Alicya w Krainie Słów

Trwają prace techniczne nad stroną. Niektóre funkcję mogą nie działać poprawnie. Przepraszamy za utrudnienia.


Czytanie rzeczy różnorodnych sprawia największą przyjemność


Drogę gu­bią ci, którzy oglądają się za siebie


Nigdy niekończąca się groza...


Bler. Człowiek ze Światła! Poznaj POLSKIEGO SUPERBOHATERA!


Zapraszamy w pełną grozy podróż z mapą cieni


Czytam, bo lubię grozę


I Siemianowicki Bieg Świetlików 25.06.2016

Siemianowice Śląskie świętowały wczoraj na całego. Trzeba przyznać, że impreza była bardzo udana – i to od samiutkiego rana. Festyn dla najmłodszych rozpoczął się przy „Rzęsie” już o godzinie jedenastej. Czekały tam na nich liczne atrakcje i zabawy. O trzynastej, nasi mali biegacze mogli spróbować swoich sił na odcinkach 200, 400 i 800 metrów. Na mecie oprócz medali czekały na nich także inne nagrody. Warto było więc się trochę spocić.

5 kilometrowy bieg główny wystartował o 21, parę minut później rozpoczął się marsz Nordic Walking. Niezmiernie cieszę się, gdy te starty są rozdzielone. Człowiek może być wtedy spokojny o to, że nie dostanie się w kijkowy klin, a – jak z doświadczenia wiemy – zawodnicy potrafią nimi nieźle przyłomotać, nie celowo oczywiście. Na szczęście po 21 było jeszcze widno (chociaż w oddali nieco grzmiało, to burza postanowiła nie zawitać w te rejony), więc dało się pokonać trasę bez czołówek i latarek (jeśli ktoś zapomniał zabrać je ze sobą – jak ja na przykład). Trasa – identyczną pokonywaliśmy na Nocnych Markach – do najtrudniejszych nie należy. Dzięki temu każdy, niezależnie od formy i stopnia zaawansowania, da jej radę. Można zaryzykować stwierdzenie, że jest idealna, bo na pewno nie zniechęci do aktywnego spędzania czasu nikogo, zwłaszcza tych, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z biegiem lub marszem.

Po biegu na zawodników czekał posiłek regeneracyjny w postaci kiełbachy, którą każdy mógł sobie samodzielnie upiec nad ogniskiem. Podczas posiłku można było zobaczyć także występ OKB Grupy Artystycznej, która zaprezentowała nam widowiskowy taniec z ogniem. Trzeba lubić i rozumieć ten żywioł, żeby wejść z nim w tak bliską i „szaleńczą” momentami interakcję. Za odwagę, pasję i samozaparcie należy się im ogromny podziw. Ten punkt programu przypomniał nam dobitnie o tym, że co by nie mówić, Sobótka to także święto ognia. Kiedyś wierzono, że tańce wokół ognisk i skakanie przez ogień oczyszczały i chroniły przed demonami.

Uroczysta dekoracja i losowanie nagród, pozwoliły by rozgrzana atmosfera wciąż utrzymała wysoką temperaturę. Obok tradycyjnych wyróżnień znalazły się również takie za najfajniejszy wianek i dla najbardziej rozświetlonego zawodnika. Chcąc wziąć udział w losowaniu nagród, trzeba było oddać numerek startowy, pewnie więc mało kto zabrał go ze sobą do domu na pamiątkę. Dowiedzieliśmy się także, kto jako pierwszy przekroczył bramkę na pierwszym kilometrze i otrzymał nagrodę od Banku BGŻ. Warto było na początku rozwinąć prędkość nadświetlną.

Duży plus za organizację: rozsyłaną mejlowo mapkę z parkingami, szatnie i leżaczki na trawie, a także luźną i wesołą atmosferę. Trzeba przyznać, że także prowadzący spisał się pierwsza klasa. Cóż więcej mogę napisać? Mam nadzieję, że w przyszłym roku odbędzie się kolejny Siemianowicki Bieg Świetlików i że będę mogła wziąć w nim udział. A kto wie, może następnym razem puszczę starym zwyczajem wianek na wodę? W końcu Rzęsa jest tuż obok.

P.S. Projekt medalu bombastyczny 🙂

Zobacz również:

COPYRIGHT © 2017 ALICYA.PL

STRONY INTERNETOWE I REKLAMA:Distort Studioswww.distortstudios.com