Alicya w Krainie Słów

Czytanie rzeczy różnorodnych sprawia największą przyjemność


Drogę gu­bią ci, którzy oglądają się za siebie


Nigdy niekończąca się groza...


HIT lub KIT, czyli film tygodnia


Polecamy


Czytam, bo lubię grozę


Trupy ze wspólnej szafy

I znów trafił mi się debiut. Tym razem na tapecie Megan Miranda i jej Miasteczko kłamców. Historia o tym, że nie da się zapomnieć, ani o przeszłości, która zapuściła w nas swoje korzenie, ani o kłamstwach, które jak złe duchy mącą w naszym życiu.

Poznajcie Cooley Ridge, typową małą, amerykańską mieścinę. Otoczona lasem, położona u stóp Gór Dymnych, zdaje się swoim istnieniem potwierdzać wszelkie stereotypy, które powstały na temat takich miejsc. To tutaj wychowała się Nicolette, typowa nastolatka, której wydaje się, że jest wyjątkowa i zasługuje na więcej niż nudne życie w Cooley Ridge. Nie oglądając się za siebie, gdy tylko nadarza się okazja wyjeżdża więc, z mocnym postanowieniem, że nigdy nie wróci. Trzeba przyznać, że ucieczka wyszła jej na dobre. Jako dorosła kobieta mieszka w Filadelfii, ma dobrze sytuowanego narzeczonego i świetlaną przyszłość. Niestety los, jak wiadomo, bywa przewrotny i sytuacja zmusza ją do powrotu – w założeniu tylko na dłuższą chwilkę. Musi dopilnować wraz z bratem Danielem sprzedaży rodzinnego domu, a to nie może przecież trwać wiecznie, prawda? Nic nie będzie jednak tak łatwe, jak to sobie wyobrażała. Ledwie przekroczy granicę Cooley Ridge dopadną ją wspomnienia. Głęboko pogrzebane uczucie do licealnego chłopaka Taylera będzie domagało się uwagi, znów dadzą o sobie znać konflikty, które tkwią jak cierń w relacjach z bratem, odżyją emocje i lęki. Najważniejsze z czym jednak będzie musiała się zmierzyć, to sprawa Corinne…

Przyjaciółka Nico zaginęła bez śladu dziesięć lat temu, gdy wyszła samotnie z Wesołego Miasteczka. Nasza bohaterka wracając do domu w którym dorastała, musi znów pogodzić się z tym, że dla mieszkańców miasteczka będzie tylko „tą dziewczyną”, jedną z „tych dwóch”, które potrafiły nabroić nie licząc się z konsekwencjami i „tą która wyjechała”. Póki zagadka nie zostanie rozwiązana, ucieczka Nico przed przeszłością nie jest więc możliwa. Na pewno nie w Cooley Ridge. Zwłaszcza, że jak na złość tuż po jej przyjeździe znika kolejna dziewczyna. Oba przypadki są ze sobą w oczywisty sposób powiązane: Annaleise, żywo zainteresowała się sprawą Corinne i okolicznościami w jakich przepadła, po czym podzieliła jej los. Nico ma powody, by znów zacząć się bać.

Kierunek w którym podąża historia niespecjalnie zaskakuje (zwłaszcza wprawionego w bojach czytelnika), spodziewamy się bowiem takiego a nie innego rozwoju zdarzeń. Wszak mamy do czynienia ze schematycznym thrillerem posklejanym ze sprawdzonych elementów. Megan Miranda osadziła akcję w małym miasteczku na końcu niczego, intrygę oparła na „powrocie w rodzinne strony” i tajemniczym zaginięciu sprzed lat. Bohaterów umieściła w zamkniętej społeczności karmiącej się plotkami i domysłami, w której wszyscy się znają i każdy ma swoje sekrety, skrzętnie poupychane w szafach. W sumie, gdy już poskładamy sobie te elementy w całość, nie ciekawi nas już co się w Cooley Ridge stało, tylko jak do tego doszło. Od pewnego momentu bowiem wiemy już, że rozwiązanie tkwi w klaustrofobicznym świecie trójki głównych bohaterów. Domyślamy się, że wiedzą więcej niż mówią. Zastawili na samych siebie pułapkę, która jak to zazwyczaj bywa zaczęła się od jednego kłamstwa. Te pociągnęło za sobą lawinę następnych. W efekcie od lat tkwią w szachu tajemnic, które próbowali zakopać głęboko, by zbudować dla siebie bezpieczny świat. Niestety poczucie zagrożenia nie mija, a następne zaginięcie buduje kolejny epizod przemilczeń.

Miasteczko kłamców, to nie tylko znana nam już opowieść, zbiór kliszy i schematów. Megan Miaranda zastosowała dosyć ciekawy chwyt, który wywrócił wszystko do góry nogami i sprawił, że jej książka różni się od wielu innych, osadzonych w podobnej tematyce thrillerów. Postanowiła, poza początkiem i końcem, zaserwować czytelnikowi gimnastykę dla neuronów i opowiedziała nam całą historię od tyłu. Odwrócenie chronologii  to chwyt odważny i urozmaicający lekturę. Sprawia także, że ta staje się trudniejsza i bardziej wymagająca. Skupienie, którego wymaga czytanie historii wspak, czyli analizowanie, czy aby na pewno wydarzenia z którymi dopiero co się zapoznaliśmy wynikają z wydarzeń, które właśnie poznajemy, tłumi napięcie, które na pewno towarzyszyłoby nam intensywniej podczas lektury, gdyby ta została przedstawiona nam chronologicznie. Z jednej strony książka dzięki takiej budowie sporo zyskuje, z drugiej może zniechęcać: inwersja to w tym wypadku i atut i słabostka. Jedno jest pewne, zabieg niektórym się spodoba, a innym nie, dzięki temu mało kto będzie w stosunku do książki obojętny. A to już dużo. Tym bardziej szkoda, że rozwiązanie intrygi, które zaserwowała nam autorka jest niestety banalne i niesatysfakcjonujące.

Najgorsze co może chyba spotkać taką książkę to nijaki główny bohater, a Nico jest niestety właśnie beznadziejnie nudną postacią. Niby coś opowiada, niby coś przeżywa, ale to wszystko w jej wykonaniu jest po prostu mdłe. Z wiadomych przyczyn autorka nie mogła dopuścić do tego, by bohaterka zdradziła zbyt wiele przed czytelnikiem i w efekcie wykreowała mało wiarygodną psychologicznie osóbkę. Nie pomogła nawet pierwszoosobowa narracja i to, że bohaterka skupiając się na swoich uczuciach, ma możliwość ujawnienia tylko tego co konieczne, by trzymać nas w szachu do samego końca (czyli początku). Pozostali także się nie wyróżniają. Może trochę życia mogłaby wprowadzić tu Corinne, ale ona niestety zaginęła dziesięć lat temu, co z automatu zabrało jej prawo głosu. Z nikim nie jesteśmy więc w stanie tutaj sympatyzować. Można założyć, że głównym bohaterem powieści tak naprawdę jest wszechobecne i obezwładniające kłamstwo. A bohaterowie są tylko jego nośnikami.

Miasteczko kłamców to powieść nierówna. Obok kiepskich bohaterów mamy ciekawą intrygę, niestety ze słabym finałem, a obok świetnie zastosowanego chwytu z inwersją, nużące dłużyzny. Od debiutu okrzykniętego bestselerem oczekiwałam zdecydowanie więcej. Nie twierdzę, że nie jest to powieść godna uwagi, wiele jej jednak do fenomenu brakuje. Mam nadzieję, że autorka nie spocznie na laurach i będzie szlifowała swój warsztat tak, żeby jej kolejne powieści były lepsze.

Długich dni i zaczytanych nocy.
Podążajcie za Atramentowym Królikiem!

Zobacz również:

COPYRIGHT © 2018 ALICYA.PL

STRONY INTERNETOWE I REKLAMA:Distort Studioswww.distortstudios.com