Alicya w Krainie Słów


Drogę gubią ci, którzy obracają się za siebie


Koniec nie nadejdzie


HIT lub KIT, czyli film tygodnia


Polecamy


Czytam, bo lubię grozę


Ngunalarum! Nurugare

Kryminał fantasy? A czemu by nie! To idealne odświeżenie dla każdego, kto ma swoje ulubione gatunkowe schematy, ale zaczyna czuć nimi lekki przesyt i potrzebuje krótkiej, acz intensywnej wycieczki w nieco inną stronę. Niezbyt daleko – jednak zdecydowanie w kierunku mniej oczywistym i nieoklepanym.

Wyobraźcie sobie świat, w którym magia wygasła już niczym ostatnia iskra na dnie paleniska. Wzgarda Płomienia, niegdyś wszechpotężne Stowarzyszenie Anymagiczne, blisko czterysta lat temu spaliła na stosie ostatniego czarodzieja. Od tamtej pory panuje błogi „spokój”…przynajmniej oficjalnie. Bo jeśli gdziekolwiek mogłaby narodzić się pokusa, by na nowo rozniecić zakazane sztuki, to na granicy cywilizacji, w nie do końca zbadanej, półdzikiej Kolonii…

Mowa o wyspie, na którą przed wielu laty przybyli ludzie, i jak to ludzie, w ramach „wdzięczności” za gościnne przyjęcie, wybili jej rdzennych mieszkańców. Z biegiem lat miejsce to zmieniło się w kolonię karną, schronienie dla wyrzutków, uciekinierów i tych, którzy pragnęli zatrzeć za sobą wszelkie ślady. Aż wreszcie, dzięki krwawemu buntowi, wyspa uzyskała autonomię i uwolniła się od wpływów kontynentu. Dziś tubylcy – barwny, kulturowy tygiel wszystkiego, co nieludzkie i zbyt ludzkie zarazem – nazywają ją z przekorą po prostu: KOLONIA. Czyli dom ziemowych, ogrów, ludzi, elfich hybryd i stworzeń, o których lepiej nie mówić głośno…głównie dlatego, że niektóre mają naprawdę bardzo dobry słuch.

Owo miejsce, to zakątek na uboczu świata, miejsce nadal idealne do tego, by się zgubić, zniknąć… albo potknąć o coś, co dawno temu powinno zostać zakopane i zapomniane. I tu właśnie wkracza on: naczelnik Pokojowej Warty, Kilian Sztorm. Maruda najwyższej klasy, a przy tym człowiek skuteczny, jak katowski topór i całkowicie oddany pracy; ktoś kto reaguje wręcz alergicznie na słowo „magia”, bo według niego ta nie istnieje. I kropka! U jego boku dzielnie kroczy oddany Kostek – dwumetrowy (i równie szeroki w barach) ogr, służbista tak literalny, że prawdopodobnie urodził się z kodeksem pod pachą. Aż trudno uwierzyć, że można tak dobrze znać wszelkie paragrafy i recytować je z takim oddaniem, że aż chciałoby się nagrodzić to medalem… albo poprosić, by jednak dał spokój i odpuścił. Dream team dopełniają: ziemowy staruszek Dakku, wybitny kuchmajster i specjalista od zwłok (podobno w tej kolejności), Margo – sprytna, pyskata złodziejka, której urok i inteligencja potrafią rozwiązywać języki i otworzyć drzwi lepiej niż jakikolwiek wytrych oraz młodziutki, wrażliwy Luka, bystrooki mistrz rysunku.

Akcja powieści zaczyna się w właściwie w momencie, gdy nasza zlepiona z ciekawych indywidualności drużyna marzeń, bierze się za rozwikłanie zagadkowego zniknięcia Samuela Banacha – szanowanego obywatela, pracownika Czarnej Kompanii, kolekcjonera figurek i autora ogłoszeń tak osobliwych, że miejscowa prasa drukowała je z nieśmiałą konsternacją. Śledztwo, które z początku zapowiadało się jak rutynowa sprawa „zaginiony, pewnie poszedł w tango lub uciekł na kontynent”, szybko skręca w bardzo nieoczekiwaną stronę. A właściwie wprost w przeszłość. I to w tę część, którą Sztorm najchętniej wymazałby z pamięci. Bo wszystko wskazuje na to, że zaginięcie Banacha ma coś wspólnego z mroczną, nierozwiązaną sprawą sprzed dwunastu lat. Sprawą, która do dziś ciąży Sztormowi jak kamień u szyi i i pozostaje jego wielkim wyrzutem sumienia. Chodzi o wyjątkowo brutalne zabójstwo sześciu osób i uprowadzenie trzyletniego dziecka. A gdy dawne demony zaczynają śmiało podnosić łby, nasi bohaterowie zaczynają przeczuwać, że poszukiwania, tym razem, nie będzie zwyczajną robotą – tylko wyprawą prosto w oko baśniowego cyklonu.

*

„Wzgarda” Pauliny Hendel, to rasowy kryminał, który bez większego wysiłku można by przenieść do naszego, absolutnie zwyczajnego świata. Wystarczyłoby jedynie trochę uchylić fantastyczną zasłonę, a sama historia obroniłaby się w realnym uniwersum. Konstrukcja śledztwa, prowadzenie tropów i logika zagadki są tu bowiem tak solidne, że nie mam wątpliwości iż równie dobrze mogłyby rozgrywać się w dusznym komisariacie lub w ciasnych zaułkach wielkiego miasta.

To również świetna propozycja dla osób, które lubią kryminały, ale z zainteresowaniem zerkają w stronę fantastyki – lub odwrotnie: czytają fantastykę, a chciałyby sprawdzić, jak smakuje solidny kryminalny wątek. Ta historia pozwala obu grupom wejść na teren sąsiedniego gatunku bez poczucia, że porzucają to, co dobrze znają i lubią. Znajome elementy śledztwa – efektowne potyczki, niebezpieczne starcia i przesłuchania – łączą się tu płynnie z szerszym, niecodziennym światem, a magia i wyjątkowe realia współgrają z intrygą jak dobrze dobrany dodatek. Wzmacniają klimat, ale nie zasłaniają sedna.

*

W tej książce odnajdziemy wiele odniesień do dobrze znanych nam elementów naszej rzeczywistości – sugestywna jest chociażby historia Kolonii i obecność „Baśni sióstr Morose” – a jednocześnie całą masę subtelnych uwag na temat naszych ludzkich przywar. Na powieść można też spojrzeć z innego punktu widzenia i zajrzeć głębiej, w jej literackie trzewia. Wtedy odkryjemy – trochę w duchu retellingu „Roszpunki”, ale tutaj motyw ochrony i niezwykłej więzi dziecka z opiekunem zostaje przetworzony w nowy, zaskakujący sposób -, że to nie tylko kryminał, ale również opowieść o tym, co dzieje się, gdy próbujemy uchronić wyjątkowe dziecko przed światem pełnym uprzedzeń

Okaże się wtedy, że „Wzgarda” opowiada o lęku, który popycha dorosłych do podejmowania decyzji z pozoru właściwych, a w praktyce boleśnie tragicznych. Każda z wybranych przez nich dróg ma bowiem swoją cenę. Błędy, nawet popełniane z miłości, niosą  sobą konkretne konsekwencje – czasem smutne, czasem nieodwracalne – i długo odbijają się echem w życiu tych, których chcieliśmy chronić najbardziej. Ostatecznie książka przypomina, że to my – dorośli – tworzymy przyszłą rzeczywistość. To nasze decyzje i kaprysy budują świat, z którym następne pokolenia będą musiały się mierzyć. Ich „nieprzystosowanie” często jest więc świadectwem naszych błędów, a nie ich winą.

To również opowieść o tym, że czasem nie zdajemy sobie sprawy z tego, jakiego potwora nosimy w sobie. Coś, co wydaje się drobną rysą, niewinnym odruchem czy chwilowym uniesieniem, może z czasem stać się siłą, której nie da się już zatrzymać. A gdy w końcu uświadamiamy sobie, co naprawdę w sobie hodowaliśmy, bywa już za późno – zarówno na powstrzymanie go, jak i na naprawienie szkód, które zdążył wyrządzić.

Poza tym, chociaż „Wzgarda” jest napisana lekko i z humorem, że daje poczucie, że za każdym rogiem czai się coś nowego i absolutnie wciągającego, to nie boi się także pokazać, że świat jest krwawy oraz kompletnie nieprzewidywalny – a przy tym niezwykle ludzki.

*

Z uniwersum Kolonii po raz pierwszy zetknęłam się przy okazji opowiadania pt. „Zaciemnienie” (ze zbioru „Awaria prądu”) i od razu zostałam oczarowana – nie tylko klimatem, ale też światem i kreacją bohaterów, do których zapałałam sympatią. Miałam nadzieję, że kiedyś jeszcze będę miała okazję tam zajrzeć i poznać więcej tajemnic tego wyjątkowego świata. Paulina Hednel to małe marzenie spełniła, a to, co dostałam, przerosło moje najśmielsze oczekiwania. W wersji powieściowej, świat Kolonii – pełen dziwnych ras, nieoczywistych zasad i fantastycznych realiów – jest nie tylko intrygujący, ale też naturalny i spójny – tak, że łatwo w niego wejść i od razu poczuć, że to „żywe” miejsce. Bohaterowie, ich konflikty i tajemnice, a także codzienne życie w tym dziwacznym, barwnym świecie, sprawiają, że trudno oderwać się od lektury. Zdecydowanie ma w sobie coś, co przyciąga i zatrzymuje uwagę: chce się w nim być, odkrywać je kawałek po kawałku i odsłaniać jego kolejne sekrety. Dlatego to to miejsce, do którego z przyjemnością – i dziką ciekawością – będę wracać.

Nie mogę się doczekać, by zobaczyć, dokąd jeszcze autorka nas zaprowadzi i jakie jeszcze przygody czekają na naszych fantastycznych bohaterów – bo jedno jest pewne: na wyspie zawsze czai się coś dziwnego i niebezpiecznego, a każdy zakręt fabuły może przewrócić wszystko do góry nogami. Kilkukrotnie.

„Wzgarda” to książka, która nie tylko bawi, wciąga i zaskakuje, ale też zostawia w czytelniku trwały ślad. To opowieść pełna pomysłowości, napięcia i niezwykłego klimatu, którą mogę polecić każdemu, kto szuka literackiej przygody w świecie, gdzie magia, niebezpieczeństwo i ludzkie emocje splatają się w fascynującą całość.

[współpraca reklamowa barter]

Zobacz również:

COPYRIGHT © 2026 ALICYA.PL

STRONY INTERNETOWE I REKLAMA:Distort Studioswww.distortstudios.com