Alicya w Krainie Słów


Drogę gubią ci, którzy obracają się za siebie


Koniec nie nadejdzie


HIT lub KIT, czyli film tygodnia


Polecamy


Czytam, bo lubię grozę


Rozmowa z Dawidem Kainem w ramach projektu „Żertwa”

Dawid Kain. Pesymista czy realista?

D.K. Mam wrażenie, że coś takiego jak pesymistyczny realizm jest najbliższe widzeniu „prawdziwego świata”, o ile którykolwiek jest prawdziwy. Wiadomo, że żaden optymista nigdy się z tym nie zgodzi, ale jednak historia częściej potwierdza przewidywania pesymistów, niż optymistów albo tych, co twierdzą, że nie jest ani tak źle, ani tak dobrze. Ale muszę dodać, że przy całym tym – momentami skrajnym – pesymizmie, wiele rzeczy nadal mnie śmieszy. No i nie jest tak, że przy każdym moim tekście można dać pieczątkę „płakał, jak to pisał”, „płakał, jak redagował”. W sumie bardziej wzruszyłem się tylko podczas tłumaczenia Siedmiu minut po północy, przy własnych rzeczach albo się głośno śmieję albo nic nie czuję, co też jest dobre.

„(…) drożdże, zdychając we własnych odchodach, nie miały bladego pojęcia, że właśnie wytwarzają szampana.
Przez lata dorosłości nie śmiałem się już z tego inaczej niż z dojmującą rozpaczą. Patrzyłem na wszystko wokół i z żalem ściskającym gardło rzucałem w pustkę: a co MY wytwarzamy?”

Otóż to: „co wytwarzamy”? Nawet nie szukanie odpowiedzi na tak postawione pytania, a sam fakt, że padło, wymaga przenicowania sposobu myślenia o nas ludziach, jako o istotach wyjątkowych. Bohaterowi twojego Monumentu nie przychodzi to z trudem, on nie ma złudzeń. Jest w tym podobny do ciebie?

D.K. Ten żart o drożdżach przeczytałem w którejś książce Kurta Vonneguta i myślę, że ten brak złudzeń – mój i moich bohaterów – bierze się z chęci zobaczenia rzeczywistości taką, jaka jest, no a jest zazwyczaj nieszczególnie piękna. Od dłuższego czasu w pisaniu chodziło mi o znalezienie języka, który by nie fałszował tego, co ludzie naprawdę myślą, i jednocześnie mógł pokazać świat odarty z różnych ludzkich urojeń. No i w efekcie dostałem ludzi jako zwierzęta zaplątane we własne zmyślenia, cały ten podszyty absurdem horror, który pojawia się też w opowiadaniu Monument.

Napisana przez ciebie postać, zdaje się trwać tylko siłą rozpędu. Im więcej ciosów od losu dostaje, tym wyraźniej dostrzega też, że świat, który ją otacza – sposób jego funkcjonowania – pozbawiony jest sensu. A może paradoksalnie: im mniej go ma, tym ma go więcej? Może to my źle szukamy?

D.K. Bohater Monumentu błąka się od jednego bezsensu do drugiego, pogrążając się w rozpaczy, ale gdy w końcu dowiaduje się, czemu to wszystko się dzieje i czemu ludzie umierają, to ta odpowiedź wydaje się zbyt dziwna i niesatysfakcjonująca. Mam wrażenie, że każda ostateczna odpowiedź by taka była, bo gdy się znajdzie to, czego się szukało, albo można znów zacząć czegoś poszukiwać, albo utknąć w próżni, no bo już nie ma do czego dążyć, ani z czym się zmagać.

Którego z tych rozwiązań według ciebie ludzie bardziej pragną? Nawet jeśli nie są tego w pełni świadomi.

D.K. Wydaje mi się, że ludzie są teraz właśnie trochę w takiej próżni, nie do końca wiedząc, w którą stronę się skierować. I zaczynają szukać odpowiedzi nawet na to, co już wydawało się wyjaśnione. I nie chodzi mi nawet o jakieś kluczowe kwestie egzystencji, ale np. o rosnący ruch tzw. płaskoziemców. Jest o tym świetny dokument, Behind the curve, który pokazuje jak ludzie potrafią nawet zerwać kontakt z bliskimi, w imię wiary że ziemia jest płaska, a wszystko co temu przeczy, na pewno zostało sfabrykowane. To niesamowite. I świetnie pokazuje, jak ludzie sami tworzą różne sensy i bezsensy w swoim życiu, a potem walczą o nie, a nawet za nie giną.

Z jednej strony ta kreatywność jest fascynująca z drugiej przerażająca…

D.K. To jest bardzo szerokie zjawisko, bo wszystko wokół jest do pewnego stopnia wymyślone. Lubię czasem wymazywać w myślach otaczające mnie elementy, które stworzył człowiek, czyli cały ten beton, budynki i samochody, mniejsze i większe urojenia, no i na końcu zostaje mi stado dziwnych małp chodzących po gołej ziemi. To jedyne, czego człowiek swoimi działaniami nie ukształtował.

Wracając do Żertwy, jak powszechnie wiadomo, słowiańskie klimaty to nie twój konik. Co sprawiło, że zdecydowałeś się na napisanie tekstu do antologii poświęconej akurat słowiańskiej tematyce?

D.K. Poproszono mnie o tekst, a że akurat miałem w głowie coś parareligijnego, to postanowiłem się zgodzić. Monument jest może mało słowiański, ale za to pasuje mi do różnych duchowych poszukiwań, które u ludzi naprawdę cierpiących muszą przyjąć bardziej radykalną formę. W tym wypadku chodzi o dowiedzenie się, po co ludzie istnieją i po co jest świat, czy nie jest to wszystko wielką przykrywką dla czegoś zupełnie innego. Skoro drożdże zdychają, żeby powstał szampan, to może ludzie cierpią i umierają po to, żeby powstało coś innego. I to „coś innego” jest całkiem dosłownie pokazane na końcu Monumentu.

Czy mimo wszystko któraś z mitologicznych postaci, tych rodzimych, zaskarbiła sobie twoją sympatię?

D.K. Jak mitologia to może grecka, ograniczona do labiryntów i dzikich stworzeń w nim błądzących 😉

Minotaur ? Czy trzeba kopać głębiej?

D.K. Motyw Minotaura i labiryntu bardzo lubię, podobnie jak rzeczy tworzone na bazie tego mitu, np. powieść Dom z liści. Ale innym mitem który w różnych odsłonach robi na mnie wrażenie to ten o Dedalu i Ikarze, mam nawet ulubioną piosenkę o tym, zespołu Thrice, o proszę, dam nawet link: https://youtu.be/uLHcf7x2QuY

Można zaryzykować stwierdzenie, że ze słowiańskiego horroru, to horror jest Ci bliższy?

D.K. Horrory tak, choć nie oglądam ich już w takich ilościach jak dziesięć lat temu, a po te książkowe też sięgam tylko kilka razy w roku. Przechodzę za to sporo gier z gatunku horroru.

Miałeś ostatnio okazję grać w coś, co wywarło na tobie piorunujące wrażenie?

D.K. Z rzeczy, w które grałem w ostatnich miesiącach, największe wrażenie zrobiły na mnie Life is Strange, True Colors i Resident Evil 4 VR. Ta pierwsza fajnie sobie radzi z tworzeniem wiarygodnych bohaterów, a ta druga, wiadomo, klasyka growego horroru, w wirtualnej rzeczywistości wciąga bardziej niż kiedykolwiek wcześniej.

Pamiętasz co sprawiło, że świat gier cię wciągnął, pierwszą grę? Nadal cię fascynują?

D.K. Gry wciągnęły mnie w dość młodym wieku, miałem najpierw konsolę Atari a potem Amigę i Pegasusa, pykało się wtedy np. w Mario i Contrę. Później też sporo grałem, choć np. na studiach wcale, jakoś mi wtedy przeszło. Ale od paru lat pracuję w branży gier jako twórca fabuł i scenariuszy, więc teraz mogę się tłumaczyć, że robię hiperważny risercz, a nie że gram dla przyjemności… W sumie dla pisarza riserczem może być nawet wyjście do żabki, kto wie, co po drodze usłyszy albo zobaczy.

Oprócz grozy zdarzyło ci się napisać także thriller. Czy to była jednorazowa przygoda, czy początek nowej drogi?

D.K. Thriller był dla mnie nie tyle jednorazową przygodą, co dwurazową. Powinna w tym roku ukazać się moja powieść zawierająca elementy thrillera psychologicznego, ale ma ona też pewien potencjał grozowy. Thrillery bardziej odpowiadają mi w kinie niż w literaturze, szczególnie te trochę starsze, jak np, Siedem, czy Gra.

Zdradzisz swoje literackie plany?

D.K. W planach na ten rok jest bardzo dużo rzeczy, które powstały trochę wcześniej, albo powstawały już od dawna. Zaczynając od książek jest spora szansa, by w tym roku w Vesperze ukazał się mój horror Zaplecza, a w innym wydawnictwie wspomniany thriller psychologiczny Czarna skrzynka. Będzie dużo gier, do których pisałem scenariusze, chyba ze cztery w tym roku, ale ograniczę się do tych horrorowych: Unholy i Afterlife VR. Oprócz tego pewnie coś w antologiach, ale nie za dużo, bo o ile kiedyś pisałem po 10 opowiadań rocznie, to teraz ledwie starcza czasu na 1-2.

Będzie teraz więcej Dawida Kaina czy raczej Marcina Kiszeli?

D.K. Będzie dalej podobnie jak było, to znaczy rzeczy powiązane z grozą będą pisane pod pseudonimem, a powieści z innych gatunków, przekłady i scenariusze gier pod prawdziwym nazwiskiem.

Dziękuję za rozmowę.

Zobacz również:

COPYRIGHT © 2023 ALICYA.PL

STRONY INTERNETOWE I REKLAMA:Distort Studioswww.distortstudios.com