Alicya w Krainie Słów

Trwają prace techniczne nad stroną. Niektóre funkcję mogą nie działać poprawnie. Przepraszamy za utrudnienia.


Czytanie rzeczy różnorodnych sprawia największą przyjemność


Drogę gu­bią ci, którzy oglądają się za siebie


Nigdy niekończąca się groza...


HIT lub KIT, czyli film tygodnia


Polecamy


Czytam, bo lubię grozę


Wszystkiego najgorszego!

Sama wizja tego, że czas staje w miejscu i zmusza nas do przeżywania wciąż tego samego dnia jest dosyć przerażająca. Zwłaszcza, gdy każda kolejna pobudka wiąże z rozsadzającym głowę kacem i świadomością, że oto właśnie nadeszły znienawidzone urodziny. Nic chyba jednak nie mogłoby bardziej zepsuć tego zapętlonego dnia bardziej niż to, że zawsze kończy się on tak samo: atakiem zamaskowanego napastnika, który zrobi wszystko by pozbawić swoją ofiarę życia. Tytuł filmu Happy Death Day w pełni oddaje więc jego treść i trzeba przyznać, że się marketingowcom udał.

Taka pechowa historia, jak przeżywanie w kółko własnej śmierci, przytrafiła się cynicznej studentce Tree Gelbman. Dziewczyna codziennie budzi się o tej samej godzinie, w nie swoim pokoju w akademiku, poznaje tego samego chłopaka, słucha tych samych rozmów, obserwuje tę samą parę opryskaną przez zraszacze do trawy i dostaje tę samą urodzinową babeczkę, by na końcu zostać zabitą przez zamaskowanego psychola. Taki Dzień świra w wersji hard. Gdy dochodzi do wniosku, że jedynym sposobem na przerwanie pętli czasu jest ucieczka przed „przeznaczeniem” i zostanie feralnego dnia za wszelką cenę przy życiu, stara się wpłynąć na bieg wypadków i przechytrzyć mordercę. Dopóki jednak nie odkryje jego tożsamości jest niestety całkowicie bezbronna. Bez względu na to gdzie pójdzie, jak i z kim będzie spędzała dzień, zamaskowany napastnik zawsze ją zaskoczy i zmasakruje. Czasami przy okazji zabija także i inne osoby. Wtedy śmierć głównej bohaterki i restart rzeczywistości jest dla nich jedyną szansą na przetrwanie. Gdyby bowiem akurat tego dnia dziewczyna wyplątała się z pechowej sytuacji, oni stracili by szansę na zmartwychwstanie.

Trzeba przyznać, że podczas swojego nietypowego śledztwa Tree bawi się całkiem nieźle. Wykorzystuje nadarzającą się okazją do eksperymentowania z fryzurą i przespacerowania się nago po kampusie. Koniec końców przecież tylko ona będzie „jutro” pamiętała co się działo. Jej początkowo beztroskie i bezrefleksyjne zachowania nieszczególnie nas dziwią. Na główną bohaterkę nie wybrano bowiem świętoszki. Dziewczyna ma romans z żonatym wykładowcą, nie stroni od seksu ani używek i jest dosyć wredna. Nie da się ukryć, że trudno ją polubić, a co dopiero jej kibicować. Dlatego nie dokucza nam jakoś strasznie fakt, że w tym slasherze wciąż ginie (z drobnymi wyjątkami) ta sama osoba i jest nią właśnie ona. Od pewnego momentu filmu jednak się to zmienia. W bohaterce dokonuje się powolna wewnętrzna przemiana (to typowa produkcja w której wykorzystuje się daną przez los szansę, bez względu na to jak dziwna by była) i zaczynamy się o nią martwić. W efekcie coraz wyraźniej dostrzegamy nielogiczności w jej działaniu, tak typowe dla bohaterów pojawiających się zazwyczaj w tego typu horrorach. Ten szczególny ukłon w stronę fanów gatunku wyraźne widać w scenach rozgrywających się w szpitalu, w których Tree ewidentnie i niepotrzebnie komplikuje sytuację. Zresztą sam sposób w jaki bohaterka próbuje wykiwać mordercę jest zadziwiający. Czy nie łatwiej byłoby się po prostu na niego zaczaić wiedząc gdzie zaatakuje niż eksperymentować z kolejnymi wersjami zdarzeń?

W Śmierć nadejdzie dziś sceny mordów zostały niestety wygładzone do granic możliwości. Mimo, że bohaterka ginie wielokrotnie żadnego z nich nam nie pokazano. Zawsze w kluczowym momencie, gdy pada ostateczny cios, następuje przeskok i Tree budzi się w akademiku. Pod tym względem film jest zbytnio wydelikacony. Kilka dosadniejszych momentów i oryginalniejszych sposobów pozbawiania życia, uczyniłoby tragedię dziewczyny bardziej wyrazistą, a pętlę w której się znalazła okrutniejszą pułapką. Zyskała by na tym także postać samego mordercy. Chociaż trzeba przyznać, że morderca z roześmianą twarzą bobasa, który razi nas po oczach początkowym uzębieniem, to całkiem przyzwoity i ciekawy pomysł. Nie załatwił jednak wszystkiego. Zwłaszcza, że tożsamość osoby, która kryje się pod maską nie jest dla widza aż takim zaskoczeniem, jak zapewne miała być.

Jessica Rothe poradziła sobie z rolą wręcz śpiewająco. Gdy widz ma nie lubić Tree, to jej nie lubi i to do tego stopnia, że życzy jej nawet, żeby morderca się nad nią trochę poznęcał. Gdy dziewczyna zaczyna przemawiać ludzkim głosem i staje się sympatyczna, to również kupujemy ją taką bez problemu. Gdy w końcu mierzy się z mordercą wygląda na tak zdeterminowaną, że nie ma cienia wątpliwości że skopie mu tyłek. Jej postać oraz sprawnie wyeksponowany humor skutecznie odwracają naszą uwagę od niedoskonałości fabuły, która, nie ma się co oszukiwać, nie ma nam tak naprawdę zbyt wiele do zaoferowania. Poza rozrywką oczywiście.

Jeśli ktoś naprawdę oczekiwał, że wybiera się do kina na poważny, pełnokrwisty horror będzie zawiedziony. Jeśli jednak ktoś docelowo wybrał się na pastisz (chociaż niezbyt specjalne zakręcony) z elementami czarnej komedii, który zawiera całą masę popkulturowych odniesień, powinien być w miarę zadowolony. Ten mainstreamowy film to całkiem zgrabna klisza posklejana z obśmianych stereotypowych zagrywek. Trzeba przyznać, że reżyser Christopher Landon dobrze pożenił motyw wrzeszczącej slasherowej blondynki z beką z wrzeszczącej slasherowej blondynki.

Zobacz również:

COPYRIGHT © 2018 ALICYA.PL

STRONY INTERNETOWE I REKLAMA:Distort Studioswww.distortstudios.com