Alicya w Krainie Słów

Trwają prace techniczne nad stroną. Niektóre funkcję mogą nie działać poprawnie. Przepraszamy za utrudnienia.


Czytanie rzeczy różnorodnych sprawia największą przyjemność


Drogę gu­bią ci, którzy oglądają się za siebie


Nigdy niekończąca się groza...


Bler. Człowiek ze Światła! Poznaj POLSKIEGO SUPERBOHATERA!


Zapraszamy w pełną grozy podróż z mapą cieni


Czytam, bo lubię grozę


Wiecie, że z legendami należy postępować ostrożnie?

Niestety peanu pochwalnego nie będzie. Historia opowiedziana przez Martę Szreder miała podobno być „zaskakującym portretem zabójcy” – konkretnie Karola Kota. I owszem ów portret zaskakuje, tyle że w niezbyt pozytywny sposób. Chociaż Karol rzekomo jest głównym bohaterem powieści, niewiele go tutaj tak naprawdę znajdziemy. Właściwie to mam problem z wywnioskowaniem kogo autorka próbowała tak naprawdę nam przedstawić i co w ten sposób chciała osiągnąć – to co napisała miało być „portretem” czy „inspiracją”? W moim odczuciu, nawet zasada licentia poetica nie broni tego tekstu, brakuje w nim bowiem konsekwencji.

Gdyby powieść przedstawiała nam historię jakiegoś „X” – powiedzmy: zagubionego, odstającego od rówieśników introwertyka, który nie radzi sobie z kolejnymi niepowodzeniami (także miłosnymi) – mogłaby okazać się nawet interesująca (chociaż nie pozbawiona mankamentów). Wtedy bowiem zastanowilibyśmy się nad tym czy każdy jest zdolny do morderstwa, czy zbyt długo tłumiona irytacja i rozczarowanie mogą wyzwolić w zwyczajnym człowieku bestię. Problem w tym, że to książka o Karolu Kocie, a on nie był zwyczajnym młodzieńcem. Niestosowne wydaje się więc przekonywanie czytelnika, że to co przedstawiła autorka, to próba odkrycia jego motywacji. Przemilczała bowiem zbyt wiele faktów, a te które nam przedstawiła ułożyły się w obraz za bardzo powierzchowny i ŁAGODNY. Wykreowała ona bohatera, któremu należy się współczucie. Miałam wrażenie, że powinnam ubolewać nad jego zmarnowanymi szansami i straconym życiem. Owszem, nie przeczę, że Karol był swoją własną ofiarą, by jednak oddać jego prawdziwej historii sprawiedliwość, nie można przemilczeć faktu, że nie jedyną…

Lolo Marta SzrederO Karolu Kocie czytałam już sporo. Dlatego zirytowało mnie pominięcie przez Szreder wielu istotnych spraw, bez których, przedstawiony przez nią obraz jest niepełny. Przemilczała fakt, że Karol Kot był sadystą, który od najmłodszych lat znęcał się nad zwierzętami – chociażby kopał i rzucał o ścianę kotami siostry. Zresztą ją również regularnie tłukł czym popadło – nawet wieszakami. W wersji Szreder, myśli o niej, jak o małym aniołku i jest dla niej rozczulająco czuły. Nie wspomniała nam także o tym, że lubił w rzeźni obserwować, jak zarzynane są zwierzęta i pił ich – jeszcze ciepłą – krew. W tekście pojawia się aż jeden nóż. A Kot je przecież kolekcjonował i projektował nawet własne! Autorka nie zająknęła się nawet słowem o wymyślanych przez niego torturach, fascynacji przemocą, o dokonanych przez niego podpaleniach i epizodach z truciznami. Poza tym fantazjował on o gwałtach (jeden nawet zaplanował, ale na szczęście nie udało mu się planu zrealizować). Marzył o torturowaniu zgwałconych kobiet: oblewaniu je benzyną i podpalaniu, obdzieraniu ze skóry, wydłubywaniu oczu i wkładaniu materiałów wybuchowych w krocza. Umysł Karola był „zepsuty”, chłopak miał odrażającą i sadystyczną strukturę osobowości. Portret który wyczytujemy w Lolo jest więc zaledwie pobieżnym szkicem!

LoloMarta Szreder (3)

Ukazany przez Szreder chłopak jest postacią tragiczną. U progu dorosłości, przeżywa spóźniony bunt, ma problemy adaptacyjne, zaborczą matkę-dewotkę i uległego ojca. Ten rodzinny stereotyp – ojciec pantoflarz oraz matka miłująca porządek i węsząca wszędzie grzech – okrutnie kłuł mnie po oczach. Na dokładkę upodlony, podporządkowany ojciec, w końcu heroicznie buntuje się – i to tylko raz – dla syna. Wtedy jest już jednak za późno. Motyw może i byłby wzruszający, gdyby w tej książce były jakiekolwiek emocje. Szreder postanowiła całkowicie wyeliminować dramat ofiar. Liczy się tutaj tylko on – Karol. A to niestety za mało by cała historia była wiarygodna. Kolejne ataki odbywają się więc poza „kadrem” i jakby poza świadomością kata. Dowiadujemy się o nich mimochodem, po fakcie. Nie wątpię, że był to zabieg celowy. Okazał się jednak nie do końca dobrze przemyślany, przez co nietrafiony – odarł bowiem z emocji całą historię. Pozbawił ją więc istotnej warstwy, dzięki której moglibyśmy zobaczyć oblicze mordercy. Może i Kot nie zabijał swoich ofiar w jakiś wymyślny sposób, ale przecież polował na nie, szukał dogodnego miejsca, sytuacji – planował. Czynienie z niego mordercy z przypadku to nieporozumienie. Bo tak naprawdę, to strach pomyśleć do czego jeszcze byłby zdolny, gdyby go nie złapano i gdyby mógł się upodobaniach „rozwijać”.

Biorąc pod uwagę fakt, że to Kot jest tutaj głównym bohaterem, nie dziwi nas zbyt pobieżne przedstawianie reszty postaci. Warto podkreślić, że: Kalina, Marcel i trener naprawdę odegrali ważną rolę w życiu prawdziwego Kota. Relacje między tymi osobami, a Karolem wyglądały oczywiście inaczej niż przedstawiono w książce (imiona też zostały zmienione). Kalinę (czyli Danutę) próbował udusić i wyznał jej prawdę o swojej fascynacji przemocą (uważał, że są parą, ale to nie przeszkadzało mu snuć planów o zamordowaniu dziewczyny), syna trenera planował zabić od początku. Szkoda, że nikt nie pomyślał więc o epilogu z prawdziwego zdarzenia. Wtedy nieznający do tej pory historii Karola czytelnik dowiedziałby się, że to co przeczytał to ćwiartka ćwiartki informacji odziana w kostium fikcji i że jeśli chce dowiedzieć się czegoś więcej, powinien poszukać informacji gdzie indziej.

Lolo Marta Szreder (2)

Kraków z lat 60 został w powieści ledwie naszkicowany. Mimo, że pada tutaj kilka nazw ulic itp. – akcja powieści mogłaby rozgrywać się z powodzeniem gdziekolwiek indziej. Jednym słowem: nie czuć tutaj ducha Krakowa, co jest ogromną stratą, zwłaszcza, gdy weźmiemy pod uwagę, jak klimatyczne to miasto. Na dokładkę zabrakło w tekście lęku przed mordercom, którym przesiąkły ulice i mury domów – przecież strach paraliżował ludzi do tego stopnia, że bali się wychodzić z domów! Nikt nie chciał przecież natknąć się na wampira… Jedynym atutem powieści zdaje się więc być lekki styl – książkę, na szczęście, szybko się czyta.

Dzięki Lolo mieliśmy poznać legendę. Książka miała być: inspirowaną FAKTAMI powieścią o jednym z najsłynniejszych polskich psychopatów. Niestety zamiast tego czytelnik dostał ręki tekst o zagubionym nastolatku, któremu ofiary tylko przypadkowo się „przytrafiają”…

Długich dni i zaczytanych nocy.
Podążajcie za Atramentowym Królikiem.

Zobacz również:

COPYRIGHT © 2017 ALICYA.PL

STRONY INTERNETOWE I REKLAMA:Distort Studioswww.distortstudios.com