Alicya w Krainie Słów


Drogę gubią ci, którzy obracają się za siebie


Koniec nie nadejdzie


HIT lub KIT, czyli film tygodnia


Polecamy


Czytam, bo lubię grozę


Nonstead, przedsionek piekła?

Ostatnią opinię pisałam do drugiej w nocy (muszę korzystać z okazji, gdy mała śpi), a skoro byłam już rozbudzona i zadowolona z siebie, bo całkiem sprawnie mi poszło, postanowiłam zacząć od razu czytać kolejną książkę. Wiecie jak to jest: miało być tylko kilka stron by wczuć się w klimat. I nie wiem czy urok rzuciła na mnie wszechogarniająca cisza, czy może to wina nocnej, wyostrzającej zmysły atmosfery niepokoju, ale wsiąkłam totalnie i nie potrafiłam książki odłożyć.

________________________________

Na chwilkę zamienię się w ciotkę dobrą radę i zacznę swoje rozważania o powieści Mortki tak: jeśli kiedyś zdarzy się wam nabroić tak bardzo, że będziecie zmuszeni zmieniać tożsamość i ukrywać się w zapomnianej przez świat dziurze, to pamiętajcie o jednej, najważniejszej zasadzie, sprawdźcie dokładnie miejsce do którego się wybieracie, bo możecie wtopić tak jak Nathaniel.

Jak się zapewne domyślacie, Nathaniel McCarnish to główny bohater Miasteczka Nonstead”. Jako autor bestsellera doświadczył złej strony sławy i na dokładkę rzuciła go dziewczyna Fiona, więc uznał, że najlepiej będzie zerwać z dotychczasowym życiem i na jakiś czas zniknąć. Dokonał jednak kiepskiego wyboru. Miejsce, w którym wynajął swój nowy dom, nie okazało się bowiem wymarzoną bezpieczną przystanią. I to nie dlatego, że to właśnie w tym zapomnianym przez świat miasteczku spędził najwspanialsze chwile ze swoją eks-, więc wspomnienia czyhają na niego na każdym rogu, ani dlatego, że zostaje od razu rozpoznany przez miejscową nauczycielkę, jako TEN pisarz. Chodzi o to, że w Nonstead uwiła sobie gniazdko jakaś złowieszcza siła, która doprowadza ludzi do obłędu i karmi się ich szaleństwem. Natahan z niepokojem odkrywa więc, że tutejszy pastor dzwoni do piekła, miejscowy staruszek, całkiem trafnie, wróżył z drobnych ogłoszeń, demon dyskutuje nocami z małą dziewczynką, w lesie stoi nie dająca się spalić chatka a jakby tego było mało, ktoś ciągle mówi do niego z radia! Początkowo oszołomiony mężczyzna, za wszelką cenę chce dowiedzieć się, co się tutaj dzieje i jak TO pokonać. Całe szczęście, że Nathana postanawiają w tym wesprzeć miejscowy drwal Skinner i wspomniana już nauczycielka Anna, bo w przeciwnym razie, nasz bohater bardzo szybko źle by skończył.

Ogromnym atutem powieści jest jej klaustrofobiczny, małomiasteczkowy klimat, potęgowany przez jesienną, ponurą – depresyjną wręcz – aurę. Wciąż leje, wieje, jest pochmurno, szaro i paskudnie zimno. Nic tylko zaszyć się pod kołdrą i w ramach ucieczki przed mrokiem, zachlać na ament. Nic dziwnego, że ludzie tutaj snują się apatycznie po ulicach, przegrani i pogodzeni z tym, że coś jest w Nonstead mocno nie tak. Im bardziej to co ich dręczy staje się namacalne, tym bardziej są tym znużeni. W mieście musi więc pojawić się obcy, by wyrwać ich z marazmu, by potrafili się przyznać przed samymi sobą, że ich rzeczywistość pękła i, co gorsza, pęka nadal. To doświadczenie przebudzającej się świadomości wywołuje podskórny niepokój i buduje w powieści poczucie zagrożenia. Nie zawsze jednak udaje się je autorowi utrzymać na wysokim poziomie. To co wywołuje dreszcze, przyciąga nas i niepokoi, póki zostaje w sferze domysłów. We fragmentach, w których Mortka odsłania przed nami kolejne elementy układanki, budowane z mozołem napięcie, nieco siada. Wahnięcia te są odczuwalne, ale na szczęście niezbyt uciążliwe i nie powodują, że nasza ciekawość słabnie.

Kolejnym plusem Miasteczka jest bez wątpienia, wciągająca i mocno zagmatwana, intryga. Im dalej w las, tym bardziej chciałam się dowiedzieć, co się tutaj wyrabia, o co chodzi z czarnym wilkiem, kim jest tajemniczy świr „rzeźbiący” swoje ofiary i co ma z nim wspólnego potworny cień! Pod koniec powieści odniosłam jednak wrażenie, że autor zdał sobie sprawę, że „odpłynął” odrobinkę za daleko i miał problem z powrotem. Dlatego zaczął pośpiesznie domykać, cudownie porozwlekane i enigmatyczne, wątki. Nie w każdym przypadku wyszło to dobrze. Bo np. o ile, końcowa rola szorstkiego (ale sympatycznego) Skinnera przypadła mi nawet do gustu, to kompletnie nie kupiłam motywu z Fioną. Jej zachowanie i relacja z Nathanem wypadły mało wiarygodnie.

Godnym uwagi i mającym ogromny potencjał jest jeszcze zawarty w Miasteczku motyw tajemniczego internetowego forum. Zauważmy bowiem, że rozwój nauki i cywilizacji zabezpieczył nasz byt na tyle, że pozbawił nas większości lęków, które dręczyły naszych przodków. Nie oznacza to jednak, że przestaliśmy się całkowicie bać, zmieniły nam się tylko powody. A jako, że horrory odzwierciedlają nastroje i lęki swoich czasów, to okazuje się, że nawet demony idą z postępem. Ich ofiary muszą się więc liczyć z internetową inwigilacją i szukać sposobów na wyrwanie się z demonicznych macek wirtualnego świata. Muszę przyznać, że Mortka przetworzył ten motyw w ciekawy sposób.

Początkowo chciałam dać jeszcze plusa za kota, no ale jednak nie. Ci którzy czytali wiedzą, a ci którzy dopiero będą czytać, przekonają się dlaczego.

P.S. Wydawnictwo Videograf wznowiło powieść Mortki nie bez powodu. Pod koniec września ukaże się bowiem kontynuacja Miasteczka Nonstead pt. Hellware. Jestem bardzo ciekawa dokąd tym razem autor zaprowadzi bohaterów i czy różnica w warsztacie będzie mocno odczuwalna – minęło już przecież osiem lat.

Długich dni i zaczytanych nocy.
Podążajcie za Atramentowym Królikiem!

Zobacz również:

COPYRIGHT © 2020 ALICYA.PL

STRONY INTERNETOWE I REKLAMA:Distort Studioswww.distortstudios.com