Alicya w Krainie Słów

Trwają prace techniczne nad stroną. Niektóre funkcję mogą nie działać poprawnie. Przepraszamy za utrudnienia.


Czytanie rzeczy różnorodnych sprawia największą przyjemność


Drogę gu­bią ci, którzy oglądają się za siebie


Nigdy niekończąca się groza...


Bler. Człowiek ze Światła! Poznaj POLSKIEGO SUPERBOHATERA!


Zapraszamy w pełną grozy podróż z mapą cieni


Czytam, bo lubię grozę


Gdy tytuł powieści to spoiler

Pustułka Katarzyny Bereniki Miszczuk, to dla mnie duże rozczarowanie. Po kryminale z Mrocznej serii oczekiwałam chociaż odrobiny mroku, napięcia lub tajemnicy. Zamiast tego dostałam plastikową opowiastkę z intrygą i postaciami rodem z Mody na Sukces.

Powszechnie wiadomo, że z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciach. Dotkliwie przekonali się o tym uwięzieni przez sztorm na Wyspie Ptaków Spyropoulosowie. Skazani na swoje towarzystwo, nawet nie starają się już ukryć złości, niechęci i nienawiści za sztucznymi, ugrzecznionymi uśmiechami. Głowa rodu, okrutny i beduszny Wiktor, ma po dziurki w nosie swojej starzejącej się żony Konstancji, nie uznaje córki Sylwii i średnio dogaduje się z siostrą Stefanią, na której swego czasu się wzbogacił. Akceptuje tylko syna Krystiana, chociaż nie jest z niego szczególnie dumny, bo chłopak nie dość, że nie jest zbytnio bystry, to jeszcze cierpi na „zaburzenia” nastroju. Wiktor na dokładkę ma romans z młodą i sowicie obdarzoną przez naturę sekretarką (czy mogłoby być inaczej?) i w ogóle się z tym nie kryje. Jak to mawiają: kto bogatemu zabroni? Odrzucona i poniżona Konstancja, eksmodelka nie mogąca pogodzić się z upływem czasem, znajduje ukojenie w alkoholu i lekach nasennych, wścibska Stefania szukając zemsty czeka na najmniejsze potknięcie brata, a Sylwia i Krystian nie pałają do siebie ciepłymi uczuciami i wolą unikać swojego towarzystwa. W tę wewnętrzną wojnę wplątani zostają także asystent Wiktora, partner Stefanii, świeżutko upieczona żona Krystiana i służba Spyropoulosów. Szczerze mówiąc każda z jedenastu przebywających w rezydencji osób, ma powód by zabijać. Gdy bawiący w rezydencji goście odnajdują pierwsze zwłoki, okazuje się, że ktoś naprawdę postanowił pozbyć się znienawidzonych „bliskich”.

Zarys fabuły zapowiadał intrygującą grę w kotka i myszkę, rodem z powieści Agaty Christie. Niestety tylko zapowiadał, gdyż intryga w Pustułce jest cieniuteńka, jak barszcz z tytki. Kim jest morderca domyśliłam się na samym początku powieści, zanim jeszcze pojawił się pierwszy trup. Wątpię by zamysłem autorki było tak szybkie zdradzenie rozwiązania zagadki. Po co bowiem rzucałaby podejrzenia na kolejne osoby, skoro tytuł powiedział już wszystko? Niestety myli tropy w tak czytelny sposób, że nie pozostawia wątpliwości, co do kierunku w którym podąża akcja. O finałowym zaskoczeniu, czytelnik może więc zapomnieć, bo nawet tajemniczy Anonimus nie pozostaje tutaj na długo tajemnicą – wystarczy dodać dwa do dwóch i wszystko staje się jasne. Na dokładkę bohaterowie występujący w Pustułce okazali się nieznośnie jednowymiarowi i płascy. W swoich teatralnych gestach, braku emocji i tragicznie pustych dialogach przypominają bardziej kukły niż ludzi. Jedyne na co ich stać to serwowanie czytelnikowi swoich sztucznie rozdętych, „telenowelowych” dramatów. Jakby tego było mało, członkowie familii Spyropoulosów są tak antypatyczni, że jedyne co wzbudzają to niechęć i wrogość. Zamiast drżeć nad ich losem, zastanawiamy się raczej dlaczego morderca tak długo zwleka z eliminowaniem ofiar…

Kolejne na czym się zawiodłam to miejsce akcji, a dokładniej mówiąc to, że nie został wykorzystany jego potencjał. Umiejscowienie zbrodni na wyspie nie jest oryginalnym pomysłem, daje jednak spore możliwości. Warunki w których znaleźli się bohaterowie powinny więc współtworzyć klaustrofobiczny klimat, potęgować lęk i napięcie. Niestety w tym wypadku wyspa, zamieszkała głównie przez drapieżne pustułki, zamiast stać się milczącym, dwunastym bohaterem, dostała rolę tylko niewiele znaczącego tła. O atmosferze, która mogłaby wywołać w czytelniku dreszczyk emocji, nie ma więc tutaj w ogóle mowy.

Pustułka to lekkie, napisane prostym językiem czytadło, które nie zagrzeje na dłużej miejsca w pamięci. W moim odczuciu jedynym atutem powieści jest to, że szybko się ją czyta, dzięki czemu może stanowić niezobowiązującą rozrywkę na jeden wieczór. Zdecydowanie nie polecam książki fanom mroczniejszej literatury, nałogowym pożeraczom kryminałów i osobom wyczulonym na brak ostatecznej korekty.

Długich dni i zaczytanych nocy.
Podążajcie za Atramentowym Królikiem!

Zobacz również:

COPYRIGHT © 2017 ALICYA.PL

STRONY INTERNETOWE I REKLAMA:Distort Studioswww.distortstudios.com