Alicya w Krainie Słów


Drogę gubią ci, którzy obracają się za siebie


Koniec nie nadejdzie


HIT lub KIT, czyli film tygodnia


Polecamy


Czytam, bo lubię grozę


Pięciogłowa rekinowa kicha

Przyglądanie się schnącej na ścianie farbie jest bardziej fascynujące niż oglądanie parodii komedio-horroru pt. Pięciogłowy rekin atakuje (5-Headed Shark Attack). I stwierdzam to ja: fanka filmów ze zmutowanymi płetwiastymi w rolach głównych. Oczywiście, jak przystało na kino klasy Z, film jest bezdennie głupi, absolutnie absurdalny i bezczelnie wręcz tandetny. Ale niestety jest też przy tym bezgranicznie nudny. A tego niestety nie da się za nic wybaczyć, nawet produkcji, w której rekin ma pięć głów, w tym jedną z pupy strony.

Zacznijmy od tego, że w tytule jak wół stoi, że rekin ma pięć głów. My jednak, podobnie jak i bohaterowie, wciąż widzimy cztery (plakat jest jakimś totalnym nieporozumieniem). Moment, w którym odkrywamy istnienie i umiejscowienie tajemniczego, zaginionego łba, zapewne miał być według scenarzystów (Dan Lawlor, Sean P. Hale, Daniel Lawor, Stephen Meier, Bill Hanstock, Jacob Cooney) w jakimś sensie zaskakujący i zabawny, ale jeśli o mnie chodzi to jedyne co poczułam, to ogromne dla niego współczucie (na tyle na ile można oczywiście współczuć bezmyślnej i krwiożerczej maszynie do zabijania). Bo niby co ta biedna, osamotniona główka ma jeść? Pierwsze skojarzenie jest, delikatnie mówiąc, niesmaczne. Nie ma się jednak po co doszukiwać w tej produkcji logiki. Rekin, taki normalny, to doskonały drapieżnik m.in. dzięki zwinności i szybkości, które zawdzięcza opływowym kształtom. Tego samego nie można powiedzieć o naszej zdeformowanej na wszystkie strony kreaturze. Według wszelkich reguł nasz główny filmowy bohater nie powinien być w ogóle ani szybki ani niebezpieczny, a jeśli już, to głównie dla siebie.

Nasz mutant przypomina nadmuchaną, gumową rękawiczkę z wykoślawionym kciukiem, ale w sumie nie powinniśmy się go czepiać. Zastanówmy się bowiem. Jeśli kręci się tandetny film o rekinie mutancie ze szczątkową fabułą, w którym aktorzy pojawiają się tylko po to by stać się wrzeszczącym bufetem, właściwie brakuje tylko, żeby na czołach mieli napisane „ZJEDZ MNIE”, to przecież po prostu nie wypada robić do czegoś takiego dobrych efektów specjalnych! CGI musi współgrać z resztą, więc być tak tragiczne, jak tylko się da. Dlatego rekin, oprócz tego, że wygląda nie bardzo, to jeszcze ze sceny na scenę zmienia, jak to w kinie klasy Z, gabaryty i w tym samym momencie potrafi być bardzo blisko, a jednak bardzo daleko od swoich ofiar.  Zresztą nie tylko rekin nam tutaj „kuleje”, ale również jakość jego ataków. Są przerysowane, a to co miało być krwią i resztkami posiłku, należy pominąć milczeniem.

Wypadałoby napisać także kilka słów o fabule, chociaż muszę się wam przyznać, że bardzo tego nie chcę, bo naprawdę nie ma nad czym strzępić palców. Ale mus to mus. W wielkim więc skrócie: mamy uznaną badaczkę morskich odmętów, jej chciwego zwierzchnika oraz grupę średnio rozgarniętych studentów. Nasza wesoła ekipa chce złapać rekina żywcem, ale gdy okazuje się, że nie jest to raczej wykonalne, decydują, że trzeba go zabić. Łączą więc siły z Redem „Apaczem”, czyli łowcą rekinów, i z miejscową policją. Nie ma więc tutaj żadnego zaskoczenia i mamy do czynienia ze schematem: atak, odkrycie, niedowierzanie, ciekawość, strach, plan zamordowania potwora. Acha, no i rekin obowiązkowo musi zatopić helikopter i ryczeć pod wodą, jak wkurzony lew. Bez tego film byłby niepełny. Przynajmniej tego grupa niewydarzonych scenarzystów i reżyser (Nico De Leon), byli w pełni świadomi.

Jeśli ktoś jest zainteresowany, to wcześniej powstały: Dwugłowy rekin atakuje (wystąpiła tutaj Carmen Electra i córka Hulka Hogana) oraz Atak Trzygłowego rekina (tutaj swoją obecnością zaszczycił nas Danny Trejo, czyli Maczeta). Film o sześciogłowym rekinie już też oglądałam, ale muszę się zebrać w sobie, żeby coś o nim napisać, bo wierzcie mi, łatwo nie jest.

Zobacz również:

COPYRIGHT © 2019 ALICYA.PL

STRONY INTERNETOWE I REKLAMA:Distort Studioswww.distortstudios.com