Alicya w Krainie Słów

Trwają prace techniczne nad stroną. Niektóre funkcję mogą nie działać poprawnie. Przepraszamy za utrudnienia.


Czytanie rzeczy różnorodnych sprawia największą przyjemność


Drogę gu­bią ci, którzy oglądają się za siebie


Nigdy niekończąca się groza...


Bler. Człowiek ze Światła! Poznaj POLSKIEGO SUPERBOHATERA!


Zapraszamy w pełną grozy podróż z mapą cieni


Czytam, bo lubię grozę


Noc kiczu

Chcąc na chwilę przerwać październikowy maraton z Michaelem Myersem, ale pozostać w klimacie Halloween postanowiłam obejrzeć: Noc Halloween, film wyreżyserowany przez Marka Atkinsa w 2006 roku. No cóż, to był błąd. Nawet dosyć słaby Sezon czarownic tę produkcję – młodszą o 24 lata – bije na głowę. Właściwie to w porównaniu z nią stanowi obraz wręcz genialny i unikatowy. Oglądając Noc Halloween czułam się, jak nieuważny przechodzień, spacerujący wąskimi uliczkami miasteczka w czasach, gdy nieczystości wylewało się bezceremonialnie oknami. Najwyraźniej w okolicy panowała akurat epidemia jelitówki, gdyż  oberwałam tym specyficznym prysznicem raz, drugi, trzeci…

W pierwszym wiaderku fekaliów ukryła się fabuła. Obraz zaczyna się od mocnego uderzenia chłopiec staje się świadkiem gwałtu i morderstwa swojej matki, czemu przygląda się również jego, zastraszony przez zbirów w maskach, ojciec. W momencie, gdy chłopiec zrywa się do ucieczki w twarz wybucha mu przestrzelona rura z wrzątkiem. Jakby tego było mało na jego oczach (mimo poparzenia widzi nadal doskonale) znękany ojciec popełnia samobójstwo. Dziecko zostaje okaleczone na całe życie i psychicznie i fizycznie. Nic dziwnego, że trafia do szpitala psychiatrycznego. Nikt mu tutaj jednak nie pomaga, zamknięty, tkwiący sam na sam ze swoimi wspomnieniami, staje się bestią. Pielęgniarze niestety dokładają do tego swoje trzy grosze, ponieważ lubią mu dokuczać i odwiedzają go w maskach przebierańców, doprowadzając do histerii. Pewnego dnia  pacjent nie wytrzymuje – morduje opiekunów i ucieka z placówki. Postanawia wrócić do domu, w którym jego koszmar miał swój początek. W tym samym czasie grupa nastolatków z Davidem Baxterem na czele, postawia wyprawić w opuszczonym domu imprezę halloweenową, na której chcą wywinąć przyjaciołom przekręt stulecia. Tak się składa, że na tę imprezę (głównie alkohol i sex) trafia także zamaskowany mściciel, który toporami, mieczami (i czym popadnie) dziesiątkuje niechcianych gości i przy okazji przypomina sobie coś niecoś z przeszłości. Czy muszę dodawać, że ten niebywały zamysł powstał podobno na podstawie prawdziwej historii ?

W drugim wiaderku, pełnym wątpliwego pochodzenia aromatów: aktorstwo. Jeśli ktoś gra w horrorze i nie próbuje nawet udawać (przecież to nie musi być wiarygodne), że się boi to już jest dno dna. I nie warto się nad tym dłużej rozwodzić.

W trzecim chluście przyczaiły się efekty specjalne, a raczej efekty specjalnej troski. Jeśli się nie ma pieniędzy na realizację scen gore, to należy poszukać innej drogi do oddziaływania na widza, lub bardziej dosadnie dać mu do zrozumienia, że to co ogląda jest parodią, a przerysowanie i kicz, to w tym wypadku konieczność. Niestety za bardzo film sprawia wrażenie kręconego „na serio”, by nie czepiać się sztuczności i śmieszności wspominanych scen. Próby puszczania oka do widza są zbyt żenujące, by chcieć na nie zwrócić większą uwagę. Jeśli twórcy Nocy Halloween inspirowali się słynnym Halloween, powinni zauważyć, że czasami pokazać mniej, to wystraszyć, a nawet obrzydzić, bardziej. I, że to wszystko można zrobić z naprawdę nikłym budżetem.

Zakładając, że to co obejrzałam miało być slasherem, to niestety zabrakło w nim napięcia, atmosfery, mocnych rozwiązań…chyba zwyczajnie zabrakło wszystkiego. Nawet to, w jaki sposób twórcy motywują działania mordercy to kpina z inteligencji widza. I pewnie wkurzałabym się niezmiernie, gdybym w porę nie przypomniała sobie, że za te „dzieło” odpowiada >>The Asylum<<, czyli wytwórnia niskobudżetowych podróbek wielkich hitów. Kino klasy „Zet” rządzi się swoimi prawami – brak logicznych scenariuszy, aktorzy z łapanek, bezsensowne dialogi – ale i wśród tych filmów trafiają się przecież perełki. Wszystko zależy od błyskotliwości twórców. Od tego na jakie pomysły ich stać. Nie da się niestety udawać, że ten konkretny film powstał dla fanu. Parokrotne machanie gołym biustem przed kamerą niewiele daje, gdy cala reszta leży i kwiczy.

Zobacz również:

COPYRIGHT © 2017 ALICYA.PL

STRONY INTERNETOWE I REKLAMA:Distort Studioswww.distortstudios.com