Alicya w Krainie Słów

Trwają prace techniczne nad stroną. Niektóre funkcję mogą nie działać poprawnie. Przepraszamy za utrudnienia.


Czytanie rzeczy różnorodnych sprawia największą przyjemność


Drogę gu­bią ci, którzy oglądają się za siebie


Nigdy niekończąca się groza...


Bler. Człowiek ze Światła! Poznaj POLSKIEGO SUPERBOHATERA!


Zapraszamy w pełną grozy podróż z mapą cieni


Czytam, bo lubię grozę


Nawróć się

Pamiętacie film pt. Świątynia? Kanadyjczycy na miejsce akcji wybrali polską prowincję, przedstawiając ją jako miejsce, w którym czas dawno zatrzymał się w miejscu. Z podobnym obrazowaniem mamy do czynienia w Krucyfiksie. Mimo iż można  tutaj dotrzeć samochodem, jest internet i działają telefony, to niewielka rumuńska miejscowość wygląda tak jakby jeszcze wiele wody musiało upłynąć zanim dotrze do niej XXI wiek. Na to qusi-średniowiecze można jednak przymknąć oko. Trzeba bowiem przyznać, że przedstawione w ten sposób miasteczko doskonale komponuje się z surowym i szorstkim krajobrazem. I właściwie to dopasowanie można potraktować jako jedyny atut produkcji. Pod każdym innym względem film jest niedbały i niewiarygodny.

Początkowo film zapowiada się obiecująco. Widz zostaje zabrany do mrocznego kościoła, gdzie na przywiązanej do krzyża zakonnicy odprawiany jest egzorcyzm. Niestety obrzęd poświęcenia zostaje przerwany i poddana mu kobieta umiera. Walczący z demonem kapłan trafia do więzienia, a to – wiadomo – świetny kąsek dla spragnionej sensacji prasy. W momencie, gdy do akcji wkracza sceptycznie nastawiona do spraw wiary Nicole (Sophie Cookson) zaczynamy odczuwać zawód. Młoda dziennikarka przekonana o tym, że wszystkiemu winne są zabobony, zaczyna prowadzić własne śledztwo, które podąża w z góry przewidywalnym kierunku. Gdy przybywa na prowincję, spotyka (obowiązkowo przystojnego) młodego księdza, który przekonuje ją, że szatan istnieje naprawdę. Ze starcia ich poglądów niestety nic interesującego nie wynika, żadna dwuznaczność ani wątpliwość. Liczy się tylko jedna, z góry narzucona interpretacja. Wyczuwalne napięcie szybko gaśnie i niestety nie zostaje wskrzeszone aż do rozczarowującego zakończenia filmu.

Główna bohaterka jest tak nijaka (zresztą tak samo jak prowadzone przez nią dochodzenie), że właściwie jest nam jedno co się jej przytrafi. Jej relacja z duchownym również nie wnosi niczego, co mogłoby chociaż trochę ożywić fabularną mieliznę w której oboje utknęli. Zważywszy na okoliczności, wydaje mi się dziwne, że nie wyczuwamy wokół tej pary aury zła, które przyczajone czeka na to, by w odpowiednim momencie zaatakować. Przecież sama świadomość obecności demona powinna budzić w widzu podskórny niepokój. Nic takiego się jednak nie dzieje, a z ekranu wieje coraz przeraźliwszą nudą. Twórcy postanowili ratować napięcie typowymi dla kina grozy chwytami (trzaskające drzwi, muchy, zmieniony głos itd.), na szczęście nie przesadzili z ich ilością. Niestety więc ZŁY, nękający małą społeczność to wątek, którego potencjał całkowicie zmarnowano, czyniąc z niego tło forsowanej na siłę ideologii.

Temat wiary, nawrócenia, pokus i opętania w Krucyfiksie potraktowany został po łebkach i wraz ze swoim nachalnym przekazem budzi raczej zniechęcenie niż zachwyt. Ukazany tutaj demon nie jawi nam się jako istota, która wybiera na cel ludzi głęboko wierzących, rozkoszując się powolnym ich wyniszczaniem. By stać się jego ofiarą wystarczy żyć w głębokim poczuciu winy. Łatwy kąsek dla tego leniwego bytu stanowią ludzie, którzy uważają się za grzesznych. W pewnym sensie więc opętanie można potraktować, jako karę za wypaczone postrzeganie grzechu i religijności. W filmie irytujących jest także kilka innych kwestii. Czy ktoś prawdziwie wierzący mógłby być tak naiwny by sądzić, że w „niebie” jest miejsce tylko dla katolików lub, że można kogoś nawrócić szantażując go emocjonalnie? Czy ktoś taki traktowałby swojego Boga jak głupca, dla którego liczy się ilość nie jakość?

Krucyfiks mógłby się obronić, gdyby stawiał jakieś sensowne pytania i zostawił widza z obawami i w zwątpieniu. Zamiast tego dostaliśmy niezdarną, przeraźliwie nudną produkcję z fatalnym przekazem. Widz dostał w twarz tanim symbolizmem i kiczowatą sakralnością. Twórcom zabrakło odwagi i chęci by powiedzieć coś zaskakującego oraz godnego zapamiętania.  A szkoda. Jeszcze większa szkoda, że na ekranach kin gości coraz więcej takich jałowych, psujących gatunek produkcji.

Zobacz również:

COPYRIGHT © 2017 ALICYA.PL

STRONY INTERNETOWE I REKLAMA:Distort Studioswww.distortstudios.com