Alicya w Krainie Słów


Drogę gubią ci, którzy obracają się za siebie


Koniec nie nadejdzie


HIT lub KIT, czyli film tygodnia


Polecamy


Czytam, bo lubię grozę


Wieczór z rekinem #34 David Hasselhoff i rekiny w kosmosie

Przeżyłam z Finem REKINADO w Los Angeles (Rekinado 1) i wyszłam bez szwanku z tego, które zaatakowało Nowy Jork (Rekinado 2). Uznałam więc, że inwazja wściekłych ryb na Waszyngton, będzie już dla widza odgrzewanym kotletem, a dla bohaterów bułką z masłem. No bo cóż jeszcze takiego strasznego mogło się wydarzyć? Rekiny straciły przewagę w postaci zaskoczenia, przeciwstawnych kciuków ani skrzydeł raczej nie zdołały wyhodować, a i ludzie są już w miarę przygotowani do walki z nimi. Przekonana o tym, że się potwornie wynudzę włączyłam więc trzecią część i….wybuchnął mi mózg. Wbrew temu co sądziłam, na TO nie byłam przygotowana!

Zapewne pamiętacie zakończenie poprzedniej części, kiedy to Fin (Ian Zering) odzyskał odgryzioną rękę ukochanej (wraz z pierścionkiem), po czym rzucił się przed nią romantycznie na kolana pośród rybich flaków. Widać się im całkiem dobrze od tamtej pory układa, ponieważ w trzeciej części zastajemy April (Tara Reid) z dosyć pokaźnym brzuchem (nie miałam najmniejszych wątpliwości, że urodzi w jakiś oryginalny sposób, ale to co wymyślili producenci przeszło moje najśmielsze oczekiwania). W związku z tym, że – coraz bardziej podobna do lalki Barbie – April nie może podróżować, Fin samotnie przyjeżdża do Waszyngtonu by odebrać z rąk prezydenta zasłużoną nagrodę. Jest nią, cóż za zaskoczenie, złota piła łańcuchowa. Ów (oczywiście prześmiewczy) wstęp bez zbędnych ceregieli przekształca się w konkretną akcję, ponieważ, jak na zawołanie nadciąga rekinado i z nieba zaczynają atakować rekiny (one go ewidentnie śledzą). A nasz ekspert od walki z latającymi szczękami staje się ochraniarzem głowy państwa. Całe szczęście, że nie na długo.

Po tym krótkim i dynamicznym początku, zawrotne tempo utrzymuje się w zasadzie przez cały film. Nikt tym razem nie próbował nawet udawać, że Rekinado. O rybia płetwa! (org. Oh Hell No) ma mieć jakąś fabułę. Otrzymujemy więc zbitkę scen, w których najważniejsze jest naparzanie w rekiny i możliwe jak najbardziej malownicze zgony bohaterów. Zaskakujący jest powrót znanej nam z pierwszej części Novej (Cassandra Scerbo), która od tamtej pory przeszła metamorfozę w madmaxową wojowniczkę, która tropi zawzięcie rekinada w wymyślnej puszkotaranociężarówce. Dziewczyna nie ukrywa pretensji do Fina, że wrócił do eksżony, ale niczego to oczywiście nie zmienia. Fragment ten można by bez szkody dla całości wyciąć, gdyby nie Lukas (Frankie Muniz znany ze Zwariowanego świata Malcolma), czyli współpracownik Novej. Chłopak nie dość, że skradł jej szoł, to uratował jeszcze wspomniany wątek, ginąc ofiarnie jako człowiek-przekąska. Ze znanych twarzy pojawia się tutaj również – niestety bez fajerwerków – Bo Derek oraz bezkonkurencyjny i najwspanialszy aktor wszechczasów, czyli David Hasselhoff. Szkoda, że rola, którą dla niego wybrano nie jest zbytnio oszałamiająca, no ale przecież nie można było dopuścić do tego, by ktoś przyćmił Fina, zwłaszcza w kosmosie. Tak, dobrze widzicie: w KOSMOSIE.

Jeżeli chodzi o rekiny, to tym razem przechodzą same siebie. Znudziło im się spadanie na ofiary, igraszki w aquaparkach i kanałach, więc postanowiły zabawić się trochę w parku rozrywki Universala ślizgając się/wspinając (?) po torach rollercostera. To jednak jeszcze nic. Nasza planeta to już dla nich za mało. W wyniku czegoś tam, co jest oczywiście uzasadnione pseudonaukowym bełkotem, rekinada połączyły się w REKINAGAN (sharkcane), i nasi bohaterowie muszę polecieć w przestrzeń kosmiczną, by go tam zniszczyć. A rekiny oczywiście lecą za nimi, bo jak już wspomniałam, zawzięcie polują na swojego ARCYWROGA, czyli Fina.

Wiadomo, że seria o rekinadach gardzi logiką i prawami fizyki, ale to co dzieje się w kosmosie i podczas powrotu bohaterów na Ziemię, odebrało mi mowę (co oni tam BIORĄ?!!). Już się przyzwyczaiłam, że rekiny przejawiają pewną „sterowność” w powietrzu i nie duszą się poza wodą, no ale w kosmosie?! Jak?!! Latają, oddychają, ryczą i najwyraźniej całkowicie celowo atakują i niszczą prom… Oczywiście Fin po raz kolejny uratuje świat i w końcu zniszczy rekinagan, ale będzie jeszcze musiał wrócić jakoś na Ziemię wraz ze swoją ciężarną żoną (Tak, April – ta sama, która do Waszyngtonu nie dała rady – też poleciała w kosmos. A co będzie sobie odmawiać wycieczki życia…). Tym razem więc, ujeżdżanie latającego rekina nie wchodzi w grę. To w jaki sposób scenarzyści rozwiązali ten problemik, to totalne kuriozum i majstersztyk przegięcia. Cała niewiarygodnie głupia akcja zostaje ukoronowana jeszcze głupszym cudem narodzin i bliski łez Fin wydobywa swojego malutkiego syna z wnętrza usmażonego rekina. I w tym momencie, z przegrzania, padły mi synapsy.

Kurtyna.

Chciałoby się powiedzieć: I żyli długi i szczęśliwie, ale wiemy, że powstały kolejne 3 części. Aż się boję, co w nich zobaczę i czy to przetrwam!

W O rybia płetwa! twórcy są w pełni świadomi prześmiewczej konwencji i robią sobie bekę z czego popadnie. Zgodnie z prawem tego typu serii, wszystkiego jest tutaj więcej: głupoty, absurdu i nonsensów, rekinów, taniego efekciarstwa, żenującego CGI, złych pomysłów, umownego aktorstwa, kiczu i durnych dialogów od których szare komórki popełniają seppuku. Ale wiecie co? Jest tak fatalnie, że aż fajnie! Przyznaję, że mnie poskładali zakończeniem, ale o to przecież w tej produkcji chodziło.

To film dla każdego kto:

-chce zobaczyć poświęcenie „człowieka-przekąski”;
-nie lubi parków rozrywki i szuka argumentów by wybić je dziecku z głowy;
-chce samodzielnie ocenić czy bardziej plastikowa jest Tara Reid czy lalka Barbie;
-nie wierzy, że da się przeżyć i latać w próżni;
-stęsknił się za Hasselhoffem;
-chce, tym razem, od środka zobaczyć, jak Fin radzi sobie połknięty przez rekina;
-planuje napisać poradnik surivalowy dla ciężarnych pt. „Jak urodzić w żołądku rekina spadającego z kosmosu na Ziemię, mając tylko jedną rękę i nie ściągając majciochów”.
-ma ochotę rzucić okiem na bekę z Grawitacji;
-chce zobaczy George’a R.R. Martina (on tutaj naprawdę wystąpił i dał się zeżreć) oglądającego w kinie film o trzygłowym rekinie.

 

Zobacz również:

COPYRIGHT © 2020 ALICYA.PL

STRONY INTERNETOWE I REKLAMA:Distort Studioswww.distortstudios.com