Alicya w Krainie Słów


Drogę gubią ci, którzy obracają się za siebie


Koniec nie nadejdzie


HIT lub KIT, czyli film tygodnia


Polecamy


Czytam, bo lubię grozę


Wieczór z rekinem #31 Rekinado connecting people

Pisząc o pierwszym Rekinadzie, byłam gotowa kruszyć kopie z każdym, kto twierdził, że to najgorszy film o rekinach. Ilość części, stanowiących kontynuację owego „działa” powinna przekonać nieprzekonanych, że miałam rację. Bo czy ktokolwiek będący przy zdrowych zmysłach pomyślał o tym, by nakręcić kolejną część np. takiego gniota, jakim niewątpliwie był film W poszukiwaniu zaginionego rekina? No oczywiście, że NIE! I oby tak zostało. A skoro Sharkinado „kręciło się” aż do sześciu razy, to oznacza, że był w nim potencjał. Tak więc Rekinado 2 (2014), o wdzięcznie brzmiącym podtytule Drugie ugryzienie, to celny pstryczek w nos każdego, kto twierdził, że z tego tematu nie da się już niczego więcej wycisnąć. Jak się okazało: można. I to mocniej, szybciej, REKINIAŚCIEJ i durniej. A co najlepsze, w tej części producenci dopiero się rozkręcają!

Zapewne już się domyśliliście, że dzisiaj powtórnie przeniesiemy się do świata latających rekinów, by przeżyć wraz z bohaterami kolejną odsłonę rybnej inwazji. Na początku „drugiego bajśnięcia” widz zastaje bohaterów, gruchających jak gołąbeczki, podczas podróży do Nowego Jorku. Zapewne pamiętacie, że nasz jednoosobowy oddział komando o imieniu Fin miał eksżonę, której ochoczo ruszył na pomoc, gdy rozpoczęło się rekinado. Najwyraźniej jego bezinteresowny heroizm zrobił na niej spore wrażenie, gdyż April postanowiła do niego wrócić. Para ma niestety pecha, ponieważ samolot, którym lecą zostaje zaatakowany przez chmarę wkurzonych rekinów. Dosyć szybko więc Fin dostaje szansę na wykazanie się bohaterstwem i odkrycie przed nami swojego kolejnego talentu (a miałam go za zwykłego barmana i surfera): bez zastanowienia zastępuje pilota i sprowadza pokiereszowaną maszynę, z rozwalonym silnikiem, bezpiecznie na ziemię. W międzyczasie, gdy on szarpie się ze sterami, w ramach zemsty rekin z blizną, odgryza pani Shepard rękę. Niestety, tę z pierścionkiem.

A to dopiero jakieś 10 minut filmu…

Gdy poszkodowana April, wyłączona chwilowo z gry (ale spokojnie wróci jeszcze w wielkim stylu, podpinając do kikuta śmiercionośny gadżet i naparzając rekiny), dochodzi do siebie w szpitalu, jej niesamowity ukochany próbuje ocalić miasto i przy okazji rozliczyć się z przeszłością, ponieważ na horyzoncie pojawia się jego eks. Nie martwicie się jednak, niezłomny rycerz nawet przez sekundę nie pomyślał o skoku w bok. Ma przecież ważniejsze sprawy na głowie!

Ogólnie mówiąc schemat filmu mamy tutaj powtórzony. W jedynce toczyło się diabelskie koło, w dwójce toczy się głowa Statuy Wolności, w jedynce Fin ratował swoje dzieci i ukochaną, w dwójce ratuje siostrę i jej dzieci. Poza tym znów próbuje wysadzać tornada (tym razem to nie pomaga), urządza rzeź piłą łańcuchową i nie reaguje na zaloty, innych niż April, kobiet. Także i tym razem aktorstwo jest na tak tragicznym poziomie, że aż można pokusić się o stwierdzenie, że aktorzy grają tak celowo, by dopasować się do całej reszty. Bo wiecie, mimo sukcesu jedynki, nikt nadal nie chciał wyłożyć kasy na efekty specjalne…

Oczywiście żadne prawa fizyki podczas rekinada nie obowiązują i nie ma co doszukiwać się tutaj logiki. Nie powinny was więc zaskoczyć płonące rekiny (nie mają nóg  – tak tylko przypominam), które gonią bohaterów z 65 na 4 piętro (mają kondychę) i powódź, która jest w budynku (do wspomnianego 4 piętra), ale na zewnątrz już jej nie ma… Nie powinno was również dziwić rodeo na latającym rekinie, dramat rozgrywający się w kanałach: robotnika dziabnął aligator, a aligatora rekin, ani fakt, że Fin odzyskuje pierścionek i przyklęka przed April pośród rybich flaków. No romantyk! Całe szczęście, że to film z pełną premedytacją robiony dla beki, bo w innym wypadku należałoby wieszczyć koniec ludzkości.

W Rekinadzie 2, troszkę za bardzo chce się nam udowodnić, że bohaterowie są fajni. Pomijając już fakt, że postacie, poza główną parą, kompletnie nas nie interesują, to za duży nacisk położono na nakreślenie widzowi relacji: małżeńskich, siostrzano-braterskich, ojcowsko-synowskich i szwagiersko-szwagierskich. To się nie udaje, ponieważ nawet wtedy, gdy ma być poważnie, sceny i dialogi przesiąknięte są niezamierzonym komizmem. Poza tym, te zbędne z punktu widzenia fabuły wtręty, rozcieńczają tylko akcję, która skupia się przecież wokół epickich zgonów i absurdalnej walce z atakującymi miasto tornadami. Na szczęście w porę idą w ruch paralizatory (tak, można takim załatwić rekina, który zjada twarz twojej przyjaciółki), kije bejsbolowe, karabiny na wodę i niezawodne piły łańcuchowe, które przerabiają krwiożerczy opad na sushi (bez obaw: na fanów smażonej ryby, również czeka wyżerka).

Wiem, że znajdą się malkontenci, marudzący, że to już nie jest to co jedynka i brakuje efektu świeżości i zaskoczenia. Mnie się jednak, mimo bezsensownej rodzinnej dramy, oglądało ten zlepek dziwacznych dyrdymałów i przypadkowych, zwariowanych pomysłów, całkiem dobrze. Wyśmiewanie gatunkowych schematów, absurdalne poczucie humoru, parodiowanie popkulturowych klisz i gnająca na łeb na szyję akcja z rekinami, to jest po prostu coś koło czego nie da się przejść obojętnie.

To co, gotowi na trójkę?

P.S. W tej części Shepardowie chwalą się napisaną przez siebie książką o tym jak przetrwać rekinado, i wiecie co? Tę książkę można naprawdę kupić na Amazonie.

To film dla każdego kto:

– chce zobaczyć jak się ujeżdża latającego rekina;
– chce zobaczyć jak rekiny pokonują 61 pięter. Płonąc!
– lubi patrzeć, gdy kataklizmy i różne monstra rozwalają Nowy Jork;
– lubi wszamać sushi i/lub smażoną rybkę;
– chce zobaczyć dokąd zmierza seria Rekinado;
posiada wrodzoną odporność na głupotę i absurd;
– nie lubił lekcji fizyki;
– chciałby sobie kupić dziwną książkę.

Zobacz również:

COPYRIGHT © 2020 ALICYA.PL

STRONY INTERNETOWE I REKLAMA:Distort Studioswww.distortstudios.com