Alicya w Krainie Słów

Czytanie rzeczy różnorodnych sprawia największą przyjemność


Drogę gubią ci, którzy obracają się za siebie


Koniec nie nadejdzie


HIT lub KIT, czyli film tygodnia


Polecamy


Czytam, bo lubię grozę


Zaburzona tkanka rzeczywistości

Był wypadek, potem trauma i psychotropy. Gdy juĹź wydaje się, Ĺźe to przeszłość i Eveleight poradziła sobie z przeszłością, niespodziewanie w jej Ĺźycie, za sprawą niewytłumaczalnych incydentĂłw, znĂłw zaczyna wkradać się lęk i niepokĂłj. Jej mąż David nie traktuje jej dziwnych obaw powaĹźnie. Po pierwsze dopiero co odstawiła pigułki, a uraz z przeszłości mĂłgł odcisnąć na jej psychice większe piętno niĹź wcześniej przypuszczali. Po drugie właśnie kupili winnicę i przeprowadzili się do przepięknego domu na odludziu. Ryzyko związane z inwestycją, ktĂłra pochłonęła wszystkie ich oszczędności i moĹźliwość poniesienia poraĹźki w nowej branĹźy mogą przysporzyć sporo stresu. Po trzecie kobieta jest przy nadziei, co czyni z niej hormonalno-emocjonalny, wybuchowy koktajl. Jedyne rozwiązanie, ktĂłre w tej sytuacji jest w stanie wymyślić dla Ĺźony Dawid, to kolejna porcja lekĂłw. W sumie jego podejście nas nie dziwi i nie mamy do niego pretensji, pewnie będąc na jego miejscu, zareagowalibyśmy podobnie. Niestety problemy Eveleight mają bardziej „ulotny” charakter, a ich efekty stają się dla niej coraz bardziej dotkliwe. Kobieta czuje, Ĺźe to z czym się boryka, to nie są zwykłe halucynacje, Ĺźe przyczyny tego, czego doświadcza nie naleĹźy szukać w jej głowie. Poza tym leki – rozwiązanie idealne według męża – mogłyby zaszkodzić dziecku. Zaczyna więc na własną rękę zgłębiać historię miejsca, w ktĂłrym przyszło jej teraz mieszkać. Wnioski do ktĂłrych dochodzi są zaskakujące.

My, jako widzowie od początku nie mamy wątpliwości, że to czego doświadcza Eveleight to nie halucynacje. Twórcy nie podejmowali z nami gry, tylko od razu, bez skrupułów pozbawili nas wątpliwości. Już w pierwszych scenach wprowadzili do fabuły osobę, która potwierdza obawy bohaterki. Skoro wątpliwości odpadają, skupiamy naszą uwagę na poszukiwaniach źródła tajemniczych incydentów. Czy dom jest nawiedzony przez duchy? Coś się w nim strasznego wcześniej stało? Czy przez to wyprowadzili się poprzedni lokatorzy? A może miesza tutaj jakiś demon? A może to wszystko wina Eveleight, która ciągnie za sobą przez życie jakieś widmo? Nie wiem jak wy, ale ja nie odgadłam. Widz nie otrzymuje zresztą zbyt wielu wskazówek. Są tak samo oszczędne, jak „incydenty”: ograniczone do minimum i wyważone. Rozcieńczenie fabuły nie epatującej jakąkolwiek mocniejszą emocją, było zapewne celowym działaniem, które miało nam zostać wynagrodzone w zakończeniu. To owszem, jest zaskakujące, ale w fotel niestety nie wgniata. Na pochwałę zasługuje na pewno związana z nim dbałość o detal. Twórcy bardzo starali się by kolejne „incydenty” zazębiały się z późniejszym „wyjaśnieniem” i muszę przyznać, że nie dopatrzyłam się błędów. Scenariusz pod tym kątem został naprawdę dopracowany i przemyślany.

Akcja, jak juĹź wcześniej zasugerowałam, toczy się dosyć leniwie, zdaje się wręcz tkwić wciąż w tym samym miejscu. Jedyne po czym poznajemy, Ĺźe czas jednak płynie, to rosnący brzuszek bohaterki.  Pozorna statyczność obrazu wynika z tego, Ĺźe w przeciwieństwie do większości współczesnych horrorĂłw, ten nie atakuje nas co pięć minut scenami jump. Nie wzbudza takĹźe napięcia, co dla spragnionych wraĹźeń moĹźe okazać się duĹźym minusem. Fani efektĂłw specjalnych rĂłwnieĹź mogą się poczuć zawiedzeni. Mroczne wizje zostały zbudowane przede wszystkim na nastroju i to nastroju oczekiwania. Przez większość filmu podziwiamy więc piękną scenerię, chłoniemy uroczy krajobraz i karmimy oczy wspaniałymi ujęciami. Jedno szczegĂłlnie mi się spodobało: promienie słońca tańczące na tafli wody, wśrĂłd opadłych liści. W moim odczuciu ten obraz bardzo mocno akcentuje wraĹźenie ulotnego piękna, krĂłtkiej chwili, ktĂłra albo moĹźe wcale nie mieć znaczenia albo moĹźe odmienić wszystko. Bo, czego dowiadujemy się w zakończeniu: zaburzyć i zniekształcić tkankę rzeczywistości jest bardzo łatwo…

Nie rozumiem dlaczego w kampanii promocyjnej wykorzystuje się nazwisko Evy Longorii. Aktorka takiego formatu owszem przyciągnie do ekranĂłw widzĂłw, ale rola Eileen, ktĂłrą jej zaoferowano raczej ich rozczaruje. Eva zagrała postać drugoplanową w nic nieznaczącym dla fabuły epizodzie, jakby po prostu zgodziła się wskoczyć na parę minut na plan w ramach przysługi. Takie przynajmniej odniosłam wraĹźenie. Minimalnie więcej uwagi poświecono Davidowi (Anson Mount) oraz nowej przyjaciółce Eveleight – Sadie (Gillian Jacobs) – ktĂłra kategorycznie odradza bohaterce rozwiązania farmakologiczne, czym komplikuje sytuację i dodatkowo zwiększa napięcie panujące między małżeństwem. (Tak między nami, mąż przypadkowo przyłapany w towarzystwie nieznajomej, teĹź sprawy nie ułatwia. Nie ma się więc co dziwić Eveleight, Ĺźe nie wie komu zaufać). Przez większość czasu widz przygląda się słodkim dziĂłbkom strojonym przez główną bohaterkę. Wybaczcie, ale kreacja zaprezentowana nam przez Islę Fisher nie przypadła mi do gustu. Eveleight jest po prostu nijaką, niezdolną do działania, rumianą mimozą z idealnym makijaĹźem i fryzurą – w kaĹźdej sytuacji. Jeśli targana wątpliwościami i osamotniona kobieta miała balansować na krawędzi szaleństwa, to wypadało by ukazać jakieś tego symptomy. ChociaĹź cienie pod oczami, jeden niesforny kosmyk włosĂłw – cokolwiek! Poza tym chyba kaĹźda kobieta chciałaby będąc w ciąży wyglądać i czuć się zawsze świeĹźo i idealnie – Eveleight zdaje się w ogĂłle nie zauwaĹźać, Ĺźe jest w błogosławionym stanie, przypadłości z nim związane się jej nie imają. Tych kilka elementĂłw powoduje, Ĺźe bohaterka stała się dla mnie niewiarygodna. Na szczęście sytuacja w ktĂłrej się znalazła – zagubiona, nie mogąca zaufać własnym zmysłom kobieta zamieszkująca zatopione wśrĂłd mgieł i wzgĂłrz winorośli domostwo – obroniła się mimo słabego warsztatu aktorki.

Mroczne wizje są filmem miłym dla oka, ale pozbawionym fajerwerkĂłw lub chociaĹźby zwykłego „ach”. Wydaje mi się, Ĺźe z wiadomych względĂłw zrobi on większe wraĹźenie na kobietach będących przy nadziei – przynajmniej jedna z końcowych scen. Przypuszczam, Ĺźe obrazuje ona towarzyszące ciąży i porodowi lęki, ktĂłre wspĂłlne są wielu przedstawicielkom płci pięknej. Poza tym produkcja nie wyróşnia się niczym, co sprawiłoby, Ĺźe zapadłby w pamięć. Osnute zagadką, paranormalne incydenty bardziej  w tym przypadku przypominają thriller niĹź horror. Jeśli jednak porĂłwnam Mroczne wizje z inną produkcją reĹźysera - Klątwa Jessabelle – to muszę przyznać, Ĺźe jest to film zdecydowanie lepiej dopracowany. ChociaĹź najwyraĹşniej wciąż ma on słabość do idealnego wizerunku bohaterek. Wolałabym by sprĂłbował w przyszłości zrezygnować z cukierkowatych aktorek lub chociaĹź zmierzwił im włosy albo rozmazał makijaĹź…

Zobacz również:

COPYRIGHT © 2019 ALICYA.PL

STRONY INTERNETOWE I REKLAMA:Distort Studioswww.distortstudios.com