Alicya w Krainie Słów


Drogę gubią ci, którzy obracają się za siebie


Koniec nie nadejdzie


HIT lub KIT, czyli film tygodnia


Polecamy


Czytam, bo lubię grozę


Carmagedon przy kombajngedonie to betka

Należę do osób, na których niespecjalnie robi wrażenie widok rozczłonkowywanych czy miażdżonych ludzkich ciał. Jeśli jednak chodzi o przemoc wobec zwierząt, to sprawa wygląda zupełnie inaczej. Nie potrafię zdzierżyć faktu, że mogą przeżywać katusze z powodu chorej psychiki jakiegoś zwyrodniałego człowieka, o ile w ogóle kreaturę dopuszczającą się takich czynów można jeszcze nazywać człowiekiem. Dlatego muszę przyznać, że początek Jazdy, opowiadania Jakuba i Tomasza Siwców, był dla mnie wyjątkowo trudny do strawienia. Gdybym tylko takiego Maciusia przyłapała na jego „zabawach”, to wierzcie mi, niewiele by z tego dzieciaka zostało…

Takich bohaterów nie tworzy się jednak po to, by ktoś ich lubił lub im współczuł, muszę więc przyznać, że autorom w pełni udało się zniechęcić mnie do Maciusia i obudzić we mnie jak najgorsze instynkty. Wkurzał mnie i drażnił, a przy okazji przypomniał o tym, że obserwując uważnie dziecko można bardzo wcześnie wywnioskować czy ma zadatki na psychopatę lub socjopatę. Zaplanowanie i pozbawione empatii działania sześcioletniego Maćka powinny więc sprawić, że dorosłym zapalą się w głowach czerwone lampki. Nie żyjemy jednak w idealnym świecie, więc dzieciak mógł bezkarnie rozwijać swoje hobby, które polegało na rozjeżdżaniu wszystkiego co popadnie z pomocą coraz to wymyślniejszych maszyn. Niezwykle kręcił go dźwięk pękających i miażdżonych kości oraz widok rozlewających się wnętrzności. Koniec końców „wyrósł” więc ze zwierząt i postanowił zacząć rozjeżdżać ludzi. Pojedyncze ofiary szybko go jednak nudziły, pragnął bowiem dokonać czegoś naprawdę spektakularnego. Stworzony do „wielkich czynów” Maciek, po latach wprawek i przygotowań, uzbrojony w kombajn, w końcu mógł przystąpić do realizacji swojego wielkiego planu. I to w szczególnych okolicznościach, bo podczas warszawskiego Marszu Niepodległości.

Jazda to prosta i krótka historia, której akcja toczy się błyskawicznie od „sceny” do „sceny”. Poznajemy bowiem tylko kilka kluczowych momentów z życia Maćka, które pokazują nam kolejne etapy rozwoju jego morderczej pasji: gdy miał lat sześć, piętnaście, osiemnaście… Autorzy nie bawią się w „wypełniacze” tekstu ani w rozbieranie psychiki bohatera na części pierwsze, nie próbują również tłumaczyć skąd wzięła się jego chora fascynacja. W zamian za to, nie patyczkując się z naszymi żołądkami nie szczędzą nam obrzydliwych szczegółów i tryskającej obficie wokoło krwi. Jeśli o mnie chodzi, to przypomnieli mi jeszcze jak durnym pomysłem, jest wciskanie sobie wieczorem do uszu słuchawek na odludnej, polnej drodze.

Jeśli ktoś jeszcze nie wie czy tego typu horrory to literatura dla niego i nie chce zaczynać od dłuższych form, to w takim wypadku Jazda stanowi ciekawe wprowadzenie w arkana gatunku. Nie jest za długa, czyli nowicjusza nie zamęczy, a i jak zaznaczono we wstępie, ze względu na wiek współautora pewne – mocniejsze – wątki nie są w niej poruszane.

Co widać gołym okiem, to całkiem udany horrorowy debiut. Teraz pozostaje nam tylko czujnie obserwować, jak Jakub wspierany przez Tomasza, wypracowuje swój styl i rozwija warsztat.

Długich dni i zaczytanych nocy.
Podążajcie za Atramentowym Królikiem!

Zobacz również:

COPYRIGHT © 2019 ALICYA.PL

STRONY INTERNETOWE I REKLAMA:Distort Studioswww.distortstudios.com