Alicya w Krainie Słów


Drogę gubią ci, którzy obracają się za siebie


Koniec nie nadejdzie


HIT lub KIT, czyli film tygodnia


Polecamy


Czytam, bo lubię grozę


Cudzych się boicie, a swoich nie znacie

Przytrafiło wam się kiedyś coś niezwykłego?

Pojawiło się już sporo recenzji najnowszej książki Michała Stonawskiego pt. Paranormalne. Prawdziwe historie nawiedzeń. Zanim jednak przyłączę się do  pochlebnych, całkiem zasłużenie, opinii, chciałabym wam o czymś opowiedzieć. A zacznę nietypowo, bo od pytania: przytrafiło wam się kiedyś coś niezwykłego, coś czego nie dało się zakwalifikować inaczej, niż jako zjawisko paranormalne? Jeśli tak, zapewne wiecie, jak trudno się o takich sprawach mówi. Żadne słowa w pełni nie oddają tego co przeżyliście, a poza tym sami słyszycie, że próbując wytłumaczyć to innym, brzmicie jakbyście byli naiwni i niepoważni.

Pamiętam dwie takie sytuacje. Jedna z nich przytrafiła mi się w tym roku (ta dziwna i niepokojąca akcja z nożem: https://bit.ly/2WWe8OX). Gdy ją opisywałam, nie wiedziałam jeszcze, że coś się stanie. Teraz dodam: dwa dni po tym wydarzeniu zmarła moja babcia. Czasami się zastanawiam czy to nie było ostrzeżenie, którego nie miałam niestety szans zrozumieć. Drugie wydarzenie było również związane ze śmiercią bliskiej mi osoby. Mimo, że minęło już wiele lat, nadal jestem przekonana, że dziadek przyszedł się ze mną pożegnać. To był bardzo ciepły wrześniowy dzień, żadna z gałązek brzozy, która rośnie pod oknem mojego dawnego pokoju, nawet nie drgnęła. Nagle zrobiło się chłodno i wszystkie włoski na ciele stanęły mi dęba. Na kanapie, tylko w jednym miejscu, pojawiła się specyficzna woń: zapach dziadka, tak jakby tam siedział. Mimo szoku nie czułam strachu. Trwało to tylko chwilkę, potem zapach zniknął, tak jakby wyleciał oknem, zatrzaskując je przy tym gwałtownie. Nie ma mowy, że to był przeciąg, aura na dworze również się nie zmieniła.

Niektórzy stwierdzą, że to na pewno była kwestia przeciągu, mojego niedopatrzenia lub halucynacji, albo że się czymś zasugerowałam. Inni powiedzą, że to dowód na istnienie życia po śmierci. Jeszcze inni, że to pozbawione niezwykłości, naturalne zjawiska, ale jeszcze niestety nie odkryliśmy narzędzi, którymi moglibyśmy je zbadać (kiedyś przecież nie potrafiliśmy ujarzmić elektryczności, a teraz jest naszą codziennością). I w tym momencie dochodzimy już do tego za co bardzo szanuję Michała i co bardzo mi się w jego książce podobało: on żadnej z tych osób nie powiedziałby, że jest w błędzie.

Autor nie próbuje wmówić sceptykom, że duchy istnieją, a także w drugą stronę: nie chce wierzącym w nie, odebrać ich wiary. Zamiast tego Stonawski przedstawia nam szerszy kontekst nawiedzeń. Z jednej strony bada dokładnie historię danego miejsca, zasięga opinii specjalistów (np. egzorcystów), przeszukuje archiwa, znajduje (w miarę możliwości) świadków, przepytuje mieszkańców, a z drugiej przemyca w tekście wiele informacji, które mogą zmienić nasz dotychczasowy sposób postrzegania zjawisk paranormalnych. Warto sobie bowiem uświadomić, że to w jaki sposób je pojmujemy, został nam narzucony przez popkulturę i z rzetelną „wiedzą” nie ma to zbyt wiele wspólnego. Opowiada nam więc odrobinkę o cieniach, gęstościach, powodach straszenia, pożeraniu energii itp. Nie tak nachalnie, żeby zanudzić i zmęczyć natłokiem informacji, ale na tyle cierpliwie i konsekwentnie żeby zaciekawić, sprowokować do dalszych poszukiwań i zgłębienia tematu.

Jak już się pewnie zdążyliście zorientować Paranormalne. Prawdziwe historie nawiedzeń, to przede wszystkim kawał dobrze zrobionej reporterskiej roboty, a nie pogoń za tanią sensacją i epatowanie na siłę strasznością. Trudno jednak odmówić tej pozycji pewnej lekkości. Zawdzięcza to gawędziarskiemu stylowi autora, który sprawia, że łatwo dajemy się porwać do świata, „niesamowitych zdarzeń”. Podczas lektury, odczuwamy dreszczyk emocji, wczuwamy się w bohaterów, a także w TE miejsca. Smaczku niepokoju dodaje tutaj również fakt, że na różne bytności można natknąć się nie tylko w starych zamkach, szpitalach i domach, ale również w nowoczesnym budownictwie i mrówkowcach (ogromne wrażenie zrobiła na mnie opowieść o bloku samobójców w Tarnowie).

Nie zdawałam sobie sprawy, jak wiele w Polsce jest takich miejsc (jakim cudem nie słyszałam wcześniej o Myszkowie?!) i jak ciekawy to temat. Dlatego cieszę się, że dałam się porwać na tak intrygującą wyprawę. Całe szczęście, że tylko w wyobraźni, bo tyle odwagi co autor, by nie raz samotnie, eksplorować miejsca uchodzące za nawiedzone jak np. miało to miejsce w Zofiówce, bym nie miała. Oj, nie.

Więcej o książce możecie dowiedzieć się słuchając mojego wywiadu z autorem dla Znak Horyzont.

Długich dni i zaczytanych nocy.
Podążajcie za Atramentowym Królikiem!

Zobacz również:

COPYRIGHT © 2020 ALICYA.PL

STRONY INTERNETOWE I REKLAMA:Distort Studioswww.distortstudios.com