Alicya w Krainie Słów

Trwają prace techniczne nad stroną. Niektóre funkcję mogą nie działać poprawnie. Przepraszamy za utrudnienia.


Czytanie rzeczy różnorodnych sprawia największą przyjemność


Drogę gu­bią ci, którzy oglądają się za siebie


Nigdy niekończąca się groza...


Bler. Człowiek ze Światła! Poznaj POLSKIEGO SUPERBOHATERA!


Zapraszamy w pełną grozy podróż z mapą cieni


Czytam, bo lubię grozę


Potwór też człowiek, buty nosić musi

Już w Cesarstwie Rzymskim działała instytucja prawna rei vindicatio, której celem było odzyskiwanie rzeczy i oddawanie ich prawowitym właścicielom. Zapewne także wtedy nikt nie lubił windykatorów i uważano ich za potwory w ludzkich skórach. Ciekawe jednak czy ktokolwiek przypuszczał o jakie potwory chodzi? Właśnie ten sekret odkryje nasza świeżo upieczona, upiorna agentka Nelly Rapp, podczas swojej pierwszej samodzielnej misji.

Po wakacjach spędzonych na morderczym szkoleniu w Upiornej Akademii, czyli u wujka Hannibala, Nelly musi wrócić do normalnej szkoły, a tutaj wiadomo dzień, jak co dzień: to matma, to zadanie, to szczepionka. Nuda jednak jej nie grozi, szybciutko dostaje bowiem swoją pierwszą sprawę: ma śledzić niejakiego Roberta Steena. Jej zwierzchnicy przypuszczają, że jest on FRANKENSTEINIAKIEM. Stwory te poznaje się po tym, że: zjadają domowe zwierzaki (na szczęście dla Londyna to akurat okazało się nieprawdą), są poskładane z różnych części (policorpus) i brakuje im połączenia między sercem a mózgiem (dlatego są bezduszne i nieczułe). Kilka dni obserwacji i Nelly ma już całkowitą pewność, że windykator Robert jest frankensteiniakiem. Niestety żaden starszy stażem upiorny agent nie może zająć się unieszkodliwieniem stwora, więc i to zadanie przypada w udziale małej Nelly.

Kierując się zasadą „Trzech S” – Spokój, Sprawdzenie i Spryt – agentka szuka sposobu na to, by poradzić sobie z dużym i silnym przeciwnikiem. Poznany wróg okazuje się jednak nie być wcale taki straszny, jak sądziła. Obawy były gorsze od rzeczywistości. Frankensteiniaki specjalnie separowane przez swoich twórców od ludzi, mają spore kłopoty z wchodzeniem w społeczne relacje. Na dokładkę Robert miał pecha, bo ktoś składając  go „odwalił fuszerkę” i teraz ma on dwie prawe stopy. W efekcie, nosząc najzwyczajniejsze na świecie buty do pary, ciągle odczuwa ból. Dziewczynka dodając dwa do dwóch, tworzy błyskotliwy plan dzięki któremu życie Roberta – i nie tylko –  całkowicie się zmienia. Oczywiście na plus!!

nellyrappPo odkryciu, że ktoś jest potworem, najłatwiej byłoby po prostu wparować do jego domu z widłami i pochodniami. To co najłatwiejsze nie zawsze jest jednak słuszne. Postępowanie Nelly uczy nas, że to co obce i inne nie zawsze jest złe. To sam lęk bywa gorszy. Czasami odrobina dobrej woli i chęć zrozumienia czyichś motywacji, wystarczą, by okazało się, że pozory – jak to mają w zwyczaju – mylą.  W tym konkretnym przypadku nowego znaczenia nabiera powiedzenie, że trzeba pochodzić w czyichś butach, żeby go zrozumieć.

Martin Widmark wypełnił przygody Nelly ładunkiem humorystycznym, więc groza z którą mamy do czynienia w serii o upiornej agentce to taka serwowana z przymrużeniem oka. Świadczą o tym chociażby sytuacje w których ukazany jest nam potwór: w kąpielówkach na basenie i w gabinecie masażu stóp. Całość dopełniają nieco karykaturalne ilustracje Christiny Alvner, które sprawiają, że strachy pojawiające się na kolejnych stronach są dostosowane do wieku czytelnika. Spokojnie więc możecie zostawić najmłodszych sam na sam z lekturą.

P.S. Pamiętajcie o fluorescencyjnych elementach okładki i podczas lektury nie zapomnijcie zgasić na chwilkę światła!

Długich dni i zaczytanych nocy

Podążajcie za atramentowym królikiem!

Zobacz również:

COPYRIGHT © 2017 ALICYA.PL

STRONY INTERNETOWE I REKLAMA:Distort Studioswww.distortstudios.com