Alicya w Krainie Słów


Drogę gubią ci, którzy obracają się za siebie


Koniec nie nadejdzie


HIT lub KIT, czyli film tygodnia


Polecamy


Czytam, bo lubię grozę


Nonstead, przedsionek piekła?

Dla mnie była to powtórna wycieczka do Nonstead. Pamiętałam tylko szczątkowy zarys fabuły i to, że poprzednim razem, bez reszty kupił mnie klimat powieści. Niestety, trudno było mi przypomnieć sobie bardziej konkretne szczegóły. Wiedziona ciekawością, gdy powieść znów trafiła w moje ręce, chciałam szybko wszystko sobie odświeżyć. Wiecie jak to jest: miało być tylko kilka stron, tak na próbę, żeby znów wczuć się w tę historię. I nie wiem, czy urok rzuciła na mnie wszechogarniająca cisza, czy może to wina nocnej, wyostrzającej zmysły atmosfery niepokoju, ale wsiąkłam totalnie i nie potrafiłam książki odłożyć. Każda kolejna strona wciągała mnie coraz głębiej w świat bohaterów, ich emocji i tajemnic. Zanim się obejrzałam, był już środek nocy, a ja wciąż przewracałam kartki z rosnącym napięciem.

Na chwilę zamienię się w ciotkę dobrą radę i zacznę swoje rozważania o powieści Mortki tak: jeśli kiedyś zdarzy się wam nabroić tak bardzo, że będziecie zmuszeni zmieniać tożsamość i ukrywać się w zapomnianej przez świat dziurze, pamiętajcie o jednej, najważniejszej zasadzie – sprawdźcie dokładnie miejsce, do którego się wybieracie, bo możecie wpakować się w niezłe tarapaty, tak jak Nathaniel.

Jak się zapewne domyślacie, wspomniany Nathaniel (o uroczym nazwisku, przypominającym mi o tym, że po wymianie okien muszę wreszcie pewne ustrojstwo zamontować – McCarnish) to główny bohater „Miasteczka Nonstead”. Jako autor bestsellera doświadczył złej strony sławy, a na dokładkę rzuciła go dziewczyna – Fiona. Uznał więc, że najlepiej będzie zerwać z dotychczasowym życiem i na jakiś czas zniknąć. Dokonał jednak kiepskiego wyboru. Miejsce, w którym wynajął nowy dom, nie okazało się bowiem wymarzoną, bezpieczną przystanią.

I to nie dlatego, że właśnie w tym zapomnianym przez świat miasteczku spędził najwspanialsze chwile ze swoją byłą – więc wspomnienia czyhają na niego na każdym rogu – ani dlatego, że zostaje od razu rozpoznany przez miejscową nauczycielkę jako „ten” pisarz. Chodzi o to, że w Nonstead uwiła sobie gniazdko jakaś złowieszcza siła, która doprowadza ludzi do obłędu i karmi się ich szaleństwem. Nathan z niepokojem odkrywa więc, że tutejszy pastor odbiera telefony z piekła, miejscowy staruszek całkiem trafnie wróży z drobnych ogłoszeń, demon nocami dyskutuje z małą dziewczynką, w lesie stoi chatka, której nie da się spalić, a jakby tego było mało – ktoś ciągle mówi do niego z radia! Początkowo oszołomiony mężczyzna za wszelką cenę próbuje dowiedzieć się, co się tutaj dzieje i jak to coś pokonać. Całe szczęście, że Nathana wspierają miejscowy drwal Skinner i wspomniana już nauczycielka Anna, bo w przeciwnym razie nasz bohater bardzo szybko źle by skończył.

Muszę przyznać, że Mortka naprawdę świetnie skonstruował swoich bohaterów – zarówno tych „zwykłych” mieszkańców przeklętego miasteczka, jak i członków „ekipy do walki z tym czymś”. Szczególnie przypadł mi do gustu Skinner – pogodzony z rolą, jaką wyznaczyło mu życie, czujny, szorstki, a przy tym obdarzony poczuciem humoru, które idealnie trafia w moje. Potrafi rozładować napięcie dokładnie wtedy, gdy czytelnikowi zaczyna szybciej bić serce – i robi to bez przesady, bez sztucznego dowcipu.

No i ten demon… Cóż, na pierwszy rzut oka istota mordująca pedofili brzmi jak ktoś, kogo przydałoby się mieć także poza granicami Nonestead. To pomysł intrygujący i nieoczywisty – ale, jak to ze złem bywa, jest ono przewrotne. Niby wiadomo, kto tu jest potworem, a kto ofiarą, lecz im dalej w las (dosłownie i w przenośni), tym wyraźniej widać, że nic nie jest takie, jak się wydaje. Zresztą, jak całe Nonestead.

Kolejnym atutem powieści jest jej klaustrofobiczny, małomiasteczkowy klimat, potęgowany przez jesienną, ponurą – wręcz depresyjną – aurę. Wciąż leje, wieje, jest pochmurno, szaro i paskudnie zimno. Nic, tylko wyhodować skrzela albo zaszyć się pod kołdrą i w ramach ucieczki przed mrokiem zachlać na ament. Nic dziwnego, że ludzie tutaj snują się apatycznie po ulicach – przegrani i pogodzeni z tym, że coś w Nonstead jest mocno nie tak. Im bardziej to, co ich dręczy, staje się namacalne, tym bardziej są tym znużeni.

W mieście musi więc pojawić się obcy, by wyrwać ich z marazmu, by potrafili przyznać przed samymi sobą, że ich rzeczywistość zaczęła pękać – i że procesów tych za nic nie da się zatrzymać. To doświadczenie przebudzającej się świadomości wywołuje podskórny niepokój i buduje w powieści poczucie zagrożenia. Nie zawsze jednak udaje się autorowi utrzymać je na najwyższym poziomie. To, co wywołuje dreszcze, przyciąga nas i niepokoi, póki pozostaje w sferze domysłów. We fragmentach, w których Mortka odsłania przed nami kolejne elementy układanki, budowane z mozołem napięcie nieco przysiada. Wahnięcia te są odczuwalne, ale na szczęście niezbyt uciążliwe i nie powodują, że nasza ciekawość słabnie.

Kolejnym atutem „Miasteczka…” jest bez wątpienia wciągająca, a przy tym mocno zagmatwana intryga. Im głębiej zanurzałam się w ponurą rzeczywistość tego zapomnianego przez świat miejsca, tym bardziej chciałam odkryć, co tu się właściwie dzieje – o co chodzi z czarnym wilkiem, kim jest tajemniczy szaleniec „rzeźbiący” swoje ofiary i jaki związek ma z nim potworny cień. Pod koniec powieści odniosłam jednak wrażenie, że autor miał pewien problem z domknięciem – dotąd znakomicie prowadzonych i enigmatycznych – wątków (być może sam nie chciał jeszcze rozstawać się z miasteczkiem). Nie zawsze poszło mu to gładko. O ile końcowa rola szorstkiego, lecz sympatycznego Skinnera bardzo przypadła mi do gustu, o tyle motyw z Fioną kompletnie mnie nie przekonał. Jej zachowanie i relacja z Nathanem wypadły, moim zdaniem, mało wiarygodnie. Mam jednak nadzieję, że to celowy zabieg, mający w czytelniku wzbudzić lekki dyskomfort – bo może w kontynuacji wydarzy się coś, co postawi pewne kwestie jasno i „kawa na ławę” wyłoży, dlaczego było tak, a nie inaczej.

Godnym uwagi i mającym ogromny potencjał jest jeszcze zawarty w powieści motyw tajemniczego internetowego forum. Wiemy, że rozwój nauki i cywilizacji zabezpieczył nasz byt na tyle, że pozbawił nas większości lęków, które dręczyły naszych przodków, ale nie oznacza to, że, nagle jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, przestaliśmy się całkowicie bać – zmieniły nam się tylko powody. A jako, że horrory odzwierciedlają nastroje i lęki swoich czasów, to okazuje się, że nawet demony idą z postępem. Ich ofiary muszą się więc liczyć z internetową inwigilacją i szukać sposobów na wyrwanie się z demonicznych macek wirtualnego świata. Muszę przyznać, że Mortka przetworzył ten motyw w bardzo ciekawy sposób.

Nie sposób nie wspomnieć o tym, że Nonstead to miejsce, które na długo zostaje w głowie czytelnika – miasteczko z pozoru senne i spokojne, a tak naprawdę pulsujące własnym, złowieszczym życiem. Można by rzec, że to „miasto umarłe i przeklęte”, gdzie rzeczywistość splata się z koszmarem, a czas rwie się i gubi. Od razu przywodzi na myśl mroczne, surrealne obrazy z „Twin Peaks”, gdzie każda pozornie zwyczajna postać skrywała tajemnicę, czy poczucie niepokoju w serialu „Stamtąd”, w którym świat z pozoru znany nagle staje się obcy i nieprzewidywalny. I wreszcie, klimat śledztwa w cieniu niewyjaśnionego zła przypomina najlepsze momenty „Z Archiwum X” – gdzie coś tak oczywistego jak codzienność nagle okazywało się wrotami do nieznanego i przerażającego.

Mortka zbudował świat, w którym każdy cień i każdy szelest wydają się znaczyć coś więcej. Miasteczko jest miejscem, gdzie podskórna niepewność i poczucie beznadziei nie są tylko elementami fabuły, a jego mroczne tajemnice wciągają nas w pełni, od pierwszej do ostatniej strony. To powieść, która fascynuje, pozostawiając w nas uczucie, że świat, który znamy, może kryć w sobie znacznie więcej, niż jesteśmy gotowi przyznać.

P.S. Początkowo chciałam dać jeszcze dużego plusa za kota, no ale jednak nie. Ci którzy czytali wiedzą, a ci którzy dopiero będą czytać, przekonają się dlaczego.

[współpraca reklamowa barter]

Zobacz również:

COPYRIGHT © 2026 ALICYA.PL

STRONY INTERNETOWE I REKLAMA:Distort Studioswww.distortstudios.com