Alicya w Krainie Słów


Drogę gubią ci, którzy obracają się za siebie


Koniec nie nadejdzie


HIT lub KIT, czyli film tygodnia


Polecamy


Czytam, bo lubię grozę


Wieczór z rekinem #22 Nie pchaj palców…w rekini mózg

Naukowcy odkrywają, że rekini mózg produkuje enzym, który może posłużyć ludziom do leczenia chorób neurologicznych. Głupotą byłoby tego nie wykorzystać, prawda? Niestety ryby wytwarzają go za mało. Wydaje się więc oczywiste, że łamiąc prawo, trzeba pogrzebać w ich kodzie genetycznym. Przecież cel uświęca środki, a stawka jest wysoka: można uratować miliony istnień. Niestety, nawet jeśli bawisz się w boga w dobrej wierze, to jednak nadal bawisz się w boga. A to się lubi mścić.

I tym razem nie mogło być inaczej. Szybko okazało się, że powiększenie mózgu maszynie stworzonej do zabijania nie jest najszczęśliwszym pomysłem. W wyniku eksperymentu powstały bowiem inteligentne i wkurzone bestie, które postanowiły uciec z placówki badawczej. Zamiast nadziei dla ludzkości i ogromnego sukcesu, oglądamy więc sromotną porażkę rozczarowanych i rozszarpywanych na strzępy naukowców.

Pamiętacie ten film, prawda? To oczywiście Piekielna głębia (Deep Blue Sea), ta pierwsza, z 1999 roku. Mimo, że od premiery minęło już 21 lat, to nadal jest to dla mnie jeden z niewielu jasnych punktów pośród produkcji o rekinach (oczywiście daleko za Szczękami i za 183 metrami strachu). Pamiętam, że gdy oglądałam ją po raz pierwszy bardzo przypadło mi do gustu miejsce akcji: wybudowana gdzieś na środku oceanu stacja badawcza, systematycznie niszczona przez zmutowane rekiny, stająca się pułapką, z której ludzie ni jak nie mają szans się wydostać. Jedyne co bohaterowie mogą zrobić, to zabić rekiny, zanim te całkowicie zatopią kompleks i wydostaną się na wolność. Oczywiście łatwiej powiedzieć niż zrobić, zwłaszcza, gdy team dwunogów sukcesywnie się zmniejsza…

Czas nie zadziałał niestety na korzyść Piekielnej głębi. Klaustrofobiczna atmosfera gdzieś wyparowała, napięcie opadło, a humor, który miał w założeniu je rozładowywać wydaje się odrobinkę czerstwawy. Efekty specjalne również nie zestarzały się w korzystny sposób, można nawet zaryzykować stwierdzenie, że dwie minione dekady skutecznie wybiły im zęby (ale bądźmy szczerzy CGI nawet jak na tamte czasy nie było powalające, sytuację ratowały tak naprawdę bardzo dobrze wykonane animatroniczne rekiny). Mimo to podczas powtórnego seansu nie czułam się jakoś strasznie rozczarowana. Nawet głupotki, takie jak bestie zmieniające rozmiary (chyba, że to ich kolejna nabyta w wyniku eksperymentu superpower) i błędy (wydłubane oko rekina, w jakiś cudowny sposób wraca na miejsce) nie psuły mi odbioru. Film może i nie jest genialnym dziełem o skomplikowanej fabule, ale to nadal kawał dobrej rozrywki.

Jak to w takich produkcjach bywa (nie dość, że animal attack, to kino akcji), nie dane nam jest spędzić z bohaterami zbyt wiele czasu, ale na szczęście zostali oni na tyle sprawnie napisani i wykreowani, że nie są nam (w większości) obojętni. Największy problem miałam z zimną i skoncentrowaną na pracy dr Susan McCallister, która w wykonaniu Saffron Burrows nie budzi zbyt ciepłych uczuć i jest straszliwie drętwa. Nawet jej końcowa przemiana i heroizm nie wzbudziły we mnie większych emocji. Za to wykorzystany przez nią osiłek i „ujeżdżacz” rekinów, Carter Blade (Thomas Jane), to już zupełnie inna para kaloszy: jemu zdecydowanie kibicowałam. Na ekranie możemy podziwiać także Samuela L. Jacksona, który doskonale wcielił się w rolę cynicznego biznesmena, któremu wydaje się, że jest kimś wyjątkowym, ale (ciekawie czy zamierzenie) nie on jest tutaj największą gwiazdą. Show skradł mu, zapadający najbardziej w pamięć,  kucharz z papugą. Grający go raper  LL Cool J (ówcześnie taki był trend w Hollywood) zdecydowanie przeszarżował swoją rolę – ale tak na plus.

Reżyser Renny Harlin deklarował, że jego film jest hołdem dla Szczęk Stevena Spielberga, ale szczerze mówiąc ja tego jakoś nie czuję. Jeśli już, to bliżej mu do innego filmu mistrza, a mianowicie do Parku Jurajskiego. Wiecie: odizolowane laboratorium, eksperymenty, „potwory” wydostające się z klatek i zemsta natury…

P.S. I jeszcze taka ciekawostka: na koniec filmu możemy wysłuchać piosenki LL Cool J’a Deepest Bluest (Shark’s Fin).

To film dla każdego, kto:

-ma ochotę na poważne kino z rekinem. TAK! POWAŻNE tym razem;
-chciałby się cofnąć w czasie do 1999 roku (czyli do czasów, gdy monitory komputerowe miały odstające doopki);
-chciałby sobie ten film odświeżyć, ale boi się rozczarowania. Bez obaw, da się to oglądać;
-uwielbia rekiny i wszelkie mutacje;
-lubi animal attack i szybką akcję

Zobacz również:

COPYRIGHT © 2020 ALICYA.PL

STRONY INTERNETOWE I REKLAMA:Distort Studioswww.distortstudios.com