Alicya w Krainie Słów

Czytanie rzeczy różnorodnych sprawia największą przyjemność


Drogę gubią ci, którzy obracają się za siebie


Koniec nie nadejdzie


HIT lub KIT, czyli film tygodnia


Polecamy


Czytam, bo lubię grozę


Film sponsorowany przez SMART GLASSES

Nie będę ukrywać: zwabiło mnie to wyróżnione w tytule, czerwone „Z” nawiązujące dosyć wyraźnie do Word War Z. Jego obecność nie mogła być przecież zwykłym zbiegiem okoliczności ani subtelną kokieterią, to był bardzo czytelny przekaz: na ekranie prędzej czy później pojawią się żywe trupy. Jedyną zagadką pozostało to, w jaki sposób zostaną przedstawione przez izraelskich twórców. I niestety rozczarowały mnie. Po sensie, JeruZalem przyrównałabym do  Jako w piekle tak i na ziemi a nie do Word War Z. Tyle, że zamiast piekielnych demonów mamy tutaj skrzydlate latające zombie i tym razem nie ludzie schodzą do piekła, ale to ono wyłazi do nich. W sumie jedynym atutem tego filmu jest to, że naprawdę nakręcono go w Jerozolimie. Niestety wizja braci Paz nie porwała mnie, ani nie przekonała.

Szkoda, bo początek filmu był całkiem obiecujący i nieźle rozbudzał ciekawość. Pojawiła się w nim bowiem zapowiedź tajemnicy, której od setek lat strzegą przywódcy duchowi największych religii. Muszą działać razem przeciwko wspólnemu wrogowi, który co jakiś czas zaznacza swoją obecność na ziemi. Tę poważną i intrygującą atmosferę wstępu, szybciutko zastępują hihy i hahy dwóch rozpuszczonych, bogatych nastolatek, które wybierają się na wycieczkę życia. Sarah (Yael Grobglas) i Rachel (Danielle Jadelyn) postanawiają zwiedzić – a raczej mocno w nim zaszaleć – Izrael. Plany krzyżuje im jednak nowo poznany w samolocie przystojniak Kevin (Yon Tumarkin), który przekonuje je by wybrały się wraz z nim do Jerozolimy. Obeznany w horrorach widz oczywiście wie, że to zły wybór, czeka więc cierpliwie, na to, co się dziewczynom przydarzy.

Zanim jednak akcja rozkręci się na dobre, oglądamy relację z wakacyjnego wypadu Amerykanek, na którym nie może oczywiście zabraknąć alkoholu i imprez. O dziwo przemyciło się nawet trochę zwiedzania. Dziewczęta zdają się nie zauważać, że w związku z nadciągającym świętem Yom Kippur, atmosfera wokół nich gęstnieje i że w mieście budzi się coś złowrogiego. Te obyczajowe obrazki, uświadamiające nam zróżnicowanie kulturowe, stanowią tę lepszą (nie żartuję) część filmu. Gdy następuje bowiem mocne uderzenie mające wyrwać nas z przyjemnego rozleniwienia, na ekranie niestety robi się totalny bajzel. Odniosłam wręcz wrażenie, że reżyser przestał panować nad tym co działo się na planie. To co po sennym wstępnie miało stanowić porządną dawkę akcji i emocji, zostało źle poprowadzone. Oczywiście istnieje możliwość, że totalny chaos, którego jesteśmy świadkami, to efekt zamierzony, trudno bowiem oczekiwać by ludzie w obliczu inwazji zachowywali się racjonalnie i zachowali zimną krew. Takie przedstawienie zdarzeń miałoby jednak sens tylko w przypadku, gdyby film był od początku utrzymany w podobnym tonie. A tutaj niestety zaserwowano nam dwie zupełnie nie pasujące do siebie połówki i nawet nie próbowano ich jakoś sensownie związać.

Trzeba przyznać jednak, że found footage przechodzi istną rewolucję. Pisałam niedawno o kręceniu filmu latarką (Nightlight), a teraz najwyraźniej przyszła kolej na inteligentne okulary. Przynajmniej obraz jest stabilniejszy: co głowa to nie ręka. Twórcy postarali się jednak byśmy i tak niewiele widzieli… Wiemy, że w podziemiach powinno być ciemno, nie obrazilibyśmy się jednak na reżysera, gdyby sprawił, że na ekranie mimo to byłoby coś widzieć. W filmach godzimy się przecież na pewną umowność….

O ile idiotyczne decyzje są wpisane w charakter horrorowych postaci, i nie można mieć im za złe, że dokonują kiepskich wyborów, o tyle marne aktorstwo trudniej już przełknąć. Dziewczęta i ich towarzysze nie budzą szczególnej sympatii. Szczególnie do gustu nie przypadła mi bohaterka mająca nagrywające wszystko okulary. Drażniła mnie do tego stopnia, że miałam ochotę ją spoliczkować, byleby przestała już kwękać, jęczeć, smarkać i piskać. Niestety Rachel jak na złość jest główną bohaterką i nie ważne jak mocno życzylibyśmy jej, żeby w końcu ją coś zżarło, będzie nam długo działać na nerwy. Oprócz bohaterów, nie powalają także latające zombie  -zwłaszcza te, które noszą inteligentne okulary i mają dostęp do facebooka… Może zresztą jest w tym wszystkim coś symbolicznego: podobno rozwój technologii i portale społecznościowe czynią z nas właśnie takie żywe trupy…

To co działo się na naszych oczach w JeruZalem było boleśnie przewidywalne. Takie bezmyślne „kopiuj wklej” amerykańskich produkcji z apokalipsą w tle. Nie ukrywam, że głównie intrygował mnie zawarty w filmie kontekst kulturowy. Chciałam zobaczyć, jak twórcy sobie z nim poradzą, jak go rozwiną. Niestety zamiast uczynić z niego atut, prawie całkowicie go zaniedbali. Nie wyeksponowali nawet charakterystycznych dla miejsca akcji, tworzących labirynt, ciasnych uliczek. Wizualne możliwości starego miasta zostały więc potraktowane po macoszemu. Podsumowując: płytkie filmidło, w którym -wielka szkoda – bracia Paz nie wykorzystali potencjału tego co, i gdzie tworzyli.

Zobacz również:

COPYRIGHT © 2019 ALICYA.PL

STRONY INTERNETOWE I REKLAMA:Distort Studioswww.distortstudios.com