Alicya w Krainie Słów

Czytanie rzeczy różnorodnych sprawia największą przyjemność


Drogę gu­bią ci, którzy oglądają się za siebie


Nigdy niekończąca się groza...


HIT lub KIT, czyli film tygodnia


Polecamy


Czytam, bo lubię grozę


Cierpki smak życia

Czy kobiety powinny nurkować? Dziś nie dostrzegamy powodów dla których w ogóle trzeba by zadawać takie pytanie. Jednak w czasach, gdy, bohaterka książki Jennifer Egan, Anna Kerrigan, zapragnęła zejść pod wodę, jej cel wydawał się niemożliwy do osiągnięcia, tylko dlatego, że nie była mężczyzną. Nie bez powodu mówi się jednak, że „gdzie diabeł nie może tam babę pośle”. Anna okazała się bowiem na tyle inteligentną, twardą, silną i upartą osóbką, że dopięła swego: założyła dziewięćdziesięciokilogramowy kombinezon i zdobyła licencję. Oznaczało to, że została pierwszą kobietą-nurkiem pracującą ramię w ramię z mężczyznami przy naprawianiu statków marynarki wojennej. Osiągnęła cel, dzięki temu, że bardzo szybko zrozumiała, że jeśli chce cokolwiek osiągnąć musi wymknąć się standardom i wyjść z przeznaczonej jej płci roli. Na przekór wszystkim.

Anna podjęła decyzję, doskonale wiedząc, że postępuje źle. Trzymając się zasad, do niczego nie doszła. Zdając sprawdziany, do niczego nie doszła. A nie doszedłszy do niczego, porzuciła ogólną filozofię, zgodnie z którą należało być grzeczną dziewczynką i starać się zadowolić innych. Dlaczego nie brać tego, co się da, dopóki jest okazja?

Zanim Anna dokona niemożliwego, poznajemy ją jako małą, wyjątkowo bystrą, dziewczynkę, która towarzyszy ojcu podczas wyprawy do nadmorskiej posiadłości opływającego w luksusy gangstera Dextera Stylesa. Eddie Kerrigan postanawia dla niego pracować by zapewnić byt swojej rodzinie w pełni świadomy zagrożeń jakie się z tym wiążą. Bo nie dość, że miesza się w sprawy, o których lepiej nie mieć pojęcia, to jeszcze zamierza współpracować z makaroniarzem, w tajemnicy przed swoimi irlandzkimi „pracodawcami”. Zdaje sobie sprawę, że gra w którą się wplątał rządzi się bezlitosnymi i brutalnymi zasadami, wystarczy tylko jeden błąd by komuś podpaść, a ludzie zamieszani w szemrane interesy dosyć często znikają i świat szybko o nich zapomina. Niestety podobny los czeka także na Eddiego, który pewnego dnia po prostu nie wraca do domu. Jego ukochana córeczka najpierw była zbyt mała, później – jak każda nastolatka – zbyt pochłonięta sobą, żeby zrozumieć co się działo z jej ojcem i czym ten się zajmował. Dopiero, gdy jako dziewiętnastolatka powtórnie spotyka Dextera, jak przez mgłę przypomina sobie tamto szczególne spotkanie na plaży i zaczyna zastanawiać się, czy ten mężczyzna miał jakiś związek z tym, że jej ojciec rozpłynął się nagle w powietrzu. Dziewczyna i w tej kwestii (tak jak i z nurkowaniem) uparcie dąży do celu, chce poznać prawdę i póki tego nie zrobi, nie odpuści. Chociaż jej relacja z gangsterem nabiera nieoczekiwanego kształtu, w końcu dopina swego. Okazuje się, że jabłko spadło niedaleko od jabłoni i Anna najwyraźniej po ojcu odziedziczyła hart ducha i waleczną osobowość.

Dexter Styles czuł piasek wdzierający się do jego oksfordów, gdy mozolnie wracał na ścieżkę. Tak jak się spodziewał, uśpiona twardość, którą wyczuł w Edzie Kerringanie, wspaniale rozkwitła w jego ciemnookiej córce. Dowód na to, w co zawsze wierzył: mężczyzn zdradzają ich dzieci. To dlatego Dexter rzadko robił z kimś interesy, zanim poznał jego rodzinę.

Manhattan Beach to nie tylko opowieść o losach niezwykłej kobiety, która postanowiła wytyczyć nowe granice tego, co mogą robić przedstawicielki płci pięknej, ale także wspaniale nakreślona panorama Nowego Jorku lat 30 i 40. Ameryka nie podniosła się jeszcze po wielkim kryzysie, a załamanie rynku i prohibicja sprzyjały powstawaniu gangów oraz przyczyniły się do rozkwitu przestępczości. Ludzie, którym się do tej pory powodziło, jak Eddie i jego rodzina, nagle znaleźli się na dnie i zostali zmuszeni do walki o przetrwanie. Ich rzeczywistość, pełna rozczarowania i niepewności, skontrastowana została z przepychem i władzą, jakimi cieszyli się wyjęci spod prawa bossowie i współpracujące z nimi „szychy”. Na i tak już trudną sytuację społeczną nałożyła się jeszcze II wojna światowa. W tle opowieści o Annie zauważyć możemy więc wszystkie możliwe problemy społeczne, które odciskały piętno na mieszkańcach większych amerykańskich miast, i przemiany, które musiały się w nich dokonać. Chociaż kontekst historyczny nie jest najważniejszym elementem powieści, bo są nimi ludzkie rozterki, sprawił on, że miasto stało się jednym z najciekawszych bohaterów powieści.

To był wielonarodowościowy budynek w wielonarodowościowym kwartale – Włosi, Polacy, Żydzi, wszyscy oprócz czarnych – lecz taka scena równie dobrze mogłaby się rozgrywać w katolickim sierocińcu na Bronksie, gdzie się wychował. Gdziekolwiek, dokąd mógłby pójść, wszędzie zgraja chłopaków.

Sposób przedstawienia kolejnych postaci, tych standardowych, niestandardowych, pobocznych i głównych stanowi jeden z dwóch największych atutów Manhattan Beach. Przede wszystkim występujący w powieści bohaterowie nie są jednowymiarowi i płascy. Wymykając się jednoznacznej ocenie są niezwykle ludzcy i autentyczni. Dlatego potrafimy się z nimi identyfikować i zrozumieć o co walczą. Poza tym nie odnajdujemy tu ani krystalicznie czystych, ani skrajnie mrocznych osobowości. Każda postać jest zdolna do dokonywania złych i dobrych czynów. Zależnie od motywacji dokonuje lepszych lub gorszych wyborów walcząc o swoją przyszłość. I tak Anna, obdarzona wyjątkowo niezłomnym charakterem i inteligencją, potrafi być niezwykle podstępna, miewa także chwile słabości. Bywa niepewna, miękka, stłamszona i antypatyczna. Nie jest nieustraszoną heroiną, tylko zwyczajną dziewczyną z ambicjami. Im mniej jest doskonała, tym bardziej doceniamy jej siłę i odwagę. Dexter Styles, bezwzględny gangster, jawi nam się jako łagodny człowiek ze skłonnościami do głębokich refleksji. Chociaż dorobił się na przemycie alkoholu i ma krew na rękach, trudno go nie polubić. To on zapewnił mi podczas lektury najwięcej emocji, wciąż nie mogłam się zdecydować czy potępić go za wyrachowanie czy współczuć mu tego, że ma mimo wszystko sumienie. Eddie znowuż, to ojciec zdecydowanie inny niż byśmy tego po nim oczekiwali. Potrafi dostosować się do potrzeb chwili przybierając co rusz nową maskę. Nie może udawać jednak sam przed sobą, a twarz którą przychodzi obserwować mu w lustrze, często budzi w nim rozczarowanie, smutek i pogardę…Mimo to nie potrafi się poddać, to nie leży w jego naturze.

Dunellen żarliwie wierzył, że za oczywistymi celami w postaci zysku i przetrwania makaroniarskiego syndykatu, jak lubił go nazywać, kryje się plan eksterminacji Irlandczyków.

Drugi z atutów Manhattan Beach to warsztat pisarki i jej nasączony melancholią styl. W wykreowanej przez Egan barwnej rzeczywistości, euforia niezauważalnie miesza się z przygnębieniem, słony posmak morskiej bryzy ze słodyczą buzujących na języku bąbelków szampana. Pośród kłębów drażniącego, papierosowego dymu, skrupulatnie, dbając o najmniejsze detale, wskrzesza ona specyficznego ducha czasów prohibicji i majaczącej się gdzieś daleko za oceanem wojennej gorączki. Tekst wiele zawdzięcza także fachowej terminologii, która zgrabnie wkomponowana w opowieść nie utrudnia jej odbioru. A uzyskanie takiego efektu, co trzeba przyznać, to niełatwa sztuka.

Noc była wszędzie zachłanna i czarna. Wypełniła samochód i otoczyła Annę. Ale jej strach przed ciemnością zniknął. Nie wiedząc kiedy ani jak, poddała się jej – prześlizgnęła się przez szczelinę nocy. Nikt nie byłby w stanie jej teraz znaleźć.

Autorka dodając kolejne wątki i zatapiając się w retrospekcji wciąż rozcieńcza główną oś fabularną, która skupia się wokół nurkowania Anny i jej głębokiej potrzebie dowiedzenia się dlaczego jej ojciec odszedł. Chociaż akcja rozwija się niezwykle powoli, opowieść od pierwszych stron wciąga. Gdy w końcu drogi bohaterki i Dextera ponownie się krzyżują napięcie sięga zenitu. Czytelnik, z wypiekami na twarzy, pragnie poznać prawdę tak samo mocno jak Anna. Potem przychodzi niestety męczące znużenie lekturą i rozczarowujące zakończenie. Niestety koniec, który zaoferowała nam Egan okazał się dość jałowy. Zgubił się w nim cierpki wydźwięk powieści i wszechobecna gorycz, a rozdzierającą melancholię zastąpiła banalna poprawność i tendencyjność. Pisarka zupełnie niepotrzebnie wygładziła postrzępione krawędzie opowiadanej historii, sprawiając, że jej czar prysł. Wielowarstwowe i wielowątkowe powieści mają na szczęście to do siebie, że każdy może z nich wydobyć coś innego. Zwrócić uwagę na inny sens, przekaz, przyjrzeć się bliżej ukrytym w tle elementom. Pod tym względem Manhattan Beach obfituje w możliwości. Gdy poczujemy, że główny wątek zaczyna nas mierzić i nie spełnia naszych oczekiwań, możemy przecież skupić się na dopełniających go historiach, przechadzać się z bohaterami po Nowym Jorku, zwiedzić stocznię marynarki wojennej i zanurzyć się w zimnym oceanie. Możemy też wczytać się w silnie zarysowany wątek feministyczny, pochylić się nad tematem niepełnosprawności albo poznać blaski i cienie rodzinnego życia gangsterów.

Długich dni i zaczytanych nocy.
Podążajcie za Atramentowym Królikiem!

 

Zobacz również:

COPYRIGHT © 2018 ALICYA.PL

STRONY INTERNETOWE I REKLAMA:Distort Studioswww.distortstudios.com