Alicya w Krainie Słów


Drogę gubią ci, którzy obracają się za siebie


Koniec nie nadejdzie


HIT lub KIT, czyli film tygodnia


Polecamy


Czytam, bo lubię grozę


A jaką ty masz supermoc?

Gdybym miała wybrać motto do tej książki brzmiałoby ono tak: Kiedyś krzyczano by nie dać się systemowi. Teraz po cichu szepcze się by odebrać mu to co najcenniejsze. Siebie. I oczywiście nie jest to łatwe.

***

Chciałam opowiedzieć wam historię. Historię moją, bohaterki i książki. Ale nie mogę. Bo tej historii nie wolno opowiadać. Gdybym próbowała oznaczałoby to, że chcę ją wtłoczyć w schemat, w sposób rozumienia, któremu ona ewidentnie się opiera. Więc nie. Poza tym Pustostany to nie jest fabuła, do jakiej jesteśmy przyzwyczajeni. Początek książki mógłby być jej środkiem, a środek końcem lub początkiem. Równie dobrze moglibyśmy przetasować rozdziały i ułożyć je w zupełnie innej kolejności. Książka nie straciłaby na tym nic. A my, czytelnicy, moglibyśmy nawet na tej nowej konfiguracji coś zyskać: inną formę zagadki, którą jest dla nas świat bohaterki. Skąd to wiem? Bo to zrobiłam. Przeczytałam Pustostany kolejny raz: na wyrywki i od końca.

Książka Doroty Kotas, to zaproszenie do podziwiania świata z perspektywy kobiety, która wie, że kiedyś napisze książkę doskonałą, ale przez większość czasu nie robi właściwie nic. Od roku nie ma pracy i wcale nie kwapi się do tego by ją mieć. Bo po co praca komuś kto: rozumie tajny rytm życia wyznaczany przez pączki, potrafi ugotować wyrozumiałą zupę z białej, polskiej heteroseksualnej cebuli, odnajduje się w labiryncie bazaru i zna tajniki niefunkcjonowania poczty. Nasza bohaterka posiada także inne, bardziej lub mniej, unikatowe umiejętności np. wyglądając przez okno w kuchni widzi kulę ziemską, grywa w chińczyka i – jeśli już w ogóle zdecyduje się z kimś rozmawiać – prowadzi nocą dziwaczne telefoniady. Wiele mówi o niej  również to, że jej ulubieni sąsiedzi, to ci martwi.

Tak więc mamy bohaterkę (alter ego Doroty?), która przeżywa przygody, które właściwie nie mają miejsca, dojada jedzenie po zmarłych i donasza ich ubrania, funkcjonuje na szeroko pojętym marginesie, zdecydowanie barwniejszym od głównego nurtu. Rozśmiesza nas ale i szturcha brutalnie palcem skłaniając do refleksji. Nie oszczędza mas, popkultury, Polaków i trendów za którymi podążamy jak stado baranów. Bywa dziwna, a nawet nieco szalona, zwłaszcza wtedy, gdy wyrywa z korzeniami swoje zakotwiczenie w rzeczywistości. Jakby śniła na jawie. Albo była lunatyczką. Czasami myślałam nawet, że jest kobietą-duchem. Tak na serio i w przenośni. A my, czytelnicy, oglądamy ją w krzywym zwierciadle, bezrefleksyjnie wierząc, że duch może mieć odbicie. Oczywiście moglibyśmy zarzucać jej głęboko posuniętą prokrastynację i marazm, które utrudniają  jej „normalne” funkcjonowanie. Podskórnie czujemy jednak, że tak naprawdę, w tym swoim wycofaniu i wytrąceniu z nadętej bańki późnego kapitalizmu, ma szansę żyć prawdziwiej od nas i to my tracimy więcej poprzez trwanie w iluzji oraz pogoni za nadkonsumpcjonizmem.

I wiecie co? Formatowana, zaprogramowana i upchnięta w ramy systemu JA potwornie tej bohaterce zazdrości. Przede wszystkim niebanalnej wrażliwości i ścieżek, którymi biegną jej myśli. Także tego, że potrafi żyć bez tych wszystkich rzeczy, bez których potrafi żyć człowiek, tylko niestety o tej wspaniałej umiejętności zapomniał. Na dokładkę została tak sprytnie skonstruowana, że wielu z nas może odnaleźć  w niej cząstkę siebie. Przyznaję: mnie dopadła chociażby próbami radzenia sobie z zagubieniem, lękiem i smutkiem.

W pełni zgadzam się z opiniami, że treść tej książki nie jest odkrywcza. Autorka jest świetną obserwatorką, jednak jej spostrzeżenia związane są z tym, co sami, w mniejszym lub większym stopniu, dostrzegamy wokół siebie. Nie sprawi więc, że nagle spłynie na nas jakieś objawienie, nasz świat stanie na głowie i zaczniemy przewartościowywać życie. Tak samo z formą. Pustostany to zbiór refleksji, zapis pojedynczych incydentów, wizji i przyzwyczajeń, będący „niekończącym” się monologiem z pogranicza jawy i snu. Czyli też nic specjalnie świeżego. Mimo to, książka niesamowicie mi się podobała. Oczarował mnie sposób opowiadania świata, język, który czyni go bliskim i dalekim zarazem, oraz surrealistyczny rys, nadający temu wszystkiemu głębi.

Tytułowe pustostany nie stanowią dla mnie tylko ruiny, w którą zapadamy się jako ludzkość. To przede wszystkim intrygujące przestrzenie, które czekają na to by zauważono ich istnienie. Pustostan wewnętrzny, zależnie od tego kogo dotyczy, może być więc pełną trudów i olśnień drogą ku wolności, a może stać się ciasną i wygodną klatką. Wybór należy do nas.

Długich dni i zaczytanych nocy.
Podążajcie za Atramentowym Królikiem!

Zobacz również:

COPYRIGHT © 2020 ALICYA.PL

STRONY INTERNETOWE I REKLAMA:Distort Studioswww.distortstudios.com