Alicya w Krainie Słów


Drogę gubią ci, którzy obracają się za siebie


Koniec nie nadejdzie


HIT lub KIT, czyli film tygodnia


Polecamy


Czytam, bo lubię grozę


Drapieżny anioł

To już jest koniec, nie ma już nic…

„Kopalnia, wspomnienia i śmierć”, to trzecia, ostatnia już, część gotycko-westernowego horroru Mirki Andolfo. Od pierwszego tomu wierzyłam w potencjał tej historii, byłam przekonana, że autorka pokaże nam na co ją stać wraz z rozwojem zdarzeń. Czy przeczucie mnie myliło? W odpowiedzi na to pytanie mogę z czystym sumieniem napisać, że seria okazała się niezwykle równa. Jak to zazwyczaj bywa, dla jednych będzie to atut, dla innych wada. Tym, bowiem którym „Mercy” spodobało się od samego początku i zakończenie opowieści przypadnie do gustu. Tym, którzy nie dali jej szansy, spadnie kamień z serca, że niewiele stracili. Ja, mimo braku przełomu i oczekiwanego efektu WOW, nie mogę powiedzieć, że żałuję czasu poświęconego na lekturę. Ot, taka całkiem przyjemna, chociaż  nie wyrywająca z butów, rozrywka z potencjałem.

Tym, którzy jeszcze nie wiedzą, albo nie pamiętają o czym „Mercy” jest, krótko przypomnę najważniejsze kwestie. Bez zapowiedzi, piękna, niczym drapieżny anioł, Lady Hellaine przybywa do  Woodsburgh wraz z niezwykle dystyngowanym, starszym dżentelmenem, który najwyraźniej jest jej opiekunem. Czego ta przedziwna, demoniczna para, może szukać w małym, zapomnianym przez świat miasteczku? Otóż nie jest to tak zwykłe miejsce, jak mogłoby się na pierwszy rzut oka wydawać… Oprócz podejrzanej i brzemiennej w skutki katastrofy, która miała tutaj miejsce kilka lat temu, jego mieszkańcy mierzą się z serią brutalnych morderstw, a rozkwitające na ciałach ofiar „mięsne kwiaty” dają jasno do zrozumienia, że nie dokonują ich ludzie. Na istotę tragedii i nieprzejednany klimat tej opowieści, składają się nie tylko tajemnice, krwawe zbrodnie i rozrywane na strzępy ciała, ale także tragiczny romans, złamane życia i osierocona dziewczynka, która w pożerającej ludzi kreaturze chce widzieć swoją matkę – co zaskakujące – poniekąd ją w niej odnajduje… Sytuacja jest więc nader skomplikowana a relacje w nią wplecione, piętrowo pogmatwane. Jedne wydarzenia wynikają bezpośrednio z drugich, dlatego też komiksy trzeba czytać chronologiczne, w przeciwnym razie zgubi się wątek. Zakończenie „Mercy”, to rzeź i słodki sen o odkupieniu miłości. Mamy więc do czynienia z happy enedem, chociaż nie dla wszystkich, w myśl zasady: bez starty i poświęcenia nie ma zwycięstwa…

W każdym z kolejnych tomów, kliszowość i niedostatki fabularne, zostały nam wynagrodzone czarującą warstwą wizualną. Mirka Andolfo doskonale czuje barwy i z ich pomocą zręcznie buduje klimat nasycony zagrożeniem i…erotyzmem! Jej komiks jest niezwykle zmysłowy, co zawdzięczamy nie tylko śmiałym scenom pełnym nagości, ale także nieco mangowej kresce. Połączenie tak specyficznego stylu z gotyckim, westernowym horrorem, dało rewelacyjny efekt. Oczywiście, jak dla mnie. Ktoś inny może bowiem uznać, że oprawa graficzna „Mercy” jest zbyt ładniutka i nie przystaje do tak specyficznego gatunku.

Jeśli stawiacie na miłą dla oka, mroczną i zmysłową rozrywkę, łączącą dark fantasy z westernem, jest to komiks dla was. Jeśli poza ciekawym miksem gatunkowym szukacie większej głębi i odświeżenia, to tym razem nie ten adres.

Zobacz również:

COPYRIGHT © 2024 ALICYA.PL

STRONY INTERNETOWE I REKLAMA:Distort Studioswww.distortstudios.com