawet wtedy, gdy już od lat nie mają ze sobą kontaktu, pozostało przecież coś, co kiedyś ich połączyło i uczyniło ludźmi, którymi są dziś: wspólne wakacje, kłótnie, niechęć, tabletki na alergię, dżin zmieszany z sokiem pomarańczowym a nawet śmierć. Nie w każdym miejscu losy bohaterów się jednak zazębiają. Każdy z nich wnosi na karty powieści także swój prywatny bagaż: opowiada historię własnych wyborów, walczy ze swoimi demonami i „przeżywa” świat na swój niepowtarzalny sposób.

Powieść obyczajowa nie jest moim ulubionym gatunkiem literackim. Ale o dziwo Dziedzictwa nie czytało mi się źle – pewnie dlatego, że nikt nie próbował w nim terroryzować mnie ckliwością ani wymuszać na mnie emocjonalnych reakcji. Jeśli przymknąć oko na problemy, jakie korekta miała np. z odmianą zaimków, to była to lektura nawet przyjemna. Na słowa uznania na pewno zasługują tutaj przemyślana kompozycja i tematyka, tworzące razem zgrabną całość. Kolejny plus: Patchett nie podaje czytelnikowi wszystkiego na tacy i nie traktuje go jak niedomyślnego  nieboraka. Pozostawia za to sporo miejsca na refleksję (chociażby na temat tego jak zmieniło się od lat 60 podejście do dzieci i sposób ich wychowywania), prowokując do zapełniania fabularnych luk własnymi wyobrażeniami. Tym bardziej szkoda, że Dziedzictwu zabrakło czegoś, co sprawiłby, że nie wyparuje ono od razu po przeczytaniu z mojej pamięci.

Długich dni i zaczytanych nocy
Podążajcie za Atramentowym Królikiem!

Zobacz również:

COPYRIGHT © 2017 ALICYA.PL

STRONY INTERNETOWE I REKLAMA:Distort Studioswww.distortstudios.com