Alicya w Krainie Słów


Drogę gubią ci, którzy obracają się za siebie


Koniec nie nadejdzie


HIT lub KIT, czyli film tygodnia


Polecamy


Czytam, bo lubię grozę


Wszystko co dobre zaczyna się od kota

A gdy już się zacznie, to nie ma odwrotu. I całe szczęście.

Gdy po raz pierwszy zobaczyłam „Frankiego” stwierdziłam, że to powieść dla mnie. BO KOT. Z początkiem lektury przyszły jednak wątpliwości. Czy na pewno mam ochotę na historię, która mnie zasmuci, zmusi do refleksji, by na końcu otulić niczym ciepły, miękki kocyk? Czy chcę opowieści którą znam, bo przecież czytałam ją już, w różnych wersjach, wielokrotnie? Mimo owego zwątpienia i początkowej powściągliwości, nie przerywałam – na szczęście – lektury i, nawet nie wiem kiedy, wsiąkłam w nią doszczętnie. Pokochałam nietuzinkowego (a czy jakikolwiek kot jest tuzinkowy?) Frankiego i jego koci, nieświadomy zawiłości ludzkiego świata, punkt widzenia.

Okazało się więc, że intuicja podpowiedziała mi dobrze: tym razem, wbrew mylącym podszeptom, chciałam właśnie takich, znajomych mi i ciepłych wzruszeń.

***

Wyobraźcie sobie sytuację ostateczną, w której odkrywacie, że bezczelnie gapi się na was kot. Intymność, którą chcieliście zachować w tej okrutnie smutnej chwili, diabli biorą. Dlatego też, rozporoszeni i nieźle wkurzeni, ruszacie na przypadkowego świadka z tym, co macie pod ręką. Niespodziewanie wasz rzut okazuje się celny i robi się wam z tego powodu oczywiście głupio. Skomplikowana sprawa komplikuje się jeszcze bardziej, gdy kot odzyskawszy przytomność postanawia do was przemówić…

W taki właśnie sposób Frankie, „przytrafia się” Richardowi Goldowi. Mężczyźnie, który wraz ze śmiercią ukochanej żony stracił sens życia i nie widzi już dla siebie żadnej przyszłości. Oszołomiony nagłym zwrotem akcji, nie zdaje sobie jeszcze sprawy z tego, że gdy kot raz przekroczy próg jakiegoś domu, to zazwyczaj w nim zostaje i, że od tego momentu jego życie ma szansę się zmienić. Chociażby dlatego, że obok pojawi się ktoś na swój sposób bardzo ufny, kogo nie chce się zawieść. Chociażby dlatego, że trzeba będzie czasami zdjąć smutny szlafrok i wyjść z łóżka by kupić sierściuchowi jedzenie, albo wytrzeźwieć i zabrać go na wymarzoną wycieczkę do………Hoolywoodu!

Bo kot, jak to kot. Nie pyta po co, tylko po prostu jest. A ta jego obecność jest bezwstydnie wymagająca i lubi się rozpychać w życiu nią obdarowanego. Czy to jednak wystarczy, by ktoś pogrążony w rozpaczy znów nauczył się kochać życie? Banalnym byłoby stwierdzenie, że tak, a ta historia banalną nie jest. Dlatego ta dwójka – śmiało można powiedzieć, że po przejściach – oczywiście staje się dla siebie wzajemnie „iskierką nadziei”, a może nawet „punktem zwrotnym”, ale musicie wiedzieć, że droga którą wspólnie kroczą jest bardzo wyboista i nie ma na niej jasnego ani oczywistego celu – tylko walka o to by go znaleźć.

Wszystko czego stajemy się tutaj świadkami to pretekst do snucia, przez pryzmat kociej filozofii, rozważań o życiu. „Frankie” mówi bowiem o tym, jak być szczęśliwym, jak czerpać radość z chwili, jak być dobrym i jak być kochanym, a także jak przetrwać w świecie, gdzie nieustannie paraliżuje nas poczucie straty. To jedna z tych powieści, których nie wypada kończyć oczywistym happy endem, ponieważ to odbiera im głębię, czyniąc nieznośnie powierzchownymi. Dlatego – słusznie – zakończenie pozostawiono tym razem otwartym, co z jednej strony dodaje czytelnikowi otuchy, z drugiej nie pozostawia mu złudzeń na temat natury otaczającej go rzeczywistości.

„Frankie” nie jest powieścią szczególnie oryginalną i świeżą. Jego „bezpieczna” forma sprawdza się więc doskonale w sytuacji, gdy chcemy poobcować ze słodko-gorzkimi  emocjami i tak po ludzku pośmiać się przez łzy. O mocy tej książki przesądza przede wszystkim nieoczekiwana zmiana perspektywy. Jej narratorem jest bowiem kot, który tłumaczy nam świat, swój i Golda, po kociemu, kocim językiem konkretu. Wprowadza to do powieści, traktującej o trudnych tematach, element humorystyczny i rozładowuje nieznośnie napięcie. Dodatkowym smaczkiem są tutaj dosyć nietypowe opisy zwierząt, które przypisują im zupełnie inne cechy, niż robią to ludzie, np. lisy to pozytywnie nastawieni do wszystkiego ściemniacze, a sroki zawsze są w złym humorze i okropnie przeklinają.

„Frankie” to rozbrajająco szczera i mądra w ciepły sposób powieść. Plasterek miodu i czas zadumy, nie tylko dla kociarzy.

 

[współpraca barterowa]

Zobacz również:

COPYRIGHT © 2024 ALICYA.PL

STRONY INTERNETOWE I REKLAMA:Distort Studioswww.distortstudios.com