Alicya w Krainie Słów


Drogę gubią ci, którzy obracają się za siebie


Koniec nie nadejdzie


HIT lub KIT, czyli film tygodnia


Polecamy


Czytam, bo lubię grozę


Słowiantasy a sprawa boska

Pozostaję pod wrażeniem pomysłu, jaki Ewelina Kasiuba miała na ukazanie zmierzchu słowiańskich bogów. Choć idea, że nieśmiertelnych można się pozbyć dopiero wtedy, kiedy wymarze się pamięć o nich, nie jest konceptem nowym, to sposób w jaki się to na karatach książki realizuje, bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Przy okazji ciekawie połączonych wątków, bez zadęcia i zbędnego filozofowania, autorka pokazała z jaką łatwością najniższe instynkty, buta, pycha i arogancja w porę nie opanowane doprowadziły do zagłady świata starych wierzeń. I zabiły piękną miłość.

Wszystko zaczyna się od przepowiedni, która zdaje się być przychylna Swarożycowi – ma mu bowiem pomóc ostatecznie pokonać znienawidzonego Welesa. I chociaż Bóg Słońca nie chce się łudzić, że wizja staruchy ma szansę realizacji, to pozostaje czujny. Aż w końcu, po wielu latach, ku jego zaskoczeniu, dzieje się to, co miało się stać: spotyka tę, której gotów jest oddać serce. Niestety, jak na boga przystało komplikuje sprawę dziwnymi podchodami, krętactwami i porywczym charakterem. W międzyczasie władca Nawii, który wie co się święci, nie odpuszcza sobie najmniejszej okazji, by boleśnie dopiec wrogowi i miesza, ile tylko się da: tu coś podpali, tu kogoś przekupi, tam Zarazę ześle. W efekcie tych chorych gierek (ci bogowie inaczej najwyraźniej nie potrafili) ucierpią tym razem, dosłownie, wszyscy. Przepowiednia, która obiecywała zwycięstwo w rzeczywistości bowiem stanowiła przestrogę. Ale aby to w porę dostrzec boscy panowie musieliby zastanowić się chwilkę nad tym, jakie konsekwencje mogą przynieść ich działania i widzieć coś poza końcem własnego nosa. A to niestety dla nich zbyt wiele.

Kolejne wydarzenia – zwyczajne, zależne od pór roku, życie, w zwyczajnej osadzie, przeplatane spotkaniami z bogami i stworami – obserwujmy głównie z punktu widzenia Miry. Niewinnej niczemu dziewczyny, rzuconej przez los w sam środek, wspomnianego, konfliktu. Jej rola oczywiście sprowadza się tylko do bycia niewiele znaczącym pionkiem, zależnym od boskich kaprysów – bo taka jest rola przypisana ludziom – ale jej tragedia zdaje się być czymś więcej, kroplą, która przelewa czarę. To początek zmiany. I w pełni ją rozumiemy, bo podczas lektury odczuwamy coraz większy gniew. Trudno nam bowiem pogodzić się z tym w jaki bezczelny i bezduszny sposób, mądra i wrażliwa, dziewczyna została pozbawiona wszystkiego – bo bóg tak chciał.

Wydźwięk tej powieści jest gorzki. Bo z jednej strony pokazuje, jak niewiele ignorancji trzeba by zniszczyć coś wspaniałego, z drugiej łatwo odnieść ją do naszych czasów, gdy bogów zastąpimy zaślepionymi władzą politykami. Gorycz dramatu jakiego stajemy się świadkiem, autorka, osładza nam osadzając akcję w świecie słowiańskich wierzeń. Spotkamy tu nie tylko bogów i przedziwne stwory, ale także zanurzamy się w rytuałach mocno powiązanych z rytmem życia Słowian. W efekcie „Wybranka Boga Słońca” budzi w nas tęsknotę za zapachem rozgrzanej słońcem ziemi, nieprzeniknionym gęstym borem, za wiarą w magię, wypełniającą każdy dzień – za wszystkim co minęło. Książka ta stanowi więc też w pewnym sensie odpowiedź na potrzebę powrotu do naszych najdawniejszych dziejów, pragnienie odbudowania mitu, który przepadł w niepamięci czasu.

Uważność

Dlaczego w ogóle podczas lektury, narowiste myśli pocwałowały mi w stronę SŁOWIANTASY? Bo choć nie każda powieść musi być podręcznikiem opatrzonym w naukowe przypisy, to jeśli świadomie sięga po elementy kultury historycznej, powinna poruszać się w określonych ramach. Nie chodzi mi oczywiście o sztywną wierność faktom – bo wiadomo, że to tylko lub aż wariacja na temat – ale o pewną transparentność. Moim zdaniem w przypadku powieści takich jak „Wybranka Boga Słońca” dopowiedzenie i dookreślenie byłoby bardzo pomocne. Już wyjaśniam dlaczego. Literatura, nawet jeśli opowiada o romansie z bogiem, pełni nie tylko funkcję rozrywkową, ale i poznawczą, gdy dzieje się w odniesieniu do konkretu (a my tutaj takowy mamy). To co znajdujemy w powieściach ma bowiem wpływ na „wspólnotę wiedzy”, bo nawet jeśli fikcja niespecjalnie aspiruje do bycia realistyczną, to kształtuje nasze zbiorowe wyobrażenia na jakiś temat, a nawet buduje mitologię kulturową. I to ostatnie jest bardzo ciekawym zjawiskiem, zwłaszcza, gdy weźmiemy pod uwagę, to, że czytelnik często zapamiętuje z książki coś – chociażby klimat – który potem mylnie utożsamia z rzeczywistością. Tak było/jest chociażby w przypadku „Trylogii” Henryka Sienkiewicza. Aby tego uniknąć można np. zatrudnić redaktora merytorycznego (trochę szkoda, że takiego zabrakło, zwłaszcza że wydawnictwo ma na koncie świetną serię popularnonaukową w tymże temacie – co zapewne też zwiększa oczekiwania czytelników). Można również ukuć nowe pojęcie w ramach konwencji – wszak język giętki jest – i w ten sposób dać wszystkim jasno do zrozumienia, że nie tylko wydarzenia, ale i realia historyczne, w jakich są osadzone to czysta fantazja.

Wiecie jak jest: Henrykowi Sienkiewiczowi nie zaszkodziło, to i Ewelinie Kasiubie nie zaszkodzi. Zdaję sobie całkowicie sprawę z tego, że dla większości: niebieska sukienka u wiejskiej dziewki sprzed czasów Mieszka, pięć krów u niezamożnego chłopa, kukurydza, mustang czy „rumak” i „psikusy”, to detale o które nie warto kruszyć kopii. I oczywiście ta większość ma sporo racji, ponieważ podobne szczegóły nie mają wpływu na odbiór historii Miry i Swaroźyca. Ale, co powinno wybrzmieć, na nasze wyobrażenia o słowiańszczyźnie już wpływ ma, tak samo jak Trylogia wpłynęła na to jak postrzegamy siedemnastowieczną Rzeczpospolitą. I tu jest właśnie pies pogrzebany i nad tym nieszczęsnym warto się pochylić. Zwłaszcza jeśli rozumiemy, jak silną potrzebę: powrotu do korzeni, odbudowania naszej tożsamości w obliczu globalnych wyzwań, poszukiwania autentyczności w tradycji i stworzenia narodowego mitu, realizuje obecna moda na słowiańskość w literaturze popularnej. Myślę, że to ciekawy temat do dyskusji.

Podsumowując, „Wybranka Boga Słońca” to książka, która nie tylko umila nam czas, ale także prowokuje do głębszej refleksji o tożsamości, historii i wpływie mitów na współczesną kulturę. To powieść, która nie tylko wciąga czytelnika w fascynujący świat słowiańskich wierzeń, ale również pyta o naturę władzy i konsekwencje jej niedojrzałości. Słowiańskość w literaturze popularnej przeżywa zasłużony renesans, a ta powieść z pewnością stanowi ciekawy głos w debacie na temat tego, jak przeszłość – nawet ta bardzo odległa – kształtuje naszą współczesność.

[współpraca reklamowa barter]

Zobacz również:

COPYRIGHT © 2026 ALICYA.PL

STRONY INTERNETOWE I REKLAMA:Distort Studioswww.distortstudios.com