Alicya w Krainie Słów

Trwają prace techniczne nad stroną. Niektóre funkcję mogą nie działać poprawnie. Przepraszamy za utrudnienia.


Czytanie rzeczy różnorodnych sprawia największą przyjemność


Drogę gu­bią ci, którzy oglądają się za siebie


Nigdy niekończąca się groza...


Bler. Człowiek ze Światła! Poznaj POLSKIEGO SUPERBOHATERA!


Zapraszamy w pełną grozy podróż z mapą cieni


Czytam, bo lubię grozę


Jesteśmy wrogami i się kochamy, czyli żyli długo i szczęśliwie

Małe zbrodnie małżeńskie, to jedna z lepszych książek Erica-Emmanuela Schmitta. Pisarz ma niesamowity talent do oddawania uczuć i emocjonalnych rozterek w utworach dramatycznych. Oczywistym było, że w jego wykonaniu: miłość, małżeństwo i zatracanie „ja” na rzecz „my”, nabierze innego – nieco przewrotnego – wymiaru. Że napisze o nich tak, jakby zrobiło to samo życie.

Bohaterów poznajemy w momencie, gdy przekraczają próg mieszkania. Dopiero co wrócili ze szpitala, gdzie Giles dochodził do siebie po wypadku, w wyniku którego stracił pamięć. Lisa stara się przypomnieć mu, jakim jest cudownym człowiekiem i wspaniałym mężem. On całkiem słusznie nie dowierza, że jest chodzącym ideałem. Nic z tego, co sobą oboje reprezentują, nie jest prawdziwe. Wszystko to tylko  gra pozorów i naciąganie rzeczywistości. Do czasu. Do czasu, gdy powoli z najciemniejszych zakątków ich wspólnego gniazdka, zaczynają wypełzać na światło dzienne kłamstwa: spakowane walizki, butelki whisky, obojętność i chłód. Nie bez powodu główny bohater, pisarz, jest autorem Małych zbrodni małżeńskich i nie bez powodu jego żona Lisa nienawidzi tej książki. Czytelnikowi pozostaje tylko zastanawiać się, które z nich lepiej się maskuje? Które ukuło sprytniejszy plan?

Kiedy widzicie kobietę i mężczyznę w urzędzie stanu cywilnego, zastanówcie się, które z nich stanie się mordercą.

Kryzys, wiadomo, jest wpisany w każdy związek, jakkolwiek by o niego nie dbać. Pewnego dnia tracimy po prostu czujność i odpuszczamy, gubimy się, stajemy się sobie obcy. Wtedy małżeństwo, ukoronowanie miłości, zmienia się w śmiertelną rozgrywkę, urozmaiconą wymyślnymi torturami. Większość partnerów ma na swoich kontach małe zbornie. Nie ważne jednak, że są małe, wiemy przecież, że nawet malutki kamyk może wywołać lawinę: niedomówień, domysłów, podszeptów, podejrzeń. Główne przewiny kochanków to przemilczenia, kłamstewka, brak okazywania sobie uczuć, przewidywanie porażki, które sprawia, że ta się urzeczywistnia. Dramat Schmitta jest szalenie przewrotny, dlatego pokazuje jak właśnie kłamstwami małżeństwo próbuje ratować związek, a nie go pogrążyć. Jaki  będzie więc efekt mistyfikacji tej pary, jak zakończą się kolejne próby podgrzewania przygasłych uczuć? Nawet nie zauważamy momentu, w którym zaczynamy trzymać za nich kciuki. Bo w Lisie i Gilsie widzimy siebie. Także – o zgrozo – w ich czynach. Łapiemy się więc nadziei, że kryzysy są jednak od tego, żeby zasygnalizować potrzebę zmian i nie muszą wcale oznaczać  końca.

Kochać to znaczy mieć tę wytrzymałość, która pozwala przechodzić przez wszystkie stany, od cierpienia do radości, z tą samą intensywnością.

Znak po raz kolejny wznowił wydanie dramatu Schmitta. Uważam jednak, że lepszą okładkę miało wcześniejsze wydanie, to z 2005 roku. Nowsze są tylko „takie sobie”. Schmitt potrafi świetnie operować słowem, zgrabnie żonglować pomysłem i tworzyć nieprzeciętne lektury. Pójdę za ciosem i odświeżę sobie także kilka innych jego utworów i sprawdzę, jak zareaguję na nie po latach przerwy. Do Małych zbrodni małżeńskich zrobiłam właśnie takie drugie podejście. Chciałam sprawdzić, jak odczytam je bogatsza w pewne doświadczenia, mająca już inne podejście do związków, tworząc też zupełnie inne scenariusze dla swoich relacji damsko-męskich. Gdy czytałam je pierwszy raz, zelektryzowała mnie pierwsza część dramatu. Przepychanki, niepewność, szycie partnera na swoją miarę. Manipulowanie jego amnezją. Drugą część, w której Lisa odkrywa przed mężem swój ból i rozterki rozumiałam – ale jej nie akceptowałam. Tym razem bardziej skupiłam się więc na końcowej części rozgrywki, na torturach, jakie fundują sobie kochający się ludzie po spędzonych wspólnie latach. Mimo wszystko rozwiązanie akcji nadal wydaje mi się zbytnio melodramatyczne. Dobrze, że książka jest krótka, gdyż konieczne w tym wypadku nasycenie emocją w dłuższej formie byłoby dla mnie niestrawne.

Zobacz również:

COPYRIGHT © 2017 ALICYA.PL

STRONY INTERNETOWE I REKLAMA:Distort Studioswww.distortstudios.com