Alicya w Krainie Słów

Czytanie rzeczy różnorodnych sprawia największą przyjemność


Drogę gu­bią ci, którzy oglądają się za siebie


Nigdy niekończąca się groza...


HIT lub KIT, czyli film tygodnia


Polecamy


Czytam, bo lubię grozę


Gorzki smak zemsty

Jeśli chcecie przeczytać Nie przebaczaj III musicie koniecznie zapoznać się z dwiema wcześniejszymi częściami tej historii. W przeciwnym wypadku lektura będzie pozbawiona sensu. Nie zrozumiecie bowiem jakie motywacje kierują bohaterem, kim są jego wrogowie i w jaki sposób los skrzyżował ich drogi. Poza tym każdy odcinek opowieści Kuby Ryszkiewicza i Marianny Strychowskiej to element spójnej, nierozerwalnej całości. Żeby w pełni wczuć się w jej klimat trzeba prześledzić akcję od początku do końca. O tym wszystkim co w niej znajdziecie, czyli o wyraźnych inspiracjach twórczością Tarantino, analogiach do klasycznych westernów i powieści gangsterskich, o ciekawym zabiegu językowym czyli łamanym polsko-rosyjskim, specyficznym miejscu akcji i wszechobecnym, ale niewyeksponowanym kontekście historycznym, pisałam już w recenzjach poprzednich części (część pierwsza: TUTAJ i część druga: TUTAJ). Tym razem pozwolę więc sobie skupić się głównie na motywie przewodnim Nie przebaczaj, czyli zemście.

Bez względu na to czy spałaszujemy ją na ciepło, czy na zimno, zemsta nie jest wykwintną ucztą dla smakoszy. Przypomina raczej podgrzewane w mikrofalówce gotowe danie, serwowane w podejrzanej knajpce. Jeśli nawet zaspokoi męczący nas głód, to niestety nie na długo.  A konsekwencje z jakimi przyjdzie nam się mierzyć po posiłku najczęściej okazują się, jeśli nie zgubne, to nieprzyjemne i odbijają nam się czkawką przez długie lata. To własne o zemście, o tym jak nieustannie podsycana żarłocznie wgryzła się w umysł młodego chłopca, myślałam wciąż podczas lektury ostatniej części historii o kresowej wendecie. I chociaż chciałabym by było inaczej, nie łudziłam się, że uda mu się przed nią uciec…

Każdy kto ma za sobą lekturę pierwszej i drugiej części trylogii Nie przebaczaj wie o czym mówię. Tadeusz jako dziecko stracił rodziców. Zabił ich Łazar, bezwzględny herszt zgrai złodziei, gwałcicieli i morderców. Osierocony chłopiec wraz z siostrą trafił pod opiekę tajemniczej Wiedunji, która podsycając w nim nienawiść, sprawiła, że jednym celem jego istnienia stała się zemsta. Stara szeptunka, mając najwyraźniej ku temu powody, uczyniła więc z zagubionego dziecka swoje własne  narzędzie. Pod koniec drugiego tomu Tadeusz, już jako młody mężczyzna, dokonuje pierwszego aktu zemsty i zabija jednego z członków bandy Łazarza, Stiopę. Śmierć mężczyzny ma wymiar symboliczny, gdyż jako jedyny pośród swoich „kamratów” okazał się mieć sumienie (albo po prostu się w nim przebudziło). Podjął się bowiem opieki nad osieroconą dziewczynką, a za to, że bronił ją przed swoimi kolegami, został brutalnie zmuszony do odejścia z bandy. Prawdę mówiąc czujemy do niego o wiele większą sympatię niż do głównego bohatera, który nie daje mu szansy na odkupienie win i pozbawia za jednym zamachem bezbronne dziecko opiekuna. Nie podoba nam się to kim staje się Tadeusz i jak szybko się to dzieje. To, co wydawało nam się przecież konieczne, czyli uczynienie zadość sprawiedliwości, nagle nabiera innego, nieoczywistego wymiaru.

W trzecim tomie Tadeusz na powrót zostaje osadzony w roli samotnego mściciela, który w świecie, w którym najwyraźniej nie działa aparat państwowy, przyznał sobie absolutną władzę sądowniczą i wykonawczą. Tym razem jego działania zostają pozbawione dwuznaczności, gdyż bezlitośnie ściga przestępców, którzy wciąż dobrze się bawią krzywdząc innych. W pewnym sensie, metodycznie i bez wahania mordując jednego bydlaka za drugim, wymierza więc sprawiedliwość i ratuje życie ich przyszłym ofiarom. Mimo iż ostatecznie, co dla nikogo nie jest zaskoczeniem, dopina swego i dopada Łazara, tak naprawdę ponosi klęskę. Już zawsze bowiem będzie miał na rękach krew Stiopy i będzie żyć z piętnem tego co zrobił. Okazuje się, że zemsta wcale nie naprawia zła i nie przynosi oczyszczenia, jest za to moralnie wątpliwa. I chociaż wydźwięk całej historii, może nie otwiera nam oczu na to czym jest ona w życiu człowieka, to jednak czujemy się zaniepokojeni. Tadeusz sprawia bowiem, że mimo iż potrafimy go usprawiedliwić, to i tak odczuwamy dyskomfort. Zwłaszcza, gdy uświadomimy sobie, że literatura i filmy przyzwyczaiły nas do tego by takim postaciom jak on kibicować.

Kuba Ryszkiewicz, nie chcąc grać nadmiernie na naszych emocjach, pozbawił akt ostatecznej zemsty wzniosłości, mimo iż rozgrywa się on pośród deszczu i rozdzierających niebo błyskawic. Po wszystkim, gdy „misja” mściciela dobiega końca, nasz bohater nie wraca jednak do domu lekkim krokiem i z uśmiechem na ustach. Tadeusz bowiem wcale nie zrzucił z sobie brzemienia przeszłości, możliwe nawet, że uwikłany w pętlę przemocy wydał wyrok sam na siebie, stając się celem zemsty kogoś innego. Póki co, pewien etap w jego życiu dobiegł końca, zabiera więc swoją małą siostrę i odjeżdża. Dokąd, możemy się tylko domyślać.

W ostatniej części kresowej wendetty mamy to wszystko, co powinno znaleźć się w prawdziwym westernie: zdające się nie mieć końca stepy, przykurzone bezdroża, bezprawie i piasek, który zdaje się nieustannie chrzęścić nam podczas lektury między zębami. Odbywające się w Nie przebaczaj pojedynki toczą się jednak bardziej na obrazy niż na słowa. Więcej tutaj mocnych kontrastów, ostrych konturów niż słów. Wyraziste czarno-białe plansze zdają się opowiadać drugą, ukrytą pod powierzchnią historię. Dzięki temu zabiegowi twórcy pozostawili nam sporo przestrzeni na domysły, uzupełnienie kontekstu, zadawanie pytań i poszukiwania odpowiedzi.

Długich dni i zaczytanych nocy.
Podążajcie za Atramentowym Królikiem!

Zobacz również:

COPYRIGHT © 2018 ALICYA.PL

STRONY INTERNETOWE I REKLAMA:Distort Studioswww.distortstudios.com