Alicya w Krainie Słów

Trwają prace techniczne nad stroną. Niektóre funkcję mogą nie działać poprawnie. Przepraszamy za utrudnienia.


Czytanie rzeczy różnorodnych sprawia największą przyjemność


Drogę gu­bią ci, którzy oglądają się za siebie


Nigdy niekończąca się groza...


Bler. Człowiek ze Światła! Poznaj POLSKIEGO SUPERBOHATERA!


Zapraszamy w pełną grozy podróż z mapą cieni


Czytam, bo lubię grozę


Między jawą a snem budzą się demony

Zdarza wam się przebudzić w środku nocy i nie móc poruszyć? Serce bije jak oszalałe a do tego odczuwacie irracjonalny lęk i macie duszności? Wiecie co się dzieje, macie świadomość, że nie śpicie, ale mięśnie nie poddają się waszej woli. Diagnoza jest prosta: odwiedziny demona. Zmora usiadła wam na piersiach by z lubością gnieść i przyduszać, wysysając przy tym życiodajną energię z waszego obolałego ciała. Nie wierzcie więc w żadne medyczne tłumaczenia, że wszystkiemu winny jest paraliż senny. Są bowiem na niebie i ziemi takie rzeczy o których nie śniło się nawet naukowcom.

A tak poważniej, to wspomniany paraliż senny jest zupełnie zwyczajnym zjawiskiem biologicznym, naturalnym stanem naszego ciała w fazie snu REM (Rapid Eye Movement). Na tym etapie snu występują szybkie ruchy gałek ocznych oraz przyśpieszony oddech. Nasza podświadomość celowo paraliżuje mięśnie ciała po to, aby człowiek przeżywając aktywny sen nie wykonywał żadnych działań w rzeczywistości i nie wyrządził sobie w ten sposób krzywdy. Przerażający senny paraliż pojawia się wówczas, kiedy świadomość już się przebudziła, ale ciało jeszcze trwa w stanie uśpienia. To przejściowy aczkolwiek bardzo nieprzyjemny stan, w którym towarzyszy nam poczucie zagrożenia i halucynacje. Zanim jednak nauczyliśmy się rozumieć jak funkcjonują nasze ciała i badać fazy snu, ludzkość szukała przyczyn zjawiska gdzie indziej. Najczęściej uważano, że paraliż to efekt działalności złośliwych i wrednych istot, które polują na ludzi na pograniczu światów jawy i snu. O powszechności zjawiska (szacuje się, że od 40% do 60% osób doznało go przynajmniej raz w życiu) świadczy fakt, że odegrało ono niemałą rolę kulturotwórczą. Chociażby w Polsce męczy nas Zmora, w krajach islamskich mamy Ifrytę, w mitologii Czuwaszy na ludzi czyha Wubara, Baskowie obawiali się Ingumy, Niemcy Nachtmara, a Japończycy Kanashibariego.

Ciekawy motyw prawda? Nic dziwnego, że zainteresowała się branża filmowa i postanowiła przekuć go w finansowy sukces o tytule Slumber. Skoro tylu ludzi na całym świecie doznaje paraliżu sennego, widzowie utożsamiając się z bohaterami, powinni być zmrożeni tym, co zobaczą na srebrnym ekranie. Niestety, sam temat się nie obroni jeśli nie ubierze się go w ciekawą fabułę. Po raz kolejny nie udało się więc w pełni wykorzystać podanego na tacy potencjału.

Zapowiadało się nawet dobrze. Rodzina Morganów boryka się z dziwnymi zaburzeniami snu i trafia na leczenie do doktor Alice Arnolds. Specjalistka kieruje ich na badania podczas których, zostaną zarejestrowane procesy snów całej czwórki. Okazuje się, że gdy wszyscy oddają się w ramiona Morfeusza, zaczynają dziać się trudne do wyjaśnienia rzeczy. Gdy reszta rodziny, jak na komendę, w tej samej chwili zaczyna lunatykować, Lucas doznaje nietypowego paraliżu sennego. Alice początkowo chce leczyć Morganów w standardowy sposób, ale w ich przypadku jest jednak coś niepokojącego. Cierpiący chłopiec przypomina jej zmarłego tragicznie brata, a ożywione wspomnienia każą wątpić w słuszność naukowego podejścia. Dlatego narażając swoją reputację na szwank, podejmuje desperacką próbę uratowania Lucasa przed czymś, co nie powinno istnieć.

W Slumberze nie podjęto z widzem żadnej sensownej gry. Od samego początku nie pozostawiono mu wątpliwości, że Morganowie mają do czynienia ze szkaradnym potworem, a nie chorobą. Historia opowiedziana jak po sznurku składa się z kilku sekwencji pokazujących ataki, które nie zostały połączone niczym ciekawym. Chyba, że uznać za takowe picie kawy i szperanie po Internecie w poszukiwaniu odpowiedzi. Autentycznie rozbawiły mnie momenty w których Alice (przypomnę: specjalistka od zaburzeń snu!) korzysta z Wikipedii (!!!!!), żeby zapoznać się z ludowymi, nieracjonalnymi sposobami tłumaczenia zjawiska paraliżu sennego. Najwyraźniej te zajęcia na studiach opuściła (albo nomen omen przespała). Chociażby ten jeden fakt czyni śledztwo pani doktor naiwnym. Poza tym mamy jeszcze szereg nielogiczności, jak np. reakcja policji na sytuację w szpitalu i to, że pracują w nim chyba aż trzy osoby… Gdy bohaterka po spożyciu kolejnej kawy, stoi pod ścianą i nie ma w ogóle pomysłu, co dalej robić, na ekranie – niczym królik wyjęty z kapelusza – pojawia się szalony staruszek, który sporo wie o zmorach i chętnie pomoże w walce z demonem. Jego postać pasuje do całości, jak pięść do oka i niestety doświadczony widz wie, po co została tu umieszczona i co się za chwilę z nią stanie.

Dodatkowym minusem filmu jest słabo zagrana pierwszoplanowa postać. Alice nas do siebie nie przekonuje, ponieważ aktorka Maggie Q, w ogóle nie potrafiła tej postaci „stworzyć”. Pani doktor wypada totalnie nijako, nie ma charakteru. Snuje się bez przekonania po korytarzach ośrodka jakby była tam za karę, a gdy ma okazać emocje, to jest nadmiernie sztywna. Więcej ikry miał pojawiający się tylko w kilku scenach jej kolega po fachu. Wspomniany staruszek, który przypominał mi Szalonego Kapelusznika może miałby szansę zaistnieć, gdyby jego postać miała tak naprawdę powody, żeby pojawić się w tym konkretnym filmie. Rola deus ex machina w tym wypadku jest tak czytelna, że nawet nie chce się zastanawiać, czy aby  twórcy rzeczywiście nie chcieli pobawić się motywem Alicji w krainie czarów.

To co trzeba reżyserowi przyznać, i co jest atutem filmu, to to, że czuje on klimat scen mających wywołać grozę. Jonathan Hopkins nie zarzuca widza tanimi, ogranymi jump scenami, ale podnosi mu ciśnienie samym wyobrażeniem tego, co może się zaraz wydarzyć. Mamy więc przerażający mikser w kuchni, dziecko z nożycami ogrodowymi i wyrywanie zębów! Niby wiemy, że postacie lunatykują, a to, co widzimy to imaginacja i koszmar, ale i tak odwracamy wzrok. W tym wypadku Hopkins pokazał, że wie o co w straszeniu chodzi.

Slumber nie ma do zaoferowania nic ponad to czego się spodziewamy. To kolejny tegoroczny przeciętniaczek, o którym szybko zapomnimy i raczej nie będziemy tęsknić za obejrzeniem go po raz drugi. Słabo wykorzystując potencjał tematu, twórcy poszli niebezpiecznie na skróty, a zaproponowane przez nich rozwiązania bardziej irytowały niż służyły budowaniu intrygującej historii.

Zobacz również:

COPYRIGHT © 2018 ALICYA.PL

STRONY INTERNETOWE I REKLAMA:Distort Studioswww.distortstudios.com