Alicya w Krainie Słów


Drogę gubią ci, którzy obracają się za siebie


Koniec nie nadejdzie


HIT lub KIT, czyli film tygodnia


Polecamy


Czytam, bo lubię grozę


Biało na czarnym

JAK TO SIĘ ROBI?

Thomas Ott, jak powszechnie wiadomo, jest mistrzem scratchboardingu. Gdybyście chcieli spróbować tego w domu po pierwsze musicie zorganizować sobie karton. Najlepiej wyskoczyć do pobliskiego spożywczaka lub kiosku i popatrzeć na ekspedientki oczami a’la zbity  pies. Zawsze można także pobawić w hasiomaszketnika i wyłowić trofeum z pojemnika na segregowane odpady.  Nie ma jednak gwarancji, że nie wyjmiecie z niego przy okazji czegoś niepożądanego. Ale kto wie, może wasi sąsiedzi naprawdę segregują? Musicie się także zaopatrzyć w tusz. Tutaj już nie da się sprawy załatwić  po kosztach, trzeba wyszarpać co nieco z kieszeni i dokonać zakupu. Szczodrze nasączony płynem karton będzie stanowił bazę waszej pracy. Kolejne o czym musicie pamiętać, to zestaw ostrych narzędzi (dobra, wyskoczcie też do apteki po plastry i wodę utlenioną), najlepiej różnych nożyków np. do tapet, metalowych pilniczków. Prawda jest jednak taka, że to głównie wasza sprawa czym będzie wam się najwygodniej skrobać. Tak dobrze, przeczytaliście: SKROBAĆ.

Zanim jednak przystąpicie do czasochłonnego drapania, najlepiej będzie jeśli najpierw wykonacie na jakieś kartce, położonej na naszym kartonie, szkic. Kontury odciśnięte na ciemnej, pociągniętej tuszem powierzchni wyznaczą granice tego, co chcecie w swoim dziele przekazać.  A potem już tylko pozostaje dać wam się ponieść magii i wyczarować na kawałku tektury obrazy składające się z drobnych białych kresek.

Na niewiele jednak zda się takie skrobanie, nawet gdy opanujemy już świetnie tę technikę, jeśli nie będziemy mieć pomysłów. Żeby opowiedzieć dobrze jakąś historię nie wystarczy umiejętnie zapisywać na twarzach bohaterów emocji, grać światłem i cieniem, osiągać głębię przekazu. Trzeba przede wszystkim wiedzieć, co chce się „powiedzieć”. A jeżeli o tę umiejętność chodzi, to Thomas Ott nie ma sobie równych.

WSKAKUJEMY!

Wiedząc już co i jak, przygotowani na zderzenie z pooraną setkami białych ukąszeń nożyka czernią, otwieramy R.I.P. i bez reszty wsiąkamy w świat pozbawiony słów, za to gęsty od niepewności.

Mocą wszystkich historii opowiadanych przez Otta jest ich pozorna zwyczajność. Cóż bowiem możne ukrywać się za codziennymi czynnościami: wejściem do pralni, przygotowaniem się do pracy, dokonaniem zupełnie zwyczajnej zbrodni, czy oddaniem butów do czyszczenia? Każde z tych zdarzeń/czynności w jednej chwili, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki (mrocznej i złośliwej) przestają być zwyczajne i przeobrażają się w makabrę nasączoną czarnym humorem i na dokładkę zakończone zaskakującą, mocną puentą. To co obserwujemy, to jakby pęknięcie powierzchni codzienności, z której zaczyna wylewać się wypełnione groteską wnętrze: rzeczywistość kpi sobie z bezsensu naszej egzystencji, z absurdów których stajemy się niewolnikami. Dlatego też większość bohaterów Otta ginie w sposób mało poetycki, niezbyt heroiczny, śmierć dopada ich wręcz w idiotyczny sposób, zwłaszcza, gdy sami stają  się katalizatorami nieszczęść. Niektórzy nawet nie zauważają, że już nie żyją, że zostali „zjedzeni” i „strawieni” za życia, jak zombie w fabryce. Oczywiście nie jesteśmy zaskoczeni tym, że historie Otta nie kończą się dobrze, wystarczy jeden rzut oka na pierwszą planszę opowieści, by wiedzieć, że zaraz wydarzy się coś złego.

Morderstwa, samobójstwa, przemoc, głupota, zło, zbrodnia…I to wszystko wyrażone czarną przestrzenią, mimiką, pustką oczu i oszczędnym szczegółem. Tutaj nic nie jest zbędne. Jeśli autor pokazuje nam kilkukrotnie te same dwie szczoteczki do zębów w kubku na półce, to znaczy, że w całej opowieści one mają jakieś znaczenie. Tak samo nieprzypadkowo zestawione są np. artykuły w gazecie, które przegląda jedna z bohaterek. Te szczegóły jednak, specyficzne ujęcia i sugestie, jesteśmy w stanie odczytać dopiero „po fakcie”, gdy historia już się wydarzy.  Niektóre „czytałam” więc kilkukrotnie: od początku do końca i od końca do początku. Pochłaniająca sporo czasu technika (omawiany już scratchboarding) wymusza na artyście ekonomizację przekazu. Osiągnął on więc mistrzostwo w pomijaniu tego, co zbędne w taki sposób, że to co niewidzialne, jest tak samo ważne i czytelne, jak to co widzialne. To Ci dopiero gra z czytelnikiem….

MUST SEE, MUST READ, MUST HAVE

Zapewne zdążyliście się już zorientować, że ten undergroundowy twórca, związany ze środowiskiem punkowym, ostro rozprawia się z ludzkimi słabostkami. Rozprawia się także z mocno zakorzenionymi w naszej świadomości motywami np. Alicją w krainie czarów, przedstawia nam również swoją wersję popularnych Looney Tunes.  Atakuje zawsze taką formą której się nie spodziewamy. Kpi z naszych oczekiwań z tego do czego jesteśmy przyzwyczajeni, dlatego jego historie kończą się nagle w momentach w których liczymy, że dopiero się zaczną. Odwraca, rozbija, niszczy. Nie czyni tego jednak bezrefleksyjnie, każdy jego thriller, kryminał, żart, każda baśń niesie w sobie jakąś myśl.

Lektura przynosi więc chwilkę otrzeźwienia, przecież gdy pewne sprawy wydają nam się już TAAAKIEEEE oczywiste, tak szybko tracimy czujność…Ott przypomina nam, że nawet słoń stojący w salonie powszednieje i z czasem przestajemy go zauważać. Nasze przyzwyczajenie nie zmienia jednak faktu, że słoń w salonie jest czymś niezwyczajnym, co powinniśmy dostrzegać i czemu wręcz powinniśmy się dziwić.

***

R.I.P. – Best of 1985-2004 to album zawierający dwadzieścia historii powstających na przestrzeni blisko dwudziestu lat. Wcześniej większość z nich ukazała się w zbiorze z  2006 roku pt. Exit. Każdy kto już takowy zakupił, nowego raczej nie potrzebuje. Chyba, że lubi kolekcjonować albumy, które mają szansę lada moment stać się białymi krukami lub po prostu jest oddanym fanem szwajcarskiego autora. R.I.P. zawiera całości nowelowych albumów: Tales o Error, Dead End, Greetings from Hellville, pojawiają się w nim także „teksty” z różnych antologii i magazynów. Mamy również okazję zagłębić się w historię Narzeczonej Królików przygotowanej przez Otta specjalnie do scenariusza Davida B.

Zbioru nie należy połykać „na raz”. Nad każdym „tekstem” należy się chociaż na chwilkę zatrzymać, napawać się obrazem, szczegółem w postaci ostatniego drinka czy szpileczki w dłoni. Dopiero po czasie bowiem dociera do nas głębszy sens tego, co mroczny mistrz ukrył pod grubym płaszczem ironii.

Długich dni i zaczytanych nocy.
Podążajcie za Atramentowym Królikiem!

Zobacz również:

COPYRIGHT © 2019 ALICYA.PL

STRONY INTERNETOWE I REKLAMA:Distort Studioswww.distortstudios.com