Alicya w Krainie Słów

Trwają prace techniczne nad stroną. Niektóre funkcję mogą nie działać poprawnie. Przepraszamy za utrudnienia.


Czytanie rzeczy różnorodnych sprawia największą przyjemność


Drogę gu­bią ci, którzy oglądają się za siebie


Nigdy niekończąca się groza...


HIT lub KIT, czyli film tygodnia


Polecamy


Czytam, bo lubię grozę


Trucizna, dekadenci i magia latających stolików

Pisarz Jacek Dehnel i historyk Piotr Tarczyński zadali sobie pytanie, jakby to było gdyby wścibska i uparta Dulska rozwiązywała zagadki kryminalne. W odpowiedzi powołali do życia Zofię Szczupaczyńską i uczynili ją główną bohaterką serii kryminałów retro. Eksperyment trzeba przyznać nie lada odważny, zważywszy na to, jaką niechęcią reagujemy na kołtuństwo i dulszczyznę. Nie ma się co jednak martwić, że nasza profesorowa jest tak antypatyczna, że czytelnik nie będzie w stanie przebrnąć przez lekturę, zgrzytając nad nią zębami i rwąc włosy z głowy. Pisarze nie do końca bowiem wykreowali taką postać jaką zamierzali i panią Szczupaczyńską da się mimo wszystko lubić. No może nie w stu procentach, ale jednak.

W Seansie w Domu Egipskim bohaterka po raz trzeci już podąża tropem zbrodni. Od ostatniego śledztwa minęło sporo czasu, więc Szczupaczyńskiej dała się już dotkliwie we znaki nuda. Na szczęście los się w końcu do niej uśmiecha (czego niestety nie można powiedzieć o reszcie eleganckiego towarzystwa) i dostaje ona zaproszenie na nietypowe spotkanie u państwa Beringerów. Z okazji zaćmienia Księżyca postanowili oni bowiem zorganizować u siebie seans spirytystyczny. Wieczór ma niespodziewany finał, gdyż podczas okultystycznego eksperymentu, dochodzi do morderstwa: ktoś podaje gospodarzowi truciznę. Profesorowa nie może odpuścić takiej okazji i wraz z sędzią Klossowitzem zabiera się za szukanie winnego. A wyzwanie to do najłatwiejszych nie należy, zwłaszcza, że każdy z obecnych miał motyw, by zabić Władysława Beringera. Mogła to być jego druga żona, córka z pierwszego małżeństwa, Szatan, czyli Stanisław Przybyszewski, kolega po fachu, kochanka, mąż kochanki, kochanek żony, narzeczony pierwszej żony, a nawet sprowadzone przez niego do Krakowa medium – Olga Ryczywolska. Szczupaczyńskiej nic jednak nie zniechęca i ku rozpaczy podejrzanych, wynajduje skrzętnie poukrywane w ich szafach trupy. Cel przecież uświęca środki: po pierwsze sprawiedliwości musi stać się za dość, a po drugie i najważniejsze, przecież to ona, a nie sędzia Klosswitz, musi jako pierwsza rozwikłać zagadkę.

Jak widać nasza bohaterka połknęła bakcyla detektywistycznego na dobre. Jej dociekliwość, naturalna umiejętność manipulowania rozmówcami , wykorzystane w słusznej sprawie przestają być rażącymi w oczy przywarami. Podoba nam się jej żywa inteligencja, spostrzegawczość, niezłomność i zaradność. W świecie, w którym większość fascynujących zajęć zarezerwowanych jest dla mężczyzn znalazła miejsce dla siebie, maleńką lukę, szczelinkę, w którą potrafiła się doskonale wpasować i czerpać z tego satysfakcję. Zarazem jednak drażni nas jej konserwatyzm, przywiązanie do skostniałych zasad, porządkujących życie społeczne i podwójna moralność. Trudno jej nadążyć za zmianami społecznymi, nową estetyką i technologicznymi nowinkami. Kobiety w towarzystwie obcych mężczyzn spędzają czas przesiadując w kawiarniach, nie wiedzieć czemu ludzie świętują Nowy Rok, w Krakowie powstaje fabryka lodu i lada moment mają tutaj zacząć jeździć elektryczne tramwaje, co wymaga jednak zburzenia bramy Floriańskiej! Ten postęp frustruje ją, ale i w pewien sposób pociąga, czego wstydzi się sama przed sobą. Profesorostwo instalują przecież nawet u siebie telefon, z czego Zofia koniec końców jest bardzo zadowolona, a jej kucharka, Franciszka, zamiast chadzać do cyrku zachwyca się kinematografem. Chociaż profesorowa wydaje nam się straszną hipokrytką, jest po prostu typową przedstawicielką epoki i klasy społecznej do której należy. Warto przyjrzeć się także i innym postaciom. Pisarze na kartach książki powołali bowiem do życia na nowo postacie znane nam z kart historii, jak chociażby Stanisława Wyspiańskiego, Tadeusza Boya – Żeleńskiego i Stanisława Przybyszewskiego. Zrobili to na tyle wiernie na ile byli w stanie. Ich maniery, zwyczaje, gesty i sposób bycia mają swoje potwierdzenie w źródłach. Podobnie wypowiadane kwestie są naprawdę ich własnymi słowami, to m.in. fragmenty wycięte z ich dzieł, lisów, dzienników, odpowiednio dobrane i wpasowane w tekst . Nie da się zaprzeczyć, że obok subtelnej gry konstrukcyjnej, o której panowie nie zapominają nawet na chwilę, właśnie dbałość o realia i stylizacja językowa, są z całą pewnością jednymi z głównych atutów powieści.

Biorąc pod uwagę fakt, ile pracy panowie władają w pisanie, nikogo nie powinno dziwić, że powieść doskonale wpasowuje się w kontekst historyczny i świetnie oddaje ducha epoki. Oczami Zofii Szczupaczyńskiej możemy oglądać ekstrawagancki Dom Egipski, Paon, kawiarnię będącą miejscem spotkań artystów i cyganerii, Hotel Grand, Hotel Royal i przyprószone śniegiem, śliskie krakowskie ulice. Seans w Domu Egipskim, to także rekonstrukcja relacji społecznych, konfliktu obozów bohemy i filistrów, czyli czczących konwenanse szacownych mieszczan i dekadentów, chcących obalić zastany, skostniały porządek.

Nawet naszej, hołdującej tradycji, bohaterce trudno ignorować fakt, że „nowe” bierze rzeczywistość Krakowa szturmem. Chociaż pod koniec XIX wieku, to jednak nadal tylko prowincja, jeśli porównywać go ze Lwowem czy Wiedniem, to mimo to i tutaj dociera przecież wiatr zmian, w powietrzu wyraźnie czuć dziwną energię, podsycaną przez dekadenckie lęki, związane z nadchodzącym końcem świata. Obok tradycyjnych, wystawianych po domach bożonarodzeniowych szopek, mamy też więc i „stolikowe” szaleństwo (tzw. stołomancja), czyli popularne seanse spirytystyczne. Pod koniec wieku z duchami kontaktowano się na potęgę, a „spotkaniom” tym towarzyszyły lewitujące przedmioty i przesuwające się meble. Uwagę przykuwały zwłaszcza stoły, które podskakiwały, kręciły się, stukały i nawet udzielały odpowiedzi na pytania. Tak jak widzimy po reakcjach towarzystwa zebranego w Domu Egipskim, jedni wierzyli w nadprzyrodzone moce, drudzy z nich szydzili, jeszcze inni traktowali po prostu jako zabawę.

Powieść Dehnela i Tarczyńskiego to pocztówka z przeszłości nakreślona z wyraźnym sentymentem i subtelnym dowcipem. I chociaż w tym kryminale retro więcej jest klimatycznej powieści obyczajowo-historycznej niż kryminału, do jakiego przyzwyczailiśmy się w ostatnich latach, to i tak czyta się go z ogromną przyjemnością. Akcja, wolna od dramatów i nagłych zwrotów, toczy się nieśpiesznie pośród licznych historycznych smaczków. Lektura na pewno przypadnie do gustu tym, którzy lubią historię i wszystko co jest z nią związane, nie należy traktować jej jednak jak podręcznika. Nie zapominajmy bowiem, że to fikcja literacka, świat powołany do życia na potrzebę opowieści o losie Szczupaczyńskiej i krakowskich śledztwach. Ci którzy reagują na epokę Młodej Polski alergicznie z powodu zaszczepionej im w szkole niechęci, dzięki serii mają szansę się z tą epoką przeprosić, albo chociaż nieco podreperować nadszarpniętą relację.

Podczas lektury wciąż jedna, pełna nadziei, myśl nie dawała mi spokoju, że może by tak młodopolski Kraków, stał się takim naszym, ukochanym przez pisarzy, wiktoriańskim Londynem?

Długich dni i zaczytanych nocy
Podążajcie za Atramentowym Królikiem!

Zobacz również:

COPYRIGHT © 2018 ALICYA.PL

STRONY INTERNETOWE I REKLAMA:Distort Studioswww.distortstudios.com