Alicya w Krainie Słów

Trwają prace techniczne nad stroną. Niektóre funkcję mogą nie działać poprawnie. Przepraszamy za utrudnienia.


Czytanie rzeczy różnorodnych sprawia największą przyjemność


Drogę gu­bią ci, którzy oglądają się za siebie


Nigdy niekończąca się groza...


Bler. Człowiek ze Światła! Poznaj POLSKIEGO SUPERBOHATERA!


Zapraszamy w pełną grozy podróż z mapą cieni


Czytam, bo lubię grozę


Przeczywistość

Każdy, kto miał już wcześniej okazję zetknąć się z twórczością Marka Zychli (Horror na Roztoczu x2, Pokłosie, Hardboiled, Histeria) przeczuwał, że to tylko kwestia czasu aż pisarz wyda coś solo. I stało się: jesienią dzięki Wydawnictwu Gmork światło dziennie ujrzy jego pierwszy, samodzielny zbiór opowiadań o intrygującym tytule Przeczywistość. Ach ta intuicja, gdybyśmy tylko z taką samą skutecznością obstawiali numerki w totolotka…

Przeczywistość jest zlepkiem nieprzewidywalnych światów, po których autor oprowadza nas z wdziękiem rasowego gawędziarza. Podróż z nim jest naprawdę ekscytująca: gdy zaczyna snuć kolejną historię, nigdy nie wiemy w jakiej rzeczywistości za chwilę wylądujemy i co na nas w niej czeka. A wachlarz jego możliwości zdaje się nie mieć końca: skup „czasu” prowadzony przez dwóch zapijaczonych żuli, nietypowa apokalipsa zombie wywołana przez elfy, likwidujące współczesne problemy ludzkości niebyty, manipulacje na ogromną skalę, niebanalne eksterminacje, choroby o jakich nam się jeszcze nie śniło, gadające chomiki i świnki ateistki. U Zychli to co zwyczajne, bez ostrzeżenia odkształca się i deformuje, przybierając nieoczekiwane formy.

Pierwsze opowiadanie pt. Symbioza jest niesamowicie elektryzujące. Jak sam tytuł wskazuje mowa w nim o organizmach, które ściśle ze sobą współpracują. Równowaga w świecie, w którym ludzkość została zdziesiątkowana i zagraża jej Cień oraz Zieleń, jest jednak bardzo krucha. Zychla nadał niebanalny rys ciężkiej, nasyconej poczuciem klęski atmosferze. Szkoda, że opowieść tak szybko się kończy, może autor pokusi się i rozbuduje nieco swoją historię?

T’estimo, Senior Garcia, napisane z rozmachem, jedno z ciekawszych opowiadań, w którym dwóch życiowo przegranych panów spod monopolowego, rozkręca lukratywny interes. Niestety (albo stety, bo sami to by popłynęli tylko w strugach procentów) w ich biznes wplątuje się pewna mroczna siła, która ma swoje własne cele. Szary, zwykły świat wykręca się ukazując swoje drugie, fantastyczne dno. Mocne.

Wi@rus, przedstawia nam zupełnie inną, od tych do których przywykliśmy, inwazję zombie. Opowiadanie zaczyna się niewinnie od rozłożenia na części pierwsze egzystencji mieszkańców bloku. Okazuje się, że każda z zaprezentowanych czytelnikowi osób mieszka w tym samym pionie i ma w mieszkaniu wnękę, do której upycha swoje wstydliwe sekrety. Dlaczego tylko oni nie zzombiaczeli? Odpowiedź może przyprawić o ciarki… Tekst rewelacyjny, pobudzający i refleksyjny – zwłaszcza, gdy w którymś z bohaterów czytelnik dostrzeże samego siebie.

Farfadety i Nibywróżka, to przewrotna i pełna humoru bajka o skrzatach, które porywają dzieci, by oddać je czarownicy. Kiepsko jednak tym razem wybrały. Mimo kaca giganta ojciec uprowadzonych pociech, postanawia je za wszelką cenę odzyskać. Pomoże mu w tym kolega od butelki – jak się okazuje – faun i pewna ponętna Nibywróżka.

Po odprężającej bajce czeka na nas Katharsis, utwór zdecydowanie mroczniejszy. Poznajemy w nim niebyty, które obdarzone niesamowitymi zdolnościami przejmują powoli kontrolę nad światem. Urzekła mnie zawarta w tej historii idea powrotu i sposób w jaki się on dokonuje. Pięknym za nadobne człowieku, prawda?

Wiecie, że to wcale nie ludzie ani żadne tam delfiny, tylko chomiki są gatunkiem WYBRANYM przez boga? Chomcio Paluch rozłożył mnie na łopatki i to nie tylko ze względu na ogromny ładunek humorystyczny i doskonale nakreślone postacie. Nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że stwór powstały ze skrzyżowania oddanego sprawie chomika, cynicznej świnki morskiej i nawiedzonego kurczaka, to tak dobrze znane nam i poczciwe „Coś”.

Na zakończenie czeka na nas bonus, możemy przypomnieć sobie Czarną Kawkę, czyli opowiadanie o nastolatku, którego nawiedza paskudny ptak. Czytelnik nie wie, kiedy kończą się wizje, który świat bohatera jest prawdziwy i gdzie szukać źródła omamów. Tutaj nic nie jest takie jakim się wydaje. Autor w Czarnej Kawce popisał się misternie ukształtowanym nastrojem. Jest smutno, ciężko i przerażająco (pająki wyczesywane z włosów!). Centralny motyw dziobatego stwora nadaje utworowi świeżości i w imię obłędu przenosi nas też do klasyki. Kawka a kruk, kruk a kawka….

Żebyśmy przeskakując z jednego opowiadania do następnego, nie stali się, tak jak nurek wynurzający się z głębiny, ofiarą choroby dekompresyjnej, proces ten musi odbywać się powoli. Dlatego też Zychla daje nam za każdym razem chwilę oddechu. Kolejne teksty poprzedza przystankami, niby-wstępami. Wspomina w nich o swoich „tapczanowych” wyprawach do świata wyobraźni, w których towarzyszył mu wiernie Języczek (kto z nas tego nie doświadczał?) oraz innych inspiracjach.

Marek Zychla udowadniał już nie raz, że ma swój własny, niepowtarzalny styl. Plastyczny i barwny język autora sprawia, że ponura atmosfera absurdu unosząca się nad każdym z wykreowanych przez niego światów, staje się dla czytelnika wręcz namacalna. Ciężar ten często rozładowuje czarnym humorem. Sprawnie prowadzone narracje Przeczywistości nie tylko bawią nas do łez, prowokują dosadnością, ale także zmuszają do refleksji. Przez skórę czujemy bowiem, że będący zawsze na pierwszym planie „człowiek” (i jego problemy), to zaledwie cień rzucany przez ćmę w snopie światła latarki.

Długich dni i zaczytanych nocy
Podążajcie za Atramentowym Królikiem!

Zobacz również:

COPYRIGHT © 2017 ALICYA.PL

STRONY INTERNETOWE I REKLAMA:Distort Studioswww.distortstudios.com