Alicya w Krainie Słów


Drogę gubią ci, którzy obracają się za siebie


Koniec nie nadejdzie


HIT lub KIT, czyli film tygodnia


Polecamy


Czytam, bo lubię grozę


Tym razem to nie namolne call center

Taka  mnie naszła luźna refleksja. Któż potrafi dodzwonić się na telefon komórkowy z którego wyjęto baterię, który rozdeptano, zmiażdżono i potrzaskano? Odpowiedź jest tylko jedna: telemarketer z wyśrubowanym maksymalnie planem sprzedażowym do wykonania… Wydaje mi się, że powołanie do horrorowego życia, demona, byłego pracownika call center, byłoby więc bardziej wiarygodne i o wiele bardziej przerażające dla większości widzów (którzy wiedzą co oznaczają namolne telefony o każdej porze dnia i nocy, a także dla tych którzy siedzieli kiedykolwiek po tej drugiej, ciemnej stronie mocy telefonicznej) od mało oryginalnej kopii japońskiego filmu. Przejdźmy jednak do konkretów, czyli do momentu, w którym włączyłam film….

Z okazji wczorajszego Dnia bez Telefonu Komórkowego postanowiłam obejrzeć pewien „stary” horror pt. Nieodebrane połączenie. Co postanowiłam, to zrobiłam: włączyłam. Tak więc, oglądam, oglądam i zaczynam rozmyślać nad tym, że człowiek to się naprawdę z wiekiem uodparnia, wciąż potrzebuje mocniejszych bodźców. Z przerażeniem stwierdziłam bowiem, że nie wiem co mnie w tej produkcji kiedyś poruszyło. Bo przyznaję bez bicia: kiedyś się na tym filmie bałam, byłam nawet gotowa oddać swój własny telefon do wyegzorcyzmowania. Tym razem pozostało mi tylko czekać, aż poczuję znów ten dreszczyk i przejdą mnie ciarki. Czekałam do momentu, w którym mnie olśniło: owszem oglądałam kiedyś ten film, ale japońską wersję! A teraz mam przed sobą „tylko” amerykański remake. Filmy te nie różnią się jeżeli chodzi o treść, wiele dzieli je jednak, gdy weźmiemy pod uwagę sposób opowiadania. Amerykańska wersja – jak zwykle – jest gładsza i mniej mroczna, co powoduje, że nie wchodzi pod skórę, tak dotkliwie jakbyśmy tego pożądali…

Tych, którzy widzieli Ring, Oszukać przeznaczenie i Klątwę, fabuła tego filmu nie zdziwi. Zamiast kasety, która sprowadza na posiadacza śmierć, tutaj występują telefony. Cóż, demony idą najwyraźniej z duchem czasu.  Przy użyciu tych „interkomów diabła” (jak nazywał je jeden z bohaterów Komórki Kinga) powstaje łańcuszek w wyniku którego trup ściele się gęsto. Z początku ignorowane tajemnicze połączenia telefoniczne zaczynają wzbudzać podejrzenia. Jedna ze studentek, Beth Raymond (ładna oczywiście) postawia odnaleźć źródło problemu i zatrzymać zło raz na zawsze. Pomaga jej w tym (oczywiście przystojny) detektyw Jack Andrews. Szybko okazuje się, że tym co ich nęka nie są szeregi telefonistów z call center. A skoro nie oni to kto? Kto może działać z jeszcze większym zacięciem? I gdy oni snują domysły, czas płynie i śliczna Beth zostaje następną z „wybranych” w  śmiertelnej wyliczance pewnego bardzo złego ducha.

Niestety, jak to bywa w amerykańskich wersjach japońskich horrorów, zabrakło tego „czegoś”. Zabrakło ciężkiego klimatu, by można było mówić o horrorze psychologicznym, niewielkie napięcie nie wytworzyło także odpowiednio klaustrofobicznej atmosfery. Nie nasycono filmu scenami zaskakującymi i autentycznie niepokojącymi, trudno więc mówić o grozie. Nie kibicowałam też bohaterom podczas ich beznadziejnej walki z czasem, nieubłaganie odmierzanym przez złego ducha (zero presji). Mam głębokie odczucie, że coś nie zagrało również w sferze przyczynowo-skutkowej. Nie rozumiem np. dlaczego główna bohaterka była na tyle wyjątkowa, by ktoś w zaświatach stanął po jej stronie. Przed całkowitą banalnością i odtwórczością Nieodebrane połączenie broni tylko kilka niezłych momentów  np. scena z „kuklokiem”.

Pojawia się tutaj szereg elementów typowych dla straszaków: opuszczony szpital, mroczne korytarze, nocna burza, niestety nie zagrały one jednak ze sobą na tyle by przerażać. Winny wydaje się wyświechtany schemat, który nie daje większej szansy na to, by nas zaskoczyć. Chociaż, w sumie, czego innego można spodziewać się po teen horror films? Najważniejsze, że całość została nieźle wykonana, a aktorzy mimo iż nie wykonali swojego zadania, tak by nagradzać ich Oskarami, to nie zeszli też poniżej pewnego poziomu. Moją uwagę przykuwał głównie Edward Burns w roli detektywa, ale jak już wspomniałam przystojny jest, więc łatwo mu było mnie zmanipulować.

Zobacz również:

COPYRIGHT © 2020 ALICYA.PL

STRONY INTERNETOWE I REKLAMA:Distort Studioswww.distortstudios.com